…już do nas dotarły, od Finetki i Wildrose. Ja swoje częściowo wysłałam, a częściowo jeszcze nie.
Dostałam też wczoraj kartki od Wildrose, z widokami Sorrento, Neapolu i ogólnie z Sycylii. Sycylia jawi się jako ciekawe miejsce, mimo sławy, jaka ją otacza, z ciekawymi archeologicznie i historycznie miejscami. Kusi mnie kiedyś…Byliście kiedyś na Sycylii? Jak tam jest?
Dzisiaj też dostałam kartkę z miasta w południowej Polsce, z bardzo energetyzującym, wiosennym wierszykiem napisanym przez nadawczynię;) Matyldę_ab. Dziękuję;)
„Droga do szczęścia”. Richard Yates.
Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga (2009).
Świetna książka! Bez dwóch zdań. Jedna z tych, wobec których nie sposób "przejść" obojętnie. Kolejna, w jakiś sposób "uwierająca". Co ciekawe, mimo, że sama książka według mnie świetna, to jedna z tych (a niezbyt często chyba mi się to zdarzyło w moich lekturowych doświadczeniach), która uświadomiła mi jedno, "nie cierpię głównych jej bohaterów". Po prostu nie znoszę. Na szczęście nie mam obowiązku ich lubić i nawet nie zamierzam. Ja wiem, prawdopodobnie jest to wynik mojej mieszczańskiej natury, mojego drugiego dna. Tego, które każe mi wieszać na ścianie landszaft, i która uważa, że spędzenie wieczoru w gronie przyjaciół , z którymi nie omawiam sytuacji politycznej na świecie i rozwoju najnowszego wyścigu zbrojeń, za to rozprawiających na banalne tematy, jest naprawdę przyjemne. Nie przeżywam prawdopodobnie wystarczająco faktu, że w ten czy inny sposób (chociaż wciąż inny od przeciętnego) się "ustatkowałam", mało tego, nie widzę w tym nic zdrożnego.
Wszystko rozumiem, oczywiście. Rozumiem, że ktoś może obudzić się pewnego dnia i z przerażeniem stwierdzić, że obudził się obok osoby, która jest dla niego obojętna a na pewno nie łączy go z nią jakiekolwiek uczucie, że jest nie w tym, co trzeba miejscu , nie z tą, co trzeba osobą i nie na tym, co trzeba miejscu w życiu ogólnie. Rozumiem do pewnego momentu. Dopóki wiem, że nie jest to na własne życzenie osoby zainteresowanej. Naprawdę, nikt nie zmuszał April i Franka do zainteresowania się sobą na imprezie, do seksu tym bardziej, ani do tego, aby powołać do życia pierwsze dziecko.
Ona, wiecznie naburmuszona, z pretensjami do całego świata, który oczywiście, według niej jest winien tego, że zmarnowała sobie życie. Nigdy nie kochała mężczyzny, z którym się związała i ciekawe, jakaż to nadludzka siła zmusiła ją do poślubienia go a nadto wpadnięcie w rytm amerykańskiej pani domu z przedmieść połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia.
On, pracuje w miejscu, którego szczerze nie znosi. Pracuje, to zbyt wiele napisane. Przemyka się w robocie, jakby dryfował unoszony prądem fal, co ciekawe (inaczej się dzisiaj pracuje, naprawdę) jakby nikt tego nie zauważał, że w rezultacie Frank mało co wartościowego w pracy wykonuje.
Oni, chociaż baaardzo chcą tego uniknąć, są, jak najbardziej groteskowymi (według nich) postaciami z przedmieścia. Groteskowymi, bowiem oni takimi właśnie ludźmi pogardzają. Chyba to mi w nich najbardziej przeszkadzało i właśnie fakt pogardy wobec innych zaważył na tym, że ich szczerze nie znosiłam.
A więc, moi drodzy, wszyscy ci prostaczkowie z przedmieść , ta prostacka, banalna chołota i Oni…Sami przed sobą udający, że się takimi nie stali a będący nimi w całej okazałości, z tym, że mający jak najbardziej za wysokie o sobie mniemanie.
Ach, jak przyjemnie jest sączyć kolejnego drinka i cieszyć się z dwójką podobnych przyjaciół, że jesteśmy tacy inni. Przypominali mi osoby, które przejmują się wycinką drzew w odległej Amazonii, wpłacają regularnie pieniądze na fundusz ratowania krzywego koła skądś tam pochodzącego ze starożytności a nie widzących bólu i samotności i problemów człowieka mieszkającego obok, nawet gdyby ten przyszedł i skonał z rozpaczy na ich własnej wycieraczce.
Ale, jak to mówią, każdy jest kowalem swojego losu i państwo Wheeler, tak bardzo starający się odrzucić od siebie tę myśl, że są sami sobie winni temu, co się w ich życiu dzieje, jednak przyjmą to do świadomości. Co zaowocuje, a jakże, jak to w najprzedniejszym dramacie, tragicznym końcem.
Książka świetna. Po pierwsze, to jednak, jakby nie było, nie starzejący się mimo upływu lat, kawałek bardzo dobrze napisanej prozy. Po drugie, dotyka ważnych problemów. Po trzecie, budzi emocje, a to chyba najważniejsze w literaturze. Nie pozostawia czytelników obojętnymi. Daje do myślenia. I o to w tym wszystkim chodzi.
Polecam!
