„Hania Bania. Królowa Samby”. Hanna Bakuła.

Wydana w Wydawnictwie MUZA (2009).

Powiem, a raczej napiszę tak, książka rewelacyjna! P., którego zapytałam się, co napisać o książce, która "zabrała mi" większość soboty odparł, napisz zgodnie z prawdą, że Ci się ona "strasznie podobała". I tak, tak właśnie napiszę. Strasznie mi się podobała;)
"Hania Bania. Królowa Samby" to druga część autobiograficznej opowieści skreślonej piórem Hanny Bakuły. Pierwszą jej część, czyli "Hanię Banię" znam jedynie z czytanych rok a może i więcej temu w Radiowej Jedynce fragmentów. Nie mogę sobie przypomnieć, kto ją wtedy czytał, czy była to może Maria Peszek, czy ktoś inny…Jakby ktoś wiedział i mnie oświecił, będę bardzo wdzięczna.
W sumie żałuję, że nie skusiłam się wtedy na jej kupno. Już prawie, prawie miałam ją w koszyku Merlina, ale jakoś wtedy się nie zdecydowałam, a szkoda. Bo pamiętam, że owe czytane fragmenty wywoływały we mnie salwy śmiechu.
Nie inaczej było z drugą częścią, czyli "Hanią Banią. Królową Samby". I chociaż w tej opowieści więcej jest już "prawdziwego życia" widzianego oczami dorastającej już tytułowej bohaterki, Hani Bani, mimo, że zaczyna ona widzieć, że świat dookoła potrafi być jej mocno nieprzyjazny , a często nawet wrogi, to cała opowieść jest okraszona takim poczuciem humoru, że całość czyni jak najbardziej książką pokrzepiającą i zdecydowanie na poprawę nastroju i humoru. Potrzebowałam czegoś takiego po "Lektorze", który chociaż dobry, ale pozostawił mnie w dość ponurym nastroju.
Natomiast ta książka zdecydowanie odwrotnie. Po pierwsze, jak ją zaczęłam czytać w piątek wieczór, tak przez całą sobotę nie mogłam się od niej oderwać. Musiałam robić jakieś przerwy, bo sprzątałam, poszłam na spacer , ale w sumie pamiętam głównie lekturę.
W tej książce Hania Bania ma już osiem lat, książka zaczyna się od ważnego wydarzenia, jakim jest Pierwsza Komunia, a potem snuje się opowieść o dorastaniu Hani. Będą pierwsze kolonie, na które rodzice wyślą nieco nieprzygotowaną na takie wydarzenie Hanię, które to kolonie zakończą się w baaardzo śmieszny sposób.
Będzie zmiana miejsca zamieszkania, bowiem Hania opuści bezpieczne i ciepłe miejsce zamieszkania, jakim był dom dziadków w podwarszawskiej miejscowości i dołączy do rodziców, którzy zamieszkają w Warszawie. Będzie też, co za tym idzie, zmiana szkoły i szok, jaki przeżyje sama Hania, kiedy nagle okaże się, że nieco skiepściły się jej wyniki w nauce. Za to jeśli chodzi o śpiew, rysunek a nadto taniec Samby, Hania będzie bezkonkurencyjna w całej szkole.
To taka opowieść słodko-gorzka, czyli o życiu. O życiu, w którym jest miejsce i na słodki lukier , który tak uwielbia sama Hania, ale i na gorzki smak, którego w życiu nie brak. Jak pisałam, całość okraszona ironicznym lekko poczuciem humoru samej autorki, która umie zdecydowanie mieć dystans do samej siebie z przeszłości , jak i do wydarzeń, w jakich brała wówczas udział. Podoba mi się to, że pokazuje ona przebieg wydarzeń w sposób właśnie humorystyczny i mocno żywiołowy, wskutek czego z książki aż bucha pozytywna aura i raczej pogoda ducha.
To książka, przy której naprawdę szczerze się śmiałam, a wiele co zabawniejszych fragmentów czytałam nawet P., więc śmieliśmy się oboje.
Myślę, że śmiało mogę ją Wam polecić.