„Nic do stracenia”. Lee Child.

Wydana w Wydawnictwie Albatros, 2009 kolejna część przygód Jacka Reachera. Faceta, który może nie pamięta o tym, aby trzy razy dziennie wklepywać sobie w twarz krem na zmarszczki, i jego aparycja może budzić, szczególnie u pań, różne skojarzenia, za to jest niesamowicie seksownym facetem, bo mądrym. Wspominałam , że u płci przeciwnej pociąga mnie najbardziej inteligencja i umiejętność wybrnięcia z najbardziej niemożliwej sytuacji?

Tym razem Jack Reacher dociera do rozległego stanu Kolorado, a konkretnie do miasteczka o dość ciekawej nazwie, a mianowicie do Rozpaczy. Rozpacz sąsiaduje z miasteczkiem Nadzieja. Ciekawe połączenie, prawda? Jack zamierza, zgodnie ze swoją niepisaną tradycją, napić się solidnej ilości kawy i zastanowić, co dalej. Nie jest mu to jednak dane, bowiem mieszkańcy Rozpaczy okażą się rozpaczliwie wręcz niegościnni. Jakby nie było, wyrzucają z miasta Reachera. Nie wiedzą jednak, co właśnie uczynili. Nie wiedzą, że ten były żandarm wojskowy ma naturę , którą określić można jednym zdaniem "jak go wyrzucą drzwiami, wejdzie oknem". I tak właśnie robi Jack Reacher. Po pierwsze, bardzo mu się nie podoba sam fakt bezpardonowego traktowania jego osoby, po drugie jednak ma on naturę, która wobec takiego faktu przejść obojętnie mu nie da. Bowiem ciekawe jest, że mieszkańcy Rozpaczy zachowują się wręcz przesadnie niegościnnie i nadgorliwie starają się oczyścić swoje miasteczko ze wszystkich obcych, którzy się tam znajdą. To od razu powoduje zapalenie się czerwonej lampki w głowie Jacka, czy mieszkańcy Rozpaczy (rozpaczanie?:) mają coś do ukrycia przed resztą świata? Dlaczego aż tak boją się chociażby faceta, który chce się po prostu napić kawy w jednym z barów gdzieś na totalnym pipidówku amerykańskim. Poza tym, co typowe dla Jacka, nie przepada on za "miastem korporacyjnym", w którym rządzi jeden zakład pracy a raczej konkretnie, jedna osoba, właściciel takiego przybytku.
To wszystko, plus wrodzony upór samego bohatera, plus życzliwa mu pomoc policjantki z o wiele bardziej gościnnej Nadziei, prowadzi do prywatnego śledztwa, jakie Jack rozpocznie. Oczywiście śledztwa pełnego zwrotów akcji i pełnego napięcia. Ale zakończonego oczywiście pomyślnie, jakżeby inaczej?
Już kiedyś pisałam, że raz na jakiś czas mam chęć na taką bajkę dla dorosłych. W której to bajce wiemy, że wszystko zakończy się pomyślnie a sprawiedliwości stanie się zadość. Że naiwne? Trudno;) Raz na jakiś czas trzeba.

Polecam, oczywiście.

Przy okazji lektury rozmawiałam z P. na temat naszego wspólnego ulubionego bohatera książkowego i stwierdziłam, że Lee Child nie będzie mógł chyba nigdy uśmiercić Jacka Reachera, a to dlatego, że z pewnością ma na względzie, co dzieje się, kiedy zbyt gorliwa miłośniczka danej bohaterki czy bohatera dostanie autora w swoje ręce (patrz" "Misery" Stephena Kinga:).

zima w mieście;/

Wczoraj już sypał. Nie dawał się. Sypał również najwyraźniej w nocy, skoro za oknem mamy w Warszawie to co mamy. Czyli zimę. Wspominałam już, że nie cierpię zimy? W mieście jest wielkim utrudnieniem a i sama pora nie zachwyca mnie niczym. Ale niech ona sobie już jak musi będzie, ale w swoim czasie, niekoniecznie WIOSNĄ.

Panie i Panowie, inauguruję wirtualne topienie Marzanny, trochę czasowo spóźnione, ale najwyraźniej pani zima nie zrozumiała delikatnych aluzji pod postacią tekstów "ufff, wreszcie wiosna" i "zima się skończyła".

Jak w komciach na Onecie, miasta wpisujcie się, które topi Marzannę, aby wiosna była szybko;)))