Wydana w Wydawnictwie Muza, 2007.
Przeglądając blog zawsze dobrze poinformowanej na temat książek Padmy zobaczyłam wzmiankę o kolejnej przedstawicielce współczesnej prozy francuskiej Celine Curiol i jej książce "Głos bez echa". Jako, że lubię , jak Wiecie, kino francuskie, również proza współczesna z tamtych stron interesuje mnie wielce. I tak oto miałam okazję przeczytać tę książkę, po której naszły mnie dwie refleksje tak na gorąco. Pierwsza to ta, że z europejskich miast to Paryż zdaje mi się być idealnym tłem dla opowiedzenia, przedstawienia czy to na kartach książki czy w filmie, historii ludzi nieszczęśliwych, przegranych czy zmagających się z życiowymi dramatami i samotnością. A druga myśl poniekąd związana była poniekąd z tą samotnością tu w książce, bohaterki. A mianowicie, jak to jest, że w literaturze mamy na pęczki portretów nieszczęśliwych kobiet walczących o okruszynę chociażby szczęścia u boku mężczyzn, którzy albo je lekceważą, albo są na tyle słabeuszami, że nie mają w sobie dość odwagi, aby przeciąć chore więzi łączące je z owymi nieszczęśliwymi kobietami pokładającymi nadzieję na związek z nimi. Czemu są to na ogół tacy słabeusze a może raczej tchórze, którzy nie są w stanie albo wprost powiedzieć, że z romansu raczej nici albo nie są w stanie przyznać się swoim partnerkom, żonom, narzeczonym, że mają chęć na inną kobietę. O dziwo, jakoś tak wielu portretów mężczyzn nieszczęśliwych w literaturze nie spotkałam (oprócz , oczywiście, naczelnego nieszczęśliwego , czyli Wokulskiego, który to faktycznie zawsze zastanawiał mnie w swoim bezsensownym uporze w trwaniu przy boku nieciekawej Łęckiej, ale to taka uwaga na marginesie).
Po tym przydługim wstępie czas na parę słów o samej książce. Ona, podejrzewam, że około trzydziestki, zapowiada przyjście i odejście pociągów na Dworcu du Nord. Jest sama, i samotna. A jak wiemy, to dwie różne sprawy. Jej jednak trafił się taki pakiet. Mimo, że zdaje się mieć jakichś tam znajomych, to właściwie ma tylko jednego. Jego. Jego, który ma cały szereg cech za to jedną wadę. Partnerkę, Ange. Co ciekawe, imienia głównej bohaterki podczas lektury nie poznajemy. Jak sądzę, to celowy zabieg Curiol, która w ten sposób chce bohaterkę własnej opowieści jeszcze bardziej umniejszyć.
Jakby i sam fakt, że przedstawia Ją jako zagubioną w świecie bezradną w gąszczu własnych uczuć, emocji w stosunku do siebie, innych, Jego, i tak nie deprecjonowało tej postaci wystarczająco.
Ona faktycznie nie umie się odnaleźć. Niby prowadzi zwykłe życie, chodzi do pracy, wobec której ma raczej obojętny stosunek, nie wygląda na to, aby próbowała kiedyś czegoś innego. Robi zakupy, sprząta. Wychodzi na spotkania z Nim i Ange. Ale jakby przepływała obok własnego życia, jakby widziała sama siebie z boku. Czasem wydaje jej się, że może zmienić wiele ale najczęściej, że nie zmieni się w jej zyciu nic.
On, oczywiście jak to w tego typu opowieściach ani myśli konkretnie się opowiedzieć po jej stronie. Ale , jakie to typowe, brak mu odwagi, aby urwać chory związek pomiędzy nimi, aby raz na zawsze pokazać jej, że nic z tego nie będzie. Jednocześnie, oczywiście, buduje swoje szczęście u boku Ange. Kobiety idealnej, jak w myślach postrzega rywalkę? Ona.
Nie jest to historia łatwa, ani przyjemna. W jakiś sposób niesie jednak nadzieję , że w Jej życiu coś się jednak zmienić może, że nie do końca wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości muszą do końca zdeterminować przyszłość.
I tej nowej drogi dla Niej życzę jej z całego serca.
Malutka uwaga na końcu recenzyjki. Z niewiadomych mi bliżej powodów na okładce książki w jej opisie widnieje rekomendacja,mówiąca o bohaterce cytuję: "(…) łączącej w sobie cechy Amelii, Bridget Jones oraz Ally Mc Beal".
Będąc szczerą, ten zabieg traktuję li i wyłącznie marketingowo, jako, że na szczęście, bohaterka nijak się ma do żadnej z trzech wymienionych tu pań.
Samą książkę jednak polecam. Niezły to kawałek współczesnej prozy opowiadający o samotnej w wielkiej europejskiej metropolii…
