sypnęło kartkami w tym tygodniu…

…zaczęło się od poniedziałku, kiedy to otrzymałam życzenia Urodzinowe podane w bodajże najoryginalniejszej jak dotąd formie. Otóż otrzymałam dziesięć zapakowanych w prezentowy papier i przewiązanych wstążeczką kartek rozmaitych formatów , które to ponumerowane stanowiły ciąg życzeń, które czytało się przechodząc od kartki do kartki a wcześniej oczywiście odpakowując je niecierpliwie z owego papieru, wstążeczki i klamerki, którą przypięty był numerek kartki. Bardzo to miłe było, chociaż P. stał obok i śmiał się ze mnie patrząc, jak niecierpliwie rozpakowuję poszczególne kartki. Te zresztą bardzo przyjemne dla oka, w różnym stylu, od typowo Urodzinowych aż po takie, jak lubię, stare ujęcie czarno białe przedstawiające dwie rozmawiające w kawiarnianym ogródku kobiety…Obiezy_swiatko, dziękuję pięknie, naprawdę jak dotąd nigdy tak fajnie nikt mi życzeń Urodzinowych nie "spakował" a i treść życzeń miła.
Następnie jednego dnia dotarły kartka z Chicago od Evek, z widocznymi drapaczami chmur i słynną na cały świat Sears Tower i kartka z Wiesbaden od Kwiecienki z widokiem Cerkwi Prawosławnej , która to podobno jest ichniejszym odpowiednikiem Taj Mahal, zbudowana została bowiem z podobnych powodów.
A dzisiaj dotarła oczekiwana kartka z Hong Kongu, od Chihiro, na której to widać ptasi ogród i targ zarazem. Chihiro napisała, że to podobno jedno ze spokojniejszych tam miejsc, a wydaje mi się bardzo zatłoczone, co wielce mówi o samym mieście…
Wszystkim za pamięć bardzo dziękuję;)

wczorajsza strzelanina w niemieckiej szkole…

…sprawiła, że przed oczami stanęła mi ponownie książka, która i tak dała mi niezłego kopa i o której i tak podświadomie wciąż myślę, a mianowicie "Dziewiętnaście minut" Jodi Picoult. Tak wiele w tej fikcji literackiej i nagłej prawdzie z sąsiedniego kraju podobieństw. I tam i tu rodzice kolekcjonowali broń. W książce Picoult dziecko obcowało z bronią od maleńkości, jako, że ojciec polował i z bronią dzieci zaznajamiał, a tu z tego, co słyszałam, również rodzice sprawcy mieli w domu niezły (legalny, dodajmy) arsenał.
Zarówno bohater książki lubił gry komputerowe, w której zabijał napastników (sam takie tworzył, wraz z innym prześladowanym kolegą, w których zabijali przedstawicieli szkolnej dręczącej innych elity), jak i strzelający w Wiennenden podobno takowe gry lubił, gdyż znaleziono je na twardym dysku jego komputera.
Do niedawna strzelaniny w szkole były (złe określenie) domeną szkół amerykańskich, które to wieści mimo, że okropne, zdawały się na tyle dalekie, że aż mało wiarygodne, i jakby bardziej możliwe ze względu na fakt większego dostępu do broni. Jednak od pewnego czasu wyraźnie problem zbliża się do nas coraz szybciej i szybciej. Już nie można powiedzieć, że problem nie dotarł do Europy, dopiero co w Finlandii miała miejsce strzelanina w szkole właśnie, a wczoraj w Niemczech.
I Wiecie, jaka była moja nieoptymistyczna myśl, jaka przyszła mi do głowy kiedy usłyszałam to wczoraj w radio? Kiedy zdarzy się to w Polsce? Niestety, właśnie taka. Problemów społecznych nam nie brakuje , szkoła już dawno przestała pełnić właściwą jej rolę , pedagodzy przestali być z powołania (nie wszyscy, oczywiście, ale wciąż tych z powołaniem za mało), a problem dręczenia uczniów przez rówieśników narasta w stopniu zastraszającym…i jakby brak na to wszystko rozwiązań. Czy ratuje nas fakt, że wciąż nie ma u nas takiego dostępu do broni, jak w innych krajach? Niekoniecznie chyba…do przemyślenia.

Artykuł na temat strzelaniny w gazecie.