Przesłuchałam mój prezent urodzinowy, jakim jest najnowsza płyta Katarzyny Nosowskiej "Osiecka". Skłamałabym mówiąc, że zasłuchuję się Nosowską. Nie. Ale skłamałabym też mówiąc, że nie znam jej utworów zupełnie.
Jednak, nazwijmy sprawy po imieniu, słuchałam jej raczej jako nowy słuchacz, niż wieloletni fan i muszę przyznać, że mi się ta płyta podoba. Najbardziej chyba odpowiada mi fakt, że Nosowska wybrała na niej piosenki Osieckiej, które nie zostały jarmarcznie spopularyzowane i wykonała je w typowej dla niej interpretacji. Typowej dla niej a więc nie podlizującej się gustom przeciętnego słuchacza i stawiającej na raczej bardziej wysmakowane gusta. Czy ta płyta trafi do każdego? Z pewnością nie, ale to chyba i dobrze.
Mnie osobiście szalenie podobają się dwa utwory, pod tytułem "Kokaina" i "Kto tam u ciebie jest?". Szczególnie ten drugi wymieniony, bardzo chwycił mnie za serce.
Myślę, że wiernych fanów Nosowskiej nie muszę do tej płyty zachęcać a może sięgną po nią również miłośnicy twórczości Agnieszki Osieckiej? Dodatkowym atutem jest wspaniale skomponowana muzyka i ciekawy klimat dawnych czasów młodości Osieckiej, które w muzyce udało się przemycić.
napisała…
u siebie na blogu Mala_mi o wczorajszej "przygodzie" jej Męża, który został w Londynie skontrolowany pod kątem akcji antyterrorystycznej. Niby żyjemy w takich, a nie innych czasach, na Wyspach znają sprawy terrororyzmu od dawna, teraz się tylko trochę zmienił przeciwnik, ale są przygotowani w miarę, przeprowadzają więc akcje zapobiegawcze zgodnie z powiedzeniem "lepiej zapobiegać , niż leczyć". I wszystko świetnie. Dorosły człowiek orientujący się w sytuacji po 11 września mniej więcej kapuje, że coś się nieodwracalnie zmieniło, ze doszły nowe procedury poprawienia jakości owego bezpieczeństwa. Że lecąc gdzieś na lotnisku mogą nas jeszcze bardziej szczegółowo , niż do tej pory sprawdzać i że to z gruntu rzeczy dobra sprawa, bo mająca służyć nam wszystkim.
Co przypomniało mi, jak bardzo zdzwiliśmy się na lotnisku Charles de Gaulle’a, w Paryżu, podczas powrotu do Warszawy rok temu. Otóż podczas kontroli bezpieczeństwa przed wejściem tam, gdzie potem już się czeka na odprawę i wejście do właściwego rękawa mającego nas zaprowadzić do samolotu ja podskakiwałam na zimnej posadzce, jako, że podeszwy moich butów wydały się pani zbyt grube, wskutek czego razem z kurtką i moim plecakiem przejechały się taśmą aby państwo naocznie przekonali się, iż materiałów wybuchowych w owych podeszwach nie transportuję. I dobrze. Jest jak jest,ja to rozumiem, mam się czuć bezpiecznie, bo służba ochrony lotniska dba o to, aby nikt niepowołany na pokład samolotu się nie dostał, a więc nie awanturuję się, podskakiwałam tylko, bo zimno mi w nogi było, jak nie wiem:)
Natomiast po przejściu już owej kontroli, kiedy wszyscy czekali już na to, aż wezwą nas do odprawy już przed wejściem na pokład samolotu, popijając herbatę, kawę czy ściskając w ręku perfumy nabyte w sklepiku, oczekujący byli świadkiem ciekawej sceny. Oto nagle do pani na bramce podbiegł zaaferowany pan i stwierdził lekko spanikowanym głosem, że on właśnie odkrył, że dostał się tam na…bilet na nie swoje nazwisko.
Ciekawe, prawda? Przecież on najpierw na samym początku zdawał bagaż. Zdawał bagaż i wtedy ktoś wziął od niego zarówno bilet, jak i jego paszport i teoretycznie, jak się okazuje, porównał owe dane. Pan zaś dotarł praktycznie do boardingu. Najwyraźniej to lotnisko słynie z tego typu przygód bo po opowiedzeniu tej historyjki ktoś z kolei opowiedział mi, iż on na tym samym lotnisku dotarł również już do gate’u na jakiś zupełnie bezsensowny świstek, nie żaden bilet, bo włożył go do portfela i przypadkowo on mu się wyjął , kiedy się odprawiał.
I tu moje poczucie bezpieczeństwa runęło,jak kiepsko zbudowany domek z kart. Bo jak się okazało, teoretycznie mogę tylko liczyć na swój własny fart.
Bo tak sobie myślę, że ja to ja, ja tej wiedzy nie wykorzystam, ale czy naprawdę francuskie służby specjalne są na tyle naiwne, że sądzą, że terroryści nie sprawdzają , jak bardzo ścisłe są wszelakie kontrole na danym lotnisku?
I tak w ogóle, to strach się bać, jak jest gdzie indziej, bo czemu mam wrażenie, że to nie jest jakiś jednostkowy przypadek?
