trochę…

…mnie męczą znowu rozmaite sny ostatnio. W niedzielę była pełnia, więc to na pewno również przez ten fakt. Jakaś dziwna prawidłowość, że są to jakieś sny drogi? podróżuję gdzieś, podróż trwa i trwa, coś się dzieje po drodze, a cel chyba nie za każdym razem osiągnięty. Nie trzeba być specem, żeby go zrozumieć…Szczerze mówiąc, to wolę już jak mi się nic nie śni, a raczej, jak snu nie pamiętam, niż jak śnię a potem jestem podenerwowana, niespokojna, czy trochę zmartwiona…

znowu…

…sobie myślę,że starsze pokolenie (nasi rodzice) umieli nawiązywać trwalsze znajomości, niż my. Zastanawiam się, skąd to wynikało. Może jednak realia komunizmu, brak wyścigu szczurów? jakaś wspólna bieda? Nie wiem właśnie. My, wtłoczeni w nowe realia już od szkoły najwyraźniej nie umiemy aż tak silnych znajomości tworzyć, a może po prostu ja tak mam, chociaż obserwacja znajomych i ich znajomości z kolei, trochę moją tezę potwierdza.
Skąd te moje wywody? Ano znowu nk. Jak wiedzą ci, którzy mnie dłużej czytają, ja za nk nie przepadam, ale na szczęście mało z nią mam do czynienia. Zalogowałam się, owszem, głównie z nadzieją, że odezwą się może dwie osoby, z którymi kontakt się urwał. Osoby się nie odezwały, za to odezwały się dwie dziewczyny, z którymi ja z kolei nie miałam ochoty na nawiązanie kontaktu. Jedna, która wryła mi się w pamięć faktem, jak to w czasach końca podstawówki okazywała mi , że nie dość jestem seksowna i nie mam powodzenia wśród chłopaków, podczas, kiedy ona, to hoho a druga, to była bardzo bliska znajoma, której niestety, coś się pogibało i w pewnym momencie mojego życia uznała najwyraźniej, że stała się kowalem mojego szczęścia i trochę się jej rzeczywistości pomyliły, zaczęła słać do mnie wiadomości świadczące o nie do końca zrównoważonej psychice. Owszem, za rękę jej nie złapałam, ale poświęciłam trochę czasu i możliwości i powiedzmy, że zadziałałam tak, że wyszło, że faktycznie to ona, bowiem po mojej interwencji wiadomości od pani się urwały. Jak więc można się domyślić, obie panie były ostatnimi, z którymi mam chęć na nawiązywanie kontaktów.
Natomiast, jeśli chodzi o nk, to wygraną okazuje się być moja własna Mama. Założyłam jej konto. Bywa na nim niezbyt często, ale ja jej regularnie sprawdzam wiadomości i okazuje się, że w dość krótkim czasie odezwało się do niej kilka osób, w tym dwie serdeczne koleżanki, z którymi kontakt się urwał, głównie za sprawą opuszczenia przez moją Mamę miasta rodzinnego i nieco urwania kontaktów.
W piątek odkryłam, że odezwała się do Mamy kolejna znajoma. Jak się okazało, serdeczna koleżanka z czasów wczesnych, bo podstawówki właśnie. Moja Mama bardzo się ucieszyła, wzruszyła i w ogóle;) Okazało się, że pani na etapie emerytury nie spoczęła na laurach i nie jest jedynie zajmującą się wnukami babcią (zresztą wygląda bardzo korzystnie, wcale nie na babcię), zajęła się dawno skrywaną pasją, pisaniem. Ma , z tego, co się zorientowałam, grono wiernych czytelników. Ponadto, czym bardzo wzruszyła się moja Mama, w jednej z książek podobno nawet moją Mamę autorka wspomniała, oczywiście bez podawania danych osobowych, ale uważam to za miły gest.
I teraz moja Mama dzwoni, omawia, wysyła sobie zdjęcia z koleżankami a ja dojrzewam do wysłania jej w cieplejszym okresie roku do jej miasta w celu odwiedzenia zarówno rodzinyjak i dawnych koleżanek;)

„Pociąg”. Reż. Jerzy Kawalerowicz.

Już wiem, dlaczego nie oglądam współczesnego kina polskiego. Ponieważ z bardzo małymi wyjątkami (nie przeczę, że zdarzają się perełki) nic ciekawego w nim nie znajduję. Nie dla mnie są polskie komedie romantyczne (dziwnym trafem te brytyjskie dla odmiany całkiem lubię), na etapie filmów sensacyjnych też zatrzymałam się chyba gdzieś przy "Psach". Ostatnia komedia, przy której naprawdę szczerze się uśmiałam, to był "Killer", ale tylko pierwsza jego część.
Za to wiem jedno, nabrałam wielkiej ochoty na kino polskie lat 60tych, a stało się to po obejrzeniu "Pociągu".
To nie jest tak, że nie znałam tego filmu. Mając jakieś 14, 15 lat przeżyłam wielką fascynację postacią Zbyszka Cybulskiego, i wtedy obejrzałam chyba większość filmów z jego udziałem, od "Popiół i diament" aż po "Giuseppe w Warszawie". Obejrzałam więc wtedy i "Pociąg".
"Pociąg" to kawałek rewelacyjnego kina jak to się mówi psychologicznego. Czy można nazwać go kinem drogi? No, nie wiem. Akcja filmu dzieje się w większości w wagonie sypialnym podczas jednej nocy, podczas podróży chyba z Warszawy do nieokreślonej miejscowości nadmorskiej (coś mi to na Hel wygląda albo Półwysep Helski).
Zaczyna się małym nieporozumieniem o miejsca w przedziale sypialnym, podczas którego poznajemy dwójkę głównych bohaterów, jakimi okażą się Marta (rewelacyjna rola Lucyny Winnickiej) i tajemniczy mężczyzna, który początkowo chciał zostać w przedziale sam, a zagrał go wspaniale Leon Niemczyk. Ta dwójka stanowi oś wokół której kręcić się będą jak na orbicie pozostali podróżujący pociągiem, ludzie z problemami. Mamy tu barwną galerię postaci takich jak zakochany nieszczęśliwie w Marcie chłopak, grany przez Zbyszka Cybulskiego, także znudzoną pożyciem małżeńskim z o wiele starszym od siebie mężem, młodą mężatkę, która nieustannie flirtuje z którymś z mężczyzn w pociągu, jest też mężczyzna, który cierpi na bezsenność, ksiądz, któremu przyjdzie zweryfikować swoje własne przekonania na pewne sprawy.
Pociąg rusza a my odnosimy wrażenie, że wybraliśmy się na długo wyczekiwane wakacje wraz z bohaterami, którzy wzajemnie nieco się ze sobą poznają i oswajają.
Rewelacyjne prowadzenie kamery, świetne ujęcia zdjęciowe, genialna muzyka (chciałabym mieć ścieżkę muzyczną z tego filmu, tak jak nie jestem miłośniczką jazzu, to ta mnie zachwyciła), wspaniała i równa gra wszystkich aktorów, to wszystko składa się na świetny obraz, który niełatwo się zapomina.
Każdy z bohaterów zdaje się mieć coś , co skrywa w swojej duszy. Szczególnie dwójka,  o której wspomniałam na początku. Marta zdaje się być mocno przez kogoś (samą siebie?) zraniona, wydaje się otaczać drutem kolczastym aby nikt nie dotarł bliżej do niej i jej uczuć. Tajemniczy mężczyzna, z którym przyjdzie jej dzielić przedział również zdaje się chować jakiś sekret. Początkowo małomówny, zdecydowanie skryty, z czasem nieco się przed nią i nami, widzami, otworzy. Ale na to, aby poznać jego sekret potrzeba będzie nie tylko czasu, ale i pewnego niezwykłego wydarzenia. Oto na jednej ze stacji, na której do tej pory pociąg ten nigdy się nie zatrzymywał, wsiada oddział Milicji Obywatelskiej, kryminalnej, którego dowódca twierdzi, iż w pociągu tym znajduje się zbiegły morderca! Strach pada na wszystkich zebranych w pociągu, tym bardziej, że milicja wyprowadza z przedziału tajemniczego towarzysza podróży Marty.
Jak się domyślamy jednak nic nie jest takie, za jakie się je w tym obrazie bierze.
To film naprawdę niezwykły. Wszystko mi w nim "grało", pasowało do siebie. Wszystkiego było po trochu, dramatu, psychologii, był nawet wątek kryminalny, który jednak stanowił tylko pretekst do ukazania ludzkich postaw wobec pewnych dramatów.
Przy tym wszystkim to również film o źle pokładanych uczuciach, zawodach miłosnych w najrozmaitszych ich aspektach, o czym dowiadujemy się prawie do samego końca.
Jak w końcu powie sama Marta: "Nikt nie chce kochać, wszyscy chcą być kochani".
Marta wypowiedziała te zdanie tyle lat temu, wszak film jest z roku 1959 a jest ono zadziwiająco aktualne i bardzo, bardzo prawdziwe.
Film perełka, tym, którzy do tej pory z tych czy innych względów go nie widzieli radzę jak najszybciej nadrobić braki, a sama pytam się miłośników starego, dobrego polskiego kina, co jeszcze w tych klimatach polecacie obejrzeć?
Sama wiem, że taką drugą perłą jest z pewnością "Nóż w wodzie", który również obejrzałam ze dwa lata temu i który mnie totalnie zachwycił i rzucił na kolana. Również polecam tym, którzy nie oglądali.

Z Nowym Rokiem Nowym Krokiem;)

Czyli dawno nieobecne poszukiwanki internetowe.
Czego szukali szanowni internauci od 1 stycznia do dziś i od razu uprzedzam, zachowuję ORYGINALNĄ pisownię. Wszelkie więc błędy i niepoprawności proszę składać na karb nerwu poszukujących, co też z owych poszukiwań wyniknie;)

"jak zemścić się na sąsiedzie z góry"

-mieliśmy już etap "jak uprzykrzyć życie sąsiadowi z góry", widzę, że nie pomogło, więc ktoś sięga po więcej…ot, taka eskalacja uczuć…

"sylwester w rajstopach"

-znałam jednego Sylwestra, w rajstopach nie występował. W rajtuzach (gdyby ktoś szukał, też nie)

"co jest jak sie dostanie od kogos pierscionek"

-radość jest, jak pierścionek ładny…zakłopotanie jest, jak za drogi (ach te diamenty pięciokaratowe:), niezadowolenie jest, jak nietrafiony (patrz: "nietrafiony pierścionek zaręczynowy")

"co oznacza sen jak ktos  na ciebie wchodzi"

-spory brak seksu albo poczucie, że ogół cię lekceważy, wybierz, co prawdziwsze

"facet ktory sie obraza"

-ponieważ to kolejny raz, kiedy ktoś szuka tego właśnie hasła rzucam iście feministyczną odpowiedź -nie jest wart twoich uczuć. Jest to też po prostu moje własne zdanie. Facet, który się obraża niech idzie obrażać się gdzie indziej.

"co oznacza ten sen czyli pierscionek zareczynowy"

-że bardzo chcesz, aby ktoś Ci się oświadczył?

"życzenia z okazji zaręczyn"

-o rety, nie wiedziałam, że się takowe składa. Może ktoś mi pożyczy? Dziś mija 10 lat, odkąd oświadczył mi się P. 😉

"ja wam winszu"

-ja wam też…

Coś czuję,że ten rok 2009 będzie obfitował w kwiatki poszukiwane;)

odkrywam…

…adres do swojego bloga na rozmaitych stronach, blogach, czasem takich, o których, że ktoś mnie czyta, nie podejrzewałabym (ach, wyłazi pewnie ze mnie jakieś podświadome wtłaczanie ludzi do szuflad)…Inna sprawa, czy fakt, że adres jest na czyimś blogu świadczy o tym, że ten ktoś mnie czyta czy kiedyś wpisał a potem zapomniało mu się wypisać. Tak, czy siak, zastanawiam się czasem, kto też mnie czyta, kto do mnie zagląda. Wiem, że na niektóre blogi zaglądają pisarze, zostawiają komentarze. Mnie się to nigdy nie zdarzyło, ale myślę,że to fantastyczna sprawa, taki "żywy" kontakt z kimś kogo się czyta. W ogóle, to czasem sobie myślę, czy trafiły do mnie jakieś osoby, nazwijmy to ogólnie "znane"…a może ktoś kto zostawia komentarze pod którymś z nicków, to właśnie taka postać, tylko się nie ujawnia? Kto wie;)

„Echo w płomieniach”. Lee Child.

Kolejna świetna książka Lee Childa;) Wydana w Wydawnictwie Albatros (2008) zaczyna się tym razem w rozgrzanym iście piekielnym latem Teksasie, do którego podczas swojej niekończącej się włóczęgi trafił Jack Reacher.
Żar leje się z nieba na głowę, Jack Reacher zaczyna wspominać inne gorące miejsca, w których przyszło mu bywać, kiedy udaje mu się złapać autostop. Chyba tylko ów piekielny upał może tłumaczyć, że alarmowa lampka nie zaświeciła się w głowie Reachera wcześniej. Tymczasem ten były żandarm zaczyna rozmowę z kobietą, która zgodziła się go podwieźć. A jest nią, co lekko dziwi Reachera, przyzwyczajonego do tego, że kobiety w ogóle nie zatrzymują się aby podwieźć jego, prawie dwumetrowego osiłka, młoda i piękna latynoska, Carmen Greer.
Carmen podwożąc Reacher rozpoczyna niby to beztroską rozmowę, jednak w jej trakcie wychodzi na jaw, że chyba nie tylko Reacher odniósł korzyść będąc zabranym z rozgrzanej autostrady ale że również ta młoda kobieta ma w tym jakiś interes. Oto, jak się bowiem szybko Jack dowiaduje, jej mąż, przebywający w więzieniu, jest jej katem i oprawcą działającym w domowym zaciszu. Ona zaś nie umie się wyrwać z tego zaklętego kręgu, tym bardziej, że wie, że odebrałby jej wtedy ich córeczkę, jedyną osobę, dla której jest w stanie ona poświęcić się i wpaść na przedziwny pomysł, jaki przedstawia Jackowi. Jack się na jej plan nie zgadza,ale postanawia nieco dłużej zostać w tej prowincjonalnej miejscowości gdzieś w Teksasie, z której do następnej jest przynajmniej godzina jazdy. Jack chce bliżej przyjrzeć się sprawie, co zresztą dzieje się dość szybko. Faktycznie mąż, którego tak obawia się Carmen , wychodzi szybciej, niż miał, z więzienia i dopiero wtedy zaczyna się cała rozgrywka. Oczywiście to "serduszko na dłoni", jak prywatnie nazywam Jacka Reachera, nie jest w stanie się oprzeć i musi pomóc Carmen, po drodze odkrywając jednak całą skomplikowaną i zagmatwaną pajęczynę kłamstw i tajemnic z wydawało by się dalekiej przeszłości, które jednak po próbie zamiecenia ich pod dywan, wychodzą i straszą znacznie bardziej, niż kiedyś.

Amerykańskie pipidówa, w których prawo zdaje się nie działać, w których rządzą miejscowe układy, układziki i znajomości, mądry i sprytny Jack Reacher, który z każdej sytuacji umie wyjść obronną ręką,przy tym wszystkim bardzo interesujący wątek kryminalny, to wszystko złożyło się na bardzo dobrą lekturę, która mnie wciągnęła i którą polecam.

zdaje się, że to w …

…Hiszpanii dzieci otrzymują prezenty nie w czasie Świąt , a w dzień Trzech Króli.
Wczoraj poczułam się prawie, jak hiszpańskie dziecko (brakowało mi hiszpańskich temperatur za oknem;), bo poczta dostarczyła mi zaległe upominki …świąteczne, a jakże, od Monoli. Ale się ucieszyłam, że jednak doszło. Już się bałam, że będzie, jak rok temu, kiedy prezent wysłany przez nią nigdy do mnie nie dotarł.
Bardzo się ucieszyłam i z faktu, że dotarło i z tego, co otrzymałam, czyli z saszetki na biżuterię, na czas wyjazdów, żeby było w czym wozić precjoza;) , zakładki do książki w kształcie kota i bransoletki ręcznie wykonaną na Bali z koralików? muszelek?

Wczoraj wieczorem termometr pokazał -17C. Okropność. Dzisiaj ma być już cieplej i oby!
Na pociechę odgonienia zimowych klimatów, nabyłam ostatnio w Yves Rocher malutką buteleczkę zapachu kokosowego. P. nazywa mnie teraz kokosanką. Co przypomniało mi ciastka z mojego dzieciństwa. Uwielbiałam wprost babeczki z kruchego ciasta z budyniem w środku, pamiętam, że Mama kupowała mi ją w cukierni osiedlowej. Były też bajaderki, co z tego, że podobno trafiały do tych ciastek wszystkie okruchy z pozostałych ciastek, kiedy mnie smakowały. Potem przeszłam etap fascynacji wuzetkami. Najlepsze wuzetki fundowała mi w Krynicy Górskiej znajoma mojej Mamy, z którą byłyśmy na wczasach. To ta sama, od której mam zresztą "Portret nocą malowany". Kokosanki też pamiętam, całkiem smaczne były, to już ze starszego dzieciństwa, współczesna młodzież zapewne prychnęłaby oburzona, że w ogóle o człowieku w tym wieku pomyślałam jako o dziecku:)
O rety, ale zrobiło mi się słodko, jak o tych wszystkich słodkościach pomyślałam;)

prośba…

…o pomoc dla tych, którzy czasem zostawiają komentarze jako goście (nawet ręcznie wpisując nick, Regino, tu głównie uśmiech w Twoją stronę).
Dochodzą mnie słuchy, że ktoś niezalogowany nie może zostawić mi komentarzy na blogu. Ja nie wiem, czemu. Nie wiem też jak to sprawdzić, bo ja dodaję komentarze jako zalogowana. Ale ludzie zostawiają mi komentarze jako goście, mój blog nie ma specjalnie obwarowań żadnych ani utrudnień. Zlikwidowałam nawet te koszmarne cyferki (nie cierpię ich , bo często się przy nich mylę). Może ktoś wyjaśni, jak zostawia niezalogowany na blox komentarze, to może ułatwi tej osobie, która nie bardzo może komentarze zostawiać. Z góry dziękuję za pomoc;)

„Uprzątnięte morze, wynajęte skarpety i pani Masło”. Aglaja Veteranyi.

Wydawnictwo Czarne, 2005.

I tak sobie milczę, zamiast coś napisać. To trzecia i ostatnia wydana u nas książka tej niezwykłej autorki, o której pisałam tu i tu.

Napiszę tak, cały czas podczas lektury tej krótkiej książeczki, towarzyszyło mi pytanie, czy gdybym nie wiedziała, co się z nią stało, że popełniła samobójstwo to inaczej odbierałabym jej opowieści? Nie wiem. Tak, wiedząc, że się zabiła, a zrobiła to, jak wyczytałam w iście teatralny sposób (to, co zostawiła po sobie , ta kartka!) nie sposób zapowiedzi tego wydarzenia nie dostrzec na kartach jej opowieści. Aglaja jest zdecydowanie jedną z najbardziej depresyjnych autorek, jakie znam, a jednocześnie i to mówię ja właśnie, ona szalenie mnie przyciąga. Jej proza jest niezwykła. To jej książka śniła mi się , co zdarzyło mi się pierwszy raz w życiu…
To jej rozedrgana proza, jej krótkie, często bardzo krótkie historie, nerwowe pełne jakiegoś niedopowiedzenia, wielkiego niepokoju, to ona właśnie sprawia, że żałuję szczerze i tego, że depresja jednak ją pokonała ale i tego, że nic już jej więcej przeczytać nie będę mogła. Szkoda. Wielka szkoda.
Z drugiej strony, nie jestem wcale taka pewna, że ona sama gdzieś ze śmiercią się nie pogodziła. Jakby nastawiała się, że śmierć prędzej czy później ją zawładnie. Może miały taki układ?
Teatralna też jest ta proza Veteranyi, teatralna jakby i słusznie, jako, że autorka zajmowała się teatralnymi sprawami bardzo blisko, co wyraźnie się czuje w jej prozie. I jest to jeszcze kolejny jej plus.
Biedna, mała dziewczynka w ciele dorosłej kobiety, która wciąż wrzucała się do garnka z mamałygą aby sprawdzić, co jeszcze zdoła wytrzymać a co ją pokona. Do tego ostatniego razu.

Cóż, nietypowa to proza, ale dla mnie bardzo ważna, ja ją polecam.

Polecam bardzo ciekawy o niej artykuł, może nie najnowszy, ale wiele mi dodatkowo rozjaśnił na temat jej życia, możecie poczytać tu.

fascynacja muzyczna…

…zupełnie przypadkowo dzięki, nie ukrywam, filmowi, odkryłam dla siebie kolejną osobę, która mnie muzycznie zafascynowała. Jest coś w jej piosenkach, co nie pozwala mi być obojętną.
To Regina Spektor, którą to płytę "Begin to hope" dzięki uprzejmości Reginy mam i słucham jej sobie z przyjemnością.
Bardzo lubię takie trochę przypadkowe odkrycia osobiste, które owocują znajomością z danym artystą na dłużej;)
Regino, ta z bloga, dzięki raz jeszcze za podesłanie muzyki!

A dla zainteresowanych, do posłuchania: