książkowy stosik

Rzadko tu wstawiam fotki moich stosików, ze względów głównie technicznych, ale dzisiaj postanowiłam pochwalić się tym, co na mnie czeka.

od dołu, "Czarodziejska góra" Manna, która mam nadzieję, doczeka się kiedyś lektury. Jak bowiem pamiętacie, wciąż się waham, czy zabierać się do tej, jakby nie było "cegły":)
Następnie kolejny kryminał Denise Mina, "Martwa godzina". Judytta podesłała mi pierwszy kryminał tej pani u nas, "Pole krwi" i bardzo mi się podobała ta książka, więc nabrałam chęci na dalsze losy młodej dziennikarki.
Następnie "Jestem tu od wieków" Marioliny Venezii. Seria z miotłą do tej pory mnie nie zawiodła, oby było tak i tym razem.
Następnie Musso i książka od Judytty, o intrygującym tytule "Będziesz tam?".
Su Tong "Zawieście czerwone latarnie". Film na podstawie jednego z trzech opowiadań w książce jest jednym z moich ulubionych, czas więc zapoznać się z książkowym oryginałem.
Maj Sjowall, Per Wahloo "Roseanna" i pierwsze spotkanie ze szwedzkim komisarzem Beckiem. Zobaczymy, czym to się je.
Chitra B. Divakaruni "Aranżowane małżeństwa", którą to zaczęłam, są to opowiadania, ale coś czuję, że chwilowo odłożę dla któregoś z dwóch kryminałów ze stosiku.
I na samej górze książka od Judytty również, czyli Petera Mayle’a i Gerarda Auzet "Wyznania francuskiego piekarza".

Mniam mniam stosik;)

z pismami…

z "Vivą!" można nabyć Katyń (kto nie oglądał albo chce mieć swój, może nabyć), do PANI tym razem dodana książka Krystyny Jandy, "Moja droga B,". Skusił mnie, nie przeczę, opis na okładce, jakoby to miała być książka o przyjaźni między kobietami…

a tak w ogóle…

…to sama poczułam, że ta ostatnia recenzyjka o filmie jest taka bez ikry. Sorry, ale w ostatnich dniach sięgnęłam emocjonalnego dna. Nie mam więc ani chęci ani ikry do pisania, tworzenia czegokolwiek z słów. I jestem też na tym etapie, że nie chcę ani o tym rozmawiać ani o tym pisać ani o tym nic. Miałam nawet nic nie pisać na ten temat na blogu ale stwierdziłam,że wyjaśnię, czemu mnie tu ostatnio więcej nie ma niż jestem. 

„Niebo nad Paryżem”. Reż. Cedric Klapisch.

Tak się złożyło, że to kolejny film francuski, jaki obejrzałam w niedługim czasie. I znowu mi się podobał.
Nic na to nie poradzę, że lubię tego typu filmy, o zwykłych ludziach, może często przez innych nazwanych lekkimi nieudacznikami albo przynajmniej są to osoby, które nie odnoszą li i jedynie spektakularnych sukcesów.
Nie podoba mi się niestety polski tytuł tego filmu, dlatego, że oryginalny "Paris" oddaje istotę tego, o co w nim chodziło.
Bowiem tak naprawdę jednym z głównych bohaterów tego filmu jest samo miasto Paryż, i jego mieszkańcy, na przykładzie kilkunastu, jakby wybranych gdzieś z anonimowego tłumu ludzi, postaci.
I tak, jak nie znalazłam Paryża w "2 dniach w Paryżu", to tu wręcz odwrotnie. I mało tego, aż zachciało się wrócić i przypomnieć te czy inne miejsca.
Autorowi filmu udało się z pewnością jedno, pozwolić na to, aby spojrzeć na Paryż w nieco inny sposób, z perspektywy jego mieszkańców, zajętych swoimi mniej lub bardziej ważnymi sprawami, miłostkami, intrygami, rzeczami śmiesznymi i osobistymi tragediami.
Akcja rozpoczyna się od chwili, kiedy młody tancerz Pierre, dowiaduje się, że cierpi na poważną chorobę serca i praktycznie nie wie do końca, ile potrwa jego życie. Być może tylko trzy miesiące. Jest szansa na przeszczep serca, ale nie jest wcale powiedziane, że operacja przebiegnie w 100% szczęśliwie.
Pierre nie jest w stanie wykonywać swojej pracy i następne trzy miesiące spędza głównie w domu. Na szczęście, nie sam, na czas oczekiwania do operacji sprowadza się do niego siostra Elise, matka samotnie wychowująca trójkę dzieci (jak zwykle niezwykle prezentująca się na ekranie Juliette Binoche, która nawet w zwykłych dżinsach i kraciastej koszuli ma w sobie to "coś").
Pierre spędza niespodziewanie darowany mu wolny czas na pielęgnacji roślin i obserwacji z okna swojego miasta i jego mieszkańców. Lubi wyobrażać sobie to, kim są, co robią w życiu, co ich cieszy a co gnębi. I odkrywa na nowo swój kawałek miasta a my niezależnie poznajemy miasto Paryż pod nieco innym kątem, niż turyści wraz z poznawaniem losów kilkorga bohaterów.
Właściwie to dość pourywane historie, mimo, że losy kilkorga z nich w ten czy inny sposób się splotą. Ale według mnie ta urywkowość doskonale wpisuje się w to, jaki jest sam Paryż. To miasto niezwykłe, pełne ruchu (jak dla mnie, było zbyt zatłoczone, zbyt głośne, zbyt gwarne, zbyt tłoczne, najwyraźniej jestem na etapie nieco spokojniejszych poszukiwań jeśli chodzi o miasta), w którym nieustannie coś się dzieje. Ludzie mijają się, nawiązują chwilowe znajomości, niekoniecznie te niesamowicie ważne i poważne, ale po prostu czasem jest to krótki dialog przy okazji nabywania bagietki w sklepiku w dzielnicy, i znikają z pola widzenia.
Inni zostają gdzieś na dłużej i wtedy jest okazja poznać ich samych i "ich" własny Paryż.
Dla mnie oprócz historii osób poznanych w filmie, które to historie akurat mnie interesowały, właśnie wielką zaletą było "spacerowanie" po Paryżu, poznawanie zakątków, które albo znałam albo właśnie być może nie i miło było by je kiedyś przy okazji wizyty odwiedzić. To poznawanie Paryża było właśnie takie, jak lubię, czyli miejsc niekoniecznie topowych, ale takich dla mieszkających tam osób, czyli miejscowych boulangeries, w których kupuje się zawsze świeżutkie i ciepłe jeszcze bagietki czy ciastka , ulubionych kafejek, z zawsze wspaniałą kawą i przyjaciółkami, z którymi można godzinami spędzać w owych kafajkach czas, wreszcie z Sorboną, na widok której, mimo, że występuje raptem chwilkę, aż chce się wrócić do czasów studenckich.
Mnie ten film bardzo się podobał i ja się na nim nie zawiodłam. Podejrzewam, że miłośnicy kina ambitniejszego narzekaliby i to sporo, ale mnie się podobał i polecam.


Wrzuciłam w google hasło i wyszukałam kilka blogów z Paryżem w tytule, myślę, że są ciekawe. Wrzucam linki:

Parisdailyphoto

I love Paris


The Paris blog

eyepreferparis


o-chateau.com.blog

ogłoszenie drobne do osoby, która wysłała mi email…

Pozdrawiam osobę, od której otrzymałam dzisiaj dwa emaile, między innymi o Van Goghu. Niestety, mimo, że odpisałam, nie wiem, jak to z odpowiedzią będzie, bowiem w polu nadawcy nie widzę nicka a jako nadawca występuje "ludzie@gazeta.pl". Mam jednak nadzieję, że email ode mnie do Ciebie dotarł. Jeśli nie, to pozdrawiam tą drogą.
Właśnie dostałam powiadomienie pocztą, że nic z tego, tak więc sorry, ale brak odpowiedzi z mojej strony nie jest wynikiem wrodzonego chamstwa a niemożności odpowiedzi z powodów technicznych. Nie znam Twojego nicka, a więc nie jestem w stanie zrobić odpowiedzi na emaile. Szkoda.
UPDATE: dzięki za email z nickiem, niestety, odpowiedź wróciła taka sama, z jakichś bliżej niewiadomych mi powodów, nie mogę do Ciebie wysłać emaila.
Może nie masz jeszcze założonego konta pocztowego na gazecie? Tak więc raz jeszcze dzięki za emaile i pozdrawiam.