„Zmierzch”. Johan Theorin.

Wydana w wydawnictwie Czarne 2008 książka "Zmierzch" to kolejny kryminał skandynawski. Kolejny świetny dodam. Bardzo się cieszę, że jednak zdecydowałam się na to, aby po niego sięgnąć. Nie wiem, czemu na Merlinie ma średnie oceny, dobrze, że nie kieruję się tym, po prostu zdziwiło mnie to, bowiem "Zmierzch" to jeden z lepszych szwedzkich kryminałów, jakie udało mi się czytać.
Tytułowy zmierzch to pora dnia, kiedy to mieszkańcy wiosek i miejscowości Olandii, w której dzieje się opowieść, zbierali się po chatach i rozpoczynali opowieści.  "(…) opowieści o duchach, tajemniczych znakach, trollach i przypadkach nagłej śmierci na olandzkim pustkowiu. Czasem opowiadali o wrakach statków, które wypływają na kamienisty brzeg, roztrzaskując się o skały".
"Zmierzch" czyta się nieco jak taką wieczorną opowieść o zmierzchu.
Akcja książki zaczyna się w latach siedemdziesiątych, kiedy to pięcioletni chłopczyk zostaje pod opieką dziadków, kiedy jego matka jedzie na spotkanie z ojcem dziecka z nadzieją, że być może uda się skleić rozpadający się związek. Dziadkowie jednak nie dopilnują małego, który ruszy na samodzielną wyprawę na owiany tajemnicą alvaret, który tego dnia dosłownie tonie w mgle. To pustkowie, które kryje w sobie niejedną tajemnicę. I to ono właśnie pochłonie małego chłopca pozostawiając historię jego nagłego zaginięcia bez odpowiedzi. Aż minie kolejnych dwadzieścia lat, kiedy to jego matka, która przez cały ten czas nie pogodziła się ze stratą dziecka,  wróci w rodzinne strony i wraz ze swoim starym ojcem podejmie się próby rozwikłania tajemnicy.

Rodzinna miejscowość kryje wiele tajemnic i sekretów, skrywanych przez lata, które zaczną się powoli otwierać zarówno przed Julią, matką chłopca, jak i przed nami, czytelnikami.
Książka napisana jest niezwykle ciekawie i wciąga, dosłownie nie mogłam się od niej oderwać.

Naprawdę jest to dobry skandynawski kryminał, jak zwykle zresztą z interesującym tłem obyczajowym.
Polecam.