W dość krótkim czasie po przypomnieniu sobie przeze mnie "Pociągu" tego samego reżysera nadarzyła się okazja poznania jego innego filmu, który do tej pory jakoś mi umknął. Co było brakiem, ale na szczęście, nadrobionym.
No i okazało się, że to była istna uczta dla oka i ducha, czyli to, co powinno się odczuwać podczas prawdziwej uczty kinomana.
Tak, zdecydowanie nasze kino lat sześćdziesiątych proponowało widzom perełki.
"Matka Joanna od aniołów" to film, którego akcja dzieje się w klasztorze żeńskim, gdzieś na wschodzie dawnej Polski. W owym klasztorze od pewnego czasu dzieje się wiele niedobrego, demony opanowały żyjące w nim mniszki, począwszy od tytułowej Matki Joanny, przełożonej klasztoru (w tej roli świetna Lucyna Winnicka). Zostali wysłani księża egzorcyści, jednak wygląda na to, że nie dają sobie oni rady, zostaje więc wysłany do klasztoru kolejny egzorcysta, ksiądz Suryn (rewelacyjny Mieczysław Voit), który to ma skupić swoją pracę egzorcysty na wygnaniu demonów z ciała Matki Joanny, która to z kolei mówi mu kiedyś, iż odczuwa upodobanie w tym, że to właśnie ją opanowały demony i że lepiej być potępioną, jeśli nie można być świętą. Początkowo księdzu Surynowi zdaje się, że podoła zadaniu, niemniej jednak w miarę czasu zaczyna odczuwać swoją własną niemoc i bezsiłę. Do tego stopnia, że szuka on pomocy nawet w osobie Rabina. Przy okazji, rewelacyjny zabieg stylistyczny, czyli fakt grania przez Voita zarówno księdza Suryna jak i Rabina właśnie podczas teologicznej rozmowy. Czyżby miał to być symbol tego, że niektóre osoby nie znajdą odpowiedzi na nurtujące pytania w żadnej religii?
Stopniowo cała sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana i ciężka, i Suryn uzyskuje odpowiedź na swoje pytanie, mimo tego, że jak się okaże przyjdzie mu za to zapłacić wielką cenę.
Film oprócz niezwykłej opowieści i niezwykłej atmosfery niepokoju, pewnego rozdrażnienia i drgania emocji zdających się za chwilę wybuchnąć, a także bardzo dobrej gry aktorów pełen jest ciekawych ujęć i kadrów (niektóre są iście malarskie, zdawało mi się, że oglądam obrazy dawnych mistrzów).
Cóż, pewnie jestem jedną z niewielu odwiedzających mnie osób, które zobaczyły go tak niedawno, jednak jeśli ktoś go nie widział a będzie mieć okazję, szczerze polecam nadrobić ten brak. Nie będziecie zawiedzeni.
