Już wiem, dlaczego nie oglądam współczesnego kina polskiego. Ponieważ z bardzo małymi wyjątkami (nie przeczę, że zdarzają się perełki) nic ciekawego w nim nie znajduję. Nie dla mnie są polskie komedie romantyczne (dziwnym trafem te brytyjskie dla odmiany całkiem lubię), na etapie filmów sensacyjnych też zatrzymałam się chyba gdzieś przy "Psach". Ostatnia komedia, przy której naprawdę szczerze się uśmiałam, to był "Killer", ale tylko pierwsza jego część.
Za to wiem jedno, nabrałam wielkiej ochoty na kino polskie lat 60tych, a stało się to po obejrzeniu "Pociągu".
To nie jest tak, że nie znałam tego filmu. Mając jakieś 14, 15 lat przeżyłam wielką fascynację postacią Zbyszka Cybulskiego, i wtedy obejrzałam chyba większość filmów z jego udziałem, od "Popiół i diament" aż po "Giuseppe w Warszawie". Obejrzałam więc wtedy i "Pociąg".
"Pociąg" to kawałek rewelacyjnego kina jak to się mówi psychologicznego. Czy można nazwać go kinem drogi? No, nie wiem. Akcja filmu dzieje się w większości w wagonie sypialnym podczas jednej nocy, podczas podróży chyba z Warszawy do nieokreślonej miejscowości nadmorskiej (coś mi to na Hel wygląda albo Półwysep Helski).
Zaczyna się małym nieporozumieniem o miejsca w przedziale sypialnym, podczas którego poznajemy dwójkę głównych bohaterów, jakimi okażą się Marta (rewelacyjna rola Lucyny Winnickiej) i tajemniczy mężczyzna, który początkowo chciał zostać w przedziale sam, a zagrał go wspaniale Leon Niemczyk. Ta dwójka stanowi oś wokół której kręcić się będą jak na orbicie pozostali podróżujący pociągiem, ludzie z problemami. Mamy tu barwną galerię postaci takich jak zakochany nieszczęśliwie w Marcie chłopak, grany przez Zbyszka Cybulskiego, także znudzoną pożyciem małżeńskim z o wiele starszym od siebie mężem, młodą mężatkę, która nieustannie flirtuje z którymś z mężczyzn w pociągu, jest też mężczyzna, który cierpi na bezsenność, ksiądz, któremu przyjdzie zweryfikować swoje własne przekonania na pewne sprawy.
Pociąg rusza a my odnosimy wrażenie, że wybraliśmy się na długo wyczekiwane wakacje wraz z bohaterami, którzy wzajemnie nieco się ze sobą poznają i oswajają.
Rewelacyjne prowadzenie kamery, świetne ujęcia zdjęciowe, genialna muzyka (chciałabym mieć ścieżkę muzyczną z tego filmu, tak jak nie jestem miłośniczką jazzu, to ta mnie zachwyciła), wspaniała i równa gra wszystkich aktorów, to wszystko składa się na świetny obraz, który niełatwo się zapomina.
Każdy z bohaterów zdaje się mieć coś , co skrywa w swojej duszy. Szczególnie dwójka, o której wspomniałam na początku. Marta zdaje się być mocno przez kogoś (samą siebie?) zraniona, wydaje się otaczać drutem kolczastym aby nikt nie dotarł bliżej do niej i jej uczuć. Tajemniczy mężczyzna, z którym przyjdzie jej dzielić przedział również zdaje się chować jakiś sekret. Początkowo małomówny, zdecydowanie skryty, z czasem nieco się przed nią i nami, widzami, otworzy. Ale na to, aby poznać jego sekret potrzeba będzie nie tylko czasu, ale i pewnego niezwykłego wydarzenia. Oto na jednej ze stacji, na której do tej pory pociąg ten nigdy się nie zatrzymywał, wsiada oddział Milicji Obywatelskiej, kryminalnej, którego dowódca twierdzi, iż w pociągu tym znajduje się zbiegły morderca! Strach pada na wszystkich zebranych w pociągu, tym bardziej, że milicja wyprowadza z przedziału tajemniczego towarzysza podróży Marty.
Jak się domyślamy jednak nic nie jest takie, za jakie się je w tym obrazie bierze.
To film naprawdę niezwykły. Wszystko mi w nim "grało", pasowało do siebie. Wszystkiego było po trochu, dramatu, psychologii, był nawet wątek kryminalny, który jednak stanowił tylko pretekst do ukazania ludzkich postaw wobec pewnych dramatów.
Przy tym wszystkim to również film o źle pokładanych uczuciach, zawodach miłosnych w najrozmaitszych ich aspektach, o czym dowiadujemy się prawie do samego końca.
Jak w końcu powie sama Marta: "Nikt nie chce kochać, wszyscy chcą być kochani".
Marta wypowiedziała te zdanie tyle lat temu, wszak film jest z roku 1959 a jest ono zadziwiająco aktualne i bardzo, bardzo prawdziwe.
Film perełka, tym, którzy do tej pory z tych czy innych względów go nie widzieli radzę jak najszybciej nadrobić braki, a sama pytam się miłośników starego, dobrego polskiego kina, co jeszcze w tych klimatach polecacie obejrzeć?
Sama wiem, że taką drugą perłą jest z pewnością "Nóż w wodzie", który również obejrzałam ze dwa lata temu i który mnie totalnie zachwycił i rzucił na kolana. Również polecam tym, którzy nie oglądali.
