…adres do swojego bloga na rozmaitych stronach, blogach, czasem takich, o których, że ktoś mnie czyta, nie podejrzewałabym (ach, wyłazi pewnie ze mnie jakieś podświadome wtłaczanie ludzi do szuflad)…Inna sprawa, czy fakt, że adres jest na czyimś blogu świadczy o tym, że ten ktoś mnie czyta czy kiedyś wpisał a potem zapomniało mu się wypisać. Tak, czy siak, zastanawiam się czasem, kto też mnie czyta, kto do mnie zagląda. Wiem, że na niektóre blogi zaglądają pisarze, zostawiają komentarze. Mnie się to nigdy nie zdarzyło, ale myślę,że to fantastyczna sprawa, taki "żywy" kontakt z kimś kogo się czyta. W ogóle, to czasem sobie myślę, czy trafiły do mnie jakieś osoby, nazwijmy to ogólnie "znane"…a może ktoś kto zostawia komentarze pod którymś z nicków, to właśnie taka postać, tylko się nie ujawnia? Kto wie;)
„Echo w płomieniach”. Lee Child.
Kolejna świetna książka Lee Childa;) Wydana w Wydawnictwie Albatros (2008) zaczyna się tym razem w rozgrzanym iście piekielnym latem Teksasie, do którego podczas swojej niekończącej się włóczęgi trafił Jack Reacher.
Żar leje się z nieba na głowę, Jack Reacher zaczyna wspominać inne gorące miejsca, w których przyszło mu bywać, kiedy udaje mu się złapać autostop. Chyba tylko ów piekielny upał może tłumaczyć, że alarmowa lampka nie zaświeciła się w głowie Reachera wcześniej. Tymczasem ten były żandarm zaczyna rozmowę z kobietą, która zgodziła się go podwieźć. A jest nią, co lekko dziwi Reachera, przyzwyczajonego do tego, że kobiety w ogóle nie zatrzymują się aby podwieźć jego, prawie dwumetrowego osiłka, młoda i piękna latynoska, Carmen Greer.
Carmen podwożąc Reacher rozpoczyna niby to beztroską rozmowę, jednak w jej trakcie wychodzi na jaw, że chyba nie tylko Reacher odniósł korzyść będąc zabranym z rozgrzanej autostrady ale że również ta młoda kobieta ma w tym jakiś interes. Oto, jak się bowiem szybko Jack dowiaduje, jej mąż, przebywający w więzieniu, jest jej katem i oprawcą działającym w domowym zaciszu. Ona zaś nie umie się wyrwać z tego zaklętego kręgu, tym bardziej, że wie, że odebrałby jej wtedy ich córeczkę, jedyną osobę, dla której jest w stanie ona poświęcić się i wpaść na przedziwny pomysł, jaki przedstawia Jackowi. Jack się na jej plan nie zgadza,ale postanawia nieco dłużej zostać w tej prowincjonalnej miejscowości gdzieś w Teksasie, z której do następnej jest przynajmniej godzina jazdy. Jack chce bliżej przyjrzeć się sprawie, co zresztą dzieje się dość szybko. Faktycznie mąż, którego tak obawia się Carmen , wychodzi szybciej, niż miał, z więzienia i dopiero wtedy zaczyna się cała rozgrywka. Oczywiście to "serduszko na dłoni", jak prywatnie nazywam Jacka Reachera, nie jest w stanie się oprzeć i musi pomóc Carmen, po drodze odkrywając jednak całą skomplikowaną i zagmatwaną pajęczynę kłamstw i tajemnic z wydawało by się dalekiej przeszłości, które jednak po próbie zamiecenia ich pod dywan, wychodzą i straszą znacznie bardziej, niż kiedyś.
Amerykańskie pipidówa, w których prawo zdaje się nie działać, w których rządzą miejscowe układy, układziki i znajomości, mądry i sprytny Jack Reacher, który z każdej sytuacji umie wyjść obronną ręką,przy tym wszystkim bardzo interesujący wątek kryminalny, to wszystko złożyło się na bardzo dobrą lekturę, która mnie wciągnęła i którą polecam.
