z cyklu „muszę…

…bo jak nie sprawdzę, to się uduszę" czyli coś, co chyba lubicie;)
Garść poszukiwań z ostatnich parunastu dni.

"nietrafiony pierścionek zaręczynowy"

oj, ale pech…ciekawe, kto sprawdzał, ona, czy jest z tym bólem sama, czy on, jakie będą wyciągnięte wobec niego restrykcje…

"jakim prezentem można zaskoczyć mężczyznę?"

prawie każdego testem ciążowym z dwiema różowymi kreseczkami;)

"jak uprzykrzyć życie sąsiadom z góry?"

och, ta słynna polska życzliwość względem bliźnich;)

"japońskie matrioszki"

ale czad;))

"kochamdawaćprezenty"

cieszęsiębardzojateż…

"jak pozbyć się toksycznej teściowej"

aż się boję pomyśleć, co ta osoba wymyśliła…

"10-15 zdan na temat tomka sawyera"

pewnie, szybciutko zerżnę z netu i pójdę na podwórko poganiać z kolegami;) niech żyje net i zanik samodzielnego myślenia…

i na koniec zostawiłam Wam dwa cacuszka, rarytasy wręcz, a są to:

"film japoński o dziewczynie która straciła wzrok a potem mężczyzna stracił"

i the winner, czyli:

"jak się robi takie czary ze ktoś jest czymś i znika"…

no, właśnie, jak?:)

„Lady Feniks”. Tatiana Polakowa.

Olga Riazancewa na wieść o tym, że spodziewa się dziecka, jest ostatnią kobietą, która założyłaby sobie blog z suwaczkiem z bocianem radośnie dygającym w dziobie zawiniątko z różowym bobaskiem, przybliżającą ją do radosnego wydarzenia. Nie. Olga Riazancewa co prawda przyjmuje fakt zaciążenia do wiadomości, jednak prawie nie zmienia swojego stylu życia. No, dobra, przestaje pić i pewnie palić;) To jedyne odstępstwo na rzecz zmian w jej życiu, cała reszta bowiem toczy się mniej więcej tak samo, to znaczy Olga właściwie znowu jest sama z perspektywą bycia samotną matką, dalej rozwiązuje sprawy kryminalne i dalej wydaje się pchać nos w nieswoje według niektórych osób, sprawy.
Akcja "Lady Feniks" wydanej w Wydawnictwie Rzeczpospolita w 2008 roku zaczyna się, kiedy Olga jest świadkiem, jak buszujący na rynku na rolkach rolkarz wyrywa małemu chłopaczkowi z rąk telefon komórkowy. Tłum dookoła nie reaguje, ludzie spieszą przed siebie, jednak Olga, to serduszko na dłoni, zaczyna interesować się sprawą i niespodziewanie dla samej siebieobiecuje małemu chłopaczkowi, że odnajdzie złodzieja i że chłopiec odzyska swój telefon.
To tylko początek, bowiem w tej części przygód znajomej już niektórych z poprzednick książek Polakowej, detektyw, spraw do rozwiązania znajdzie się o wiele więcej. Po pierwsze, protektor Małej znowu poprosi ją o pomoc w rozwiązaniu sprawy jednej z jego byłych kobiet, która podejrzewa, iż siostra jej padła ofiarą szantażu. Wydaje się, że jest to zupełnie odmienna sprawa, a jednak w miarę, jak Riazancewa zacznie się wgłębiać w historię, ze zdumieniem odkryje, że o dziwo, osoby zamieszane w kradzież telefonu komórkowego, której niedawno była świadkiem, są zamieszane również i w tę sprawę. I co, u licha, ma z tym wszystkim wspólnego jej niedawny partner, a ojciec jej dziecka?
Plus masę osobistych zawiłości i pytań, na które Olga musi w duchu odpowiedzieć sobie samej.

Książka miała dość skomplikowaną intrygę, w nazwiskach można było się trochę zagubić, jednak mnie się podobała. Być może do niemal ostatniej strony otrzymałaby ona ode mnie ocenę "dobra" jednak zakończenie, które zwaliło mnie z nóg, od razu moją osobistą ocenę tej książki podniosło.

Moim zdaniem miłośnicy cyklu o Oldze Riazancewej i tym razem nie zawiodą się, tym bardziej, że wiele się tym razem dziać będzie w życiu Olgi (tak, jakby do tej pory działo się mało;).

Czekam już z niecierpliwością na zapowiadaną przez wydawnictwo kolejną część pod tytułem "Przytul mnie mocno". W świetle tego, co może się zdarzyć a zostało niejako zapowiedziane na ostatnicj kartach książki, którą czytałam, następna część może być naprawdę intrygująca.