kolejna…

rocznica;) taka bardziej prywatna, 11 lat temu poznaliśmy się ja i P. Akcja miała miejsce w może dość mało romantycznym miejscu, jakim jest jeden z warszawskich pubów, ale za to dla nas to miejsce, które wciąż darzymy sentymentem.
Kakunia i Evek, a nie wpiszcie mi się tutaj, hehe;)
Nawet wpisu nie planowałam, ale stwierdziłyście, że życzenia chcecie pisać, to voila, miejsce na to tu;)
Żeby było romantycznie, jak powinno być w tego typu wpisie, serwuję muzykę, którą ostatnio intensywnie sobie przypominam. Panie i Panowie, Rosa Passos. I jej Besame Mucho. Hmmmm….

zasłyszane…

-Będę musiał to włożyć-powiedział pan.

-Dobrze, proszę bardzo- odpowiedziała pani.

-Nigdy wcześniej tego nie robiłem-jakby ze wstydem przyznał i uśmiechnął się do niej w jakiś taki porozumiewawczy sposób.

-Zawsze musi być ten pierwszy raz- zachęciła go pani.

-Wkładam- uprzedził lojalnie aby po chwili zakomunikować- Wyjmuję.

-Hmmmm…potwierdziła pani.

Nie, niniejszy dialog nie odbył się na targach erotycznych, bynajmniej, a w lokalnym Empiku, gdzie pan nabywał stos gazet (nawiasem mówiąc, wyraźnie kokietował panią za ladą), a dialog dotyczył jakiegoś ustrojstwa do wkładania karty, w które to, jak się wyraził, zawsze dotąd inni wkładali mu kartę a teraz musiał on sam.
Jednak dla mnie z boku dialog miał posmak czegoś zupełnie innego.
No i skończyć się musiało na posmaku, bowiem chłopa własnego w domu znowu niet (zdaje się, że zaczynam powoli rozumieć, jak się czują żony pilotów:).

Jutro mija 11 lat odkąd się pierwszy raz zobaczyliśmy i …coś zaiskrzyło…też była Sobota, też Andrzejki…nie napiszę, jaka była moja pierwsza myśl, jak Go zobaczyłam, bo nikt by mi nie uwierzył;)
Rozmarzony i sentymentalny wzdech;)

Alfabet filmowy.

Matylda, z tego blogu, o! http://matyldabo.blogspot.com/  zaprosiła mnie do zabawy. Kolejny łańcuszek, ale muszę przyznać, że mnie zaintrygował. Kino "odkryłam" zdecydowanie na nowo dzięki mojemu zeszłorocznemu prezentowi na Gwiazdkę, ale przecież do czasu jego otrzymania też oglądałam sporo filmów, które mnie zaintrygowały, podobały się, wzruszyły, rozbawiły itd.
Zabawa zdaje się ma polegać na tym, że należy napisać tytuł filmu bądź serialu na każdą literę alfabetu. Ja ją oczywiście nieco złamię, bowiem zdecydowanie w niektórych miejscach będzie widać więcej, niż jeden tytuł, również w jednym czy dwóch przypadkach tytuł będzie w oryginale, żeby ładnie się wpasował:)
Jak mi się będzie coś przypominać, to dopiszę z czasem;)
Do biegu, gotowi, start!

A. Amelia, Atame! ("Zwiąż mnie"), Allo, Allo!

B. Buena Vista Social Club, Bridget Jones, Biegnij Lola, biegnij

C. Cinema Paradiso

D. Dziecko Rosemary (jedna z moich najulubieńszych książek i filmów, co za tym idzie), Dziewczyna z Perłą

E. Elżbieta I

F. …

G. Godziny

H. Hawaje, Oslo, Harry Potter, Henryk VIII

I. I twoją matkę też, Iberia

J. Jedwabna opowieść

K. Kill Bill (obie części),  Kobiety na skraju załamania nerwowego

L. Lisbon Story, Lawendowe Wzgórza, Labirynt Fauna

Ł. …

M. Milou w maju, Między słowami

N. Nie czas na łzy, Niczego nie żałuję

O. Okna, Once, Others

P. Piknik pod wiszącą skałą, Przekleństwa niewinności, Pulp Fiction, Przyczajony Tygrys Ukryty Smok, Przed wschodem słońca, Przed zachodem słońca

R. Rekonstrukcja, Rzymska opowieść

S. Shrek, Shutter Widmo (jeden z najlepszych horrorów azjatyckich, jaki widziałam), Seks w wielkim mieście

T. Transamerica

U. Ukryte pragnienia

V. Volver

W. Wielki błękit, Wszystko o mojej matce, Wożąc panią Daisy, Wierny Ogrodnik, Wyśnione życie aniołów

X. …

Y. …

Z. Zawieście czerwone latarnie, Zakochany Paryż

Ż. Życie jest muzyką

Tradycyjnie, nie wytyczam do zabawy nikogo, bo, nie ukrywajmy, trochę czasu ona zajmuje, mimo, że chętnie na przykład taki alfabet Spaceru_biedronki bym zobaczyła, Brejna, właściwie wszystkich Was;) Ale jeśli ktoś się zdecyduje napisać, proszę, niech mi da znać na blogu o tym.
Miłej zabawy!

kawał, otrzymany netem;)

Trzy kobiety: zaręczona, mężatka oraz
panna rozmawiają o swoich mężczyznach. Po parogodzinnej debacie dochodzą do
wniosku, że warto wnieść coś nowego do ich życia seksualnego, postanawiają dodać
sobie trochę seksapilu i założyć pończochy, skórzane biustonosze, superwysokie
szpilki oraz maski również
ze skóry. Po kilku dniach spotykają się ponownie,
aby podzielić się wrażeniami:

Panna relacjonuje: U mnie, kiedy mój
chłopak zobaczył mnie w tym superstroju, bez słowa rzucił się na mnie.

Zaręczona opowiada: Mój narzeczony wrócił jak zwykle wieczorem z pracy.
Kiedy zobaczył mnie w czarnym skórzanym biustonoszu, pończochach, seksownych
butach i masce powiedział, że jestem miłością jego życia! Potem kochaliśmy się
przez kilka godzin.

Mężatka na to: Ja wysłałam dzieciaki do mojej matki
na noc, żebyśmy mogli poszaleć. Kiedy mąż wszedł do domu, miałam już na sobie
seksowną, skórzaną bieliznę, czarne szpilki, pończoszki i skórzaną maskę na
twarzy. Kiedy mnie zobaczył powiedział:
"co na
obiad,Batmanie?"

deszczowo…

…za oknem, dość niemiła aura. Słońca brak. Również w nastroju. Ostatnio, chyba pod wpływem wydarzeń, jakie miały miejsce, mam nastrój mocno refleksyjny, tematem jest zarówno upływ czasu, jak i przemijanie, śmierć, co zostaje po człowieku , kiedy odchodzi i co by zostało po mnie, gdybym…jak widać, nastroje niekoniecznie na wesoło, ale trudno, taka jestem, wiem, że niektórych to może denerwować, irytować, do mnie z kolei nie przemawiają osoby z wiecznie uśmiechem na twarzy, owszem, pozytywne myślenie jest bardzo wskazane, jednak nie wierzę, że ludzie nie mają żadnych, ale to żadnych zmartwień i trosk. Tacy ludzie wydają mi się nierealni i stawiam ich wirtualnie na półeczce obok wirtualnej baletnicy w różowej sukience z porcelany…wolę osoby, które mają i te lepsze ale i te gorsze dni, są dla mnie osobiście wiarygodniejsi, prawdziwsi.
To, co wydarzyło się w Indiach też nie pomaga, zbyt wiele myśli, refleksji na temat przypadku, albo celowości…nie wiem, już czego…
Miałam się nie kusić, ale po rekomendacji Atydak jednak nabyłam "Zwierciadło" z kalendarzykiem na Nowy Rok (tradycyjnie mam już cały stos kalendarzy takich i owakich), co okazało się bardzo dobrym pomysłem, jako, że kalendarzyk faktycznie ma parę mądrych słów i myśli zawartych w cytatach i dobrze, że go kupiłam, będę sobie czytać i myśleć nad ulepszeniem swojego życia pod każdym kątem…

reklama…

ostatnio są dwie reklamy w tv, które dokładnie zbiły mnie z krzesła, każda z innego powodu. Reklama "Simplusa" za to, jak świetnie oddała klimacik "Innych" i za to, że jak widziałam ją po raz pierwszy, to na początku pomyślałam, że to może jakaś druga wersja filmu…

a druga reklama, to reklama "Allegro", która jest po prostu cudowna za oddanie klimaciku poczty polskiej. Wizerunek poczty, jak znalazł;) sorry poczto, dokładnie tak Cię postrzegam;) (ps. nie wiem, do końca czy jest to plus reklamy, bo chodzi o sklep internetowy a ja zdecydowanie zachwycam się pocztą, ale…:).

z cyklu „muszę…

…bo jak nie sprawdzę, to się uduszę" czyli coś, co chyba lubicie;)
Garść poszukiwań z ostatnich parunastu dni.

"nietrafiony pierścionek zaręczynowy"

oj, ale pech…ciekawe, kto sprawdzał, ona, czy jest z tym bólem sama, czy on, jakie będą wyciągnięte wobec niego restrykcje…

"jakim prezentem można zaskoczyć mężczyznę?"

prawie każdego testem ciążowym z dwiema różowymi kreseczkami;)

"jak uprzykrzyć życie sąsiadom z góry?"

och, ta słynna polska życzliwość względem bliźnich;)

"japońskie matrioszki"

ale czad;))

"kochamdawaćprezenty"

cieszęsiębardzojateż…

"jak pozbyć się toksycznej teściowej"

aż się boję pomyśleć, co ta osoba wymyśliła…

"10-15 zdan na temat tomka sawyera"

pewnie, szybciutko zerżnę z netu i pójdę na podwórko poganiać z kolegami;) niech żyje net i zanik samodzielnego myślenia…

i na koniec zostawiłam Wam dwa cacuszka, rarytasy wręcz, a są to:

"film japoński o dziewczynie która straciła wzrok a potem mężczyzna stracił"

i the winner, czyli:

"jak się robi takie czary ze ktoś jest czymś i znika"…

no, właśnie, jak?:)

„Lady Feniks”. Tatiana Polakowa.

Olga Riazancewa na wieść o tym, że spodziewa się dziecka, jest ostatnią kobietą, która założyłaby sobie blog z suwaczkiem z bocianem radośnie dygającym w dziobie zawiniątko z różowym bobaskiem, przybliżającą ją do radosnego wydarzenia. Nie. Olga Riazancewa co prawda przyjmuje fakt zaciążenia do wiadomości, jednak prawie nie zmienia swojego stylu życia. No, dobra, przestaje pić i pewnie palić;) To jedyne odstępstwo na rzecz zmian w jej życiu, cała reszta bowiem toczy się mniej więcej tak samo, to znaczy Olga właściwie znowu jest sama z perspektywą bycia samotną matką, dalej rozwiązuje sprawy kryminalne i dalej wydaje się pchać nos w nieswoje według niektórych osób, sprawy.
Akcja "Lady Feniks" wydanej w Wydawnictwie Rzeczpospolita w 2008 roku zaczyna się, kiedy Olga jest świadkiem, jak buszujący na rynku na rolkach rolkarz wyrywa małemu chłopaczkowi z rąk telefon komórkowy. Tłum dookoła nie reaguje, ludzie spieszą przed siebie, jednak Olga, to serduszko na dłoni, zaczyna interesować się sprawą i niespodziewanie dla samej siebieobiecuje małemu chłopaczkowi, że odnajdzie złodzieja i że chłopiec odzyska swój telefon.
To tylko początek, bowiem w tej części przygód znajomej już niektórych z poprzednick książek Polakowej, detektyw, spraw do rozwiązania znajdzie się o wiele więcej. Po pierwsze, protektor Małej znowu poprosi ją o pomoc w rozwiązaniu sprawy jednej z jego byłych kobiet, która podejrzewa, iż siostra jej padła ofiarą szantażu. Wydaje się, że jest to zupełnie odmienna sprawa, a jednak w miarę, jak Riazancewa zacznie się wgłębiać w historię, ze zdumieniem odkryje, że o dziwo, osoby zamieszane w kradzież telefonu komórkowego, której niedawno była świadkiem, są zamieszane również i w tę sprawę. I co, u licha, ma z tym wszystkim wspólnego jej niedawny partner, a ojciec jej dziecka?
Plus masę osobistych zawiłości i pytań, na które Olga musi w duchu odpowiedzieć sobie samej.

Książka miała dość skomplikowaną intrygę, w nazwiskach można było się trochę zagubić, jednak mnie się podobała. Być może do niemal ostatniej strony otrzymałaby ona ode mnie ocenę "dobra" jednak zakończenie, które zwaliło mnie z nóg, od razu moją osobistą ocenę tej książki podniosło.

Moim zdaniem miłośnicy cyklu o Oldze Riazancewej i tym razem nie zawiodą się, tym bardziej, że wiele się tym razem dziać będzie w życiu Olgi (tak, jakby do tej pory działo się mało;).

Czekam już z niecierpliwością na zapowiadaną przez wydawnictwo kolejną część pod tytułem "Przytul mnie mocno". W świetle tego, co może się zdarzyć a zostało niejako zapowiedziane na ostatnicj kartach książki, którą czytałam, następna część może być naprawdę intrygująca.

przesyłka…

..od Chihiro dotarła w najbardziej sprzyjającym momencie, pozwalając mi się uśmiechnąć i ucieszyć, że jednak, że nie zaginęła (przesyłka, nie Chihiro;). No i to miły akcent w ostatnich dniach. Za prześliczny notes z motywem japońskiego kimona, zakładkę z gejszą i śliczną pocztówkę z paryskimi drzwiami (ale się wpasowało w to, co pisałam o Twoich zdjęciach drzwi na Twoim blogu dzisiaj!) bardzo dziękuję.

Zima pojawiła się wraz z ochłodzeniem i śniegiem;/ Nie lubię śniegu w mieście. Wszystkich, którzy się nim tak zachwycają, odsyłam na spacer, podczas którego wraca się z kompletnie ufajdanymi śniegową breją spodniami. Śnieg jest piękny. Na pocztówce z gór. Względnie w tych samych górach, ale nie w mieście. Zdania nie zmienię, więc proszę mnie nie przekonywać.
Niemniej jednak zainaugurowaliśmy sezon zimowy. Scena miała miejsce na wczorajszym spacerze, udział wzięli: Chiara i P.
Chiara – "Huhuha, nasza zima zła, zaraz oberwiesz śnieżką" (lepi atrakcyjną śnieżkę i strzela P. w kurtkę, po czym oddala się rechocząc kurcgalopkiem). W międzyczasie myśląc, że P. coś kombinuje przystaje i powoli odwraca się. W tym samym czasie, nie wiedząc o zamiarach odwrócenia się Chiary P. lepi śnieżkę i wystrzeliwuje ją w stronę Chiary. Efekt? Rozplaskana śnieżka na samym środku kaptura i części beretu Chiary;) P. długo nie mógł przestać się śmiać, za to, trzeba mu to przyznać, szybko pomógł mi się otrzepać ze śniegu. A i tak jakiś okropnie lodowaty strumyczek dostał się nie wiedzieć jak za mój kołnierz i spłynął zdradziecko po karku…
Zima…