zaczął się maj…

…według mnie najpiękniejszy miesiąc roku. Taki optymistyczny, radosny. Szkoda tylko, że równie często dość burzowy;) wczoraj burza złapała nas na spacerze, nie udało się pospacerować tyle, ile chcieliśmy, to pojechaliśmy do galerii, nabyłam horror w serii "Horrory Świata", tym razem wietnamski, "Dusze", całkiem całkiem, aczkolwiek jak dla mnie o dobre pół godziny można by go skrócić.
Nosiłam się już czas jakiś ze zmianą szablonu, nawet ja, taka niechętna zmianom;) nie ukrywam, że fakt, że Judytta zmieniła u siebie szatę graficzną pchnął mnie wczoraj wieczorem do poszukania czegoś nowego wśród szablonowych propozycji. Jednym okiem rzucałam na horror, a drugim na liczne propozycje szatek dla bloga i w rezultacie wybrałam tę. Na jak długo? Nie wiem, ale na czas jakiś na pewno.
Zapowiadają się deszcze i burze i dziś i jutro, szkoda. W takim razie plany są takie, że niebawem wyjdziemy się przejść. Potem wypadałoby wreszcie sprzątnąć na balkonie, co uczynimy. Sprzątnie się balkon, wystawi stoliczek i krzesełka (nie to, żebym uwielbiała zdrobnienia, ale naprawdę ani to stolik ani krzesła;), będzie gdzie usiąść z kawą w późniejszym czasie. Wieczorem mam w planach zrobić swój zmywalny kolor, mahoń, co ostatnio robię i zasadzam się na film na Polsacie, o 23.00 jest kryminał na podstawie książki Mankella, koniecznie muszę zobaczyć…W piątek trzeba będzie pojechać nabyć pelargonie i mam nadzieję, że moje ukochane bratki i posadzić całe to towarzystwo. Chciałam też wysiać maciejkę, ale nie wiem, jak to będzie…A propos bratków, to odkryłam niedawno, że zeszłoroczne zostały u nas w iglaku pod postacią samosiejki, która się właśnie wysiała i piękny brateczek mruga do nas okiem…
Na Kabatach posucha, większość wyjechała, oczywiście sąsiedzi z góry nie, bo i po co? heh, szkoda wielka, bo już by była pełnia szczęścia.
Miłego wiosennego weekendu Wam życzę;)