Władimira;)…w TV leci TVN 24, jest relacja z objęcia prezydentury w Rosji. Patrzymy i komentujemy.
Ja: "P., Ty wiesz, ile lat ma Miedwiediew?
P: "No, nie wiem, ile?"
Ja (przejęta): "42, co oznacza, że jest tylko 4 lata od Ciebie starszy"…
P:" Czy to oznacza, że za cztery lata mogę kandydować na prezydenta Rosji?"
Kurtyna;)
dawnych wspomnień muzycznych czar…
Czytałam wczoraj ten artykuł na gazecie:
http://www.infomuzyka.pl/Muzyka/1,83570,5166032,Gdzie_sie_podzialy_gwiazdy_lat_90-tych_.html
i tak się zadumałam…..faktycznie, co się z nimi dzieje. Wiem, nie wszyscy utrzymają się na fali, ale faktycznie w latach 90-tych mieliśmy kilka naprawdę fajnych czy to solistów czy grup, a nie to, co teraz (praktycznie nie słucham polskiej muzyki rozrywkowej teraz, z małymi wyjątkami, ale wtedy słuchało się sporo)…
Najbardziej ciekawi mnie, co się dzieje z Edytą Bartosiewicz, bo ją lubiłam najbardziej z tych tu wymienionych. Lubiłam też ówczesne "Wilki", szkoda, że potem skierowali się w stronę przeboju typu "Baśka", może to taki chwilowy żart, nie wiem…
A Edytę Bartosiewicz bardzo lubiłam, pasowały mi jej piosenki, jednak o niej jest cisza totalna. Szkoda;(
Tak w ogóle, to przy okazji tego artykułu i takich moich refleksji na temat obecnego polskiego rynku muzyki rozrywkowej naszło mnie na pytanie "Co to jest gwiazda?"…Czy, jak teraz, osoba, która nie ma za grosz talentu, ale daje się sfotografować bez bielizny albo rozpowszechnia o sobie kłamliwe informacje co i rusz, oczywiście, jak najbardziej szokujące?
Dlaczego pokolenie naszych rodziców miały BB, Sophię Loren itd a nam ostały się jakieś rechy?? Od czego to zależy? Głupieją społeczeństwa? Durnieją z upływem lat, czy co?
Ot takie tam dumania przy środzie…
Tak przy okazji, w naszym domu mieszka jakiś chyba znany facet. Ni huhu nie mogę sobie skojarzyć, kto zacz i tak mnie to męczy. A twarz niby jest mi znana. No nic, trudno;) może kiedyś ujrzę go w tv to zostanę oświecona…
„Persepolis”. Reż. Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi.
Zamówienie sobie tego filmu w ramach prezentu imieninowego okazało się bardzo dobrym pomysłem. Muszę przyznać, że Ci z Was, którzy go chwalili przy okazji moich recenzji komiksów (zdaje się, że na blogu napisałam tylko recenzję do pierwszej części, ale drugą też czytałam, chyba nawet wydała mi się lepsza, niż pierwsza) mieli rację.
Film okazał się bardzo dobry. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jednak francuska szkoła filmowa szczególnie ekranizacji komiksów (a Asterixy?:) dała znać o sobie i okazało się,że ekranizacja komiksów jest jak najbardziej możliwa, bez utraty tego "klimatu", jaki czyta się i widzi na stronach komiksów Marjane Satrapi.
Nie będę się powtarzać, napiszę tylko, że w filmie poznajemy autorkę, i jej życie od dzieciństwa w ogarniętym rewolucją islamską a potem wojną Iranie, a następnie parę lat szkolnych, które przyszło jej spędzić w szkole w Austrii, do której została wysłana przez rodziców, którzy chcieli uchronić ją od okrucieństwa wojny.
Twórcy filmu moim zdaniem z zadania przeniesienia komiksu na ekran wywiązali się świetnie. Nie stracono , jak już pisałam, klimatu obecnego w książkach, czuć jest emocje bohaterki, która nie zostaje (co za szczęście) na potrzeby filmu wybielana, pozbawiana wad i gorszych cech.
Mnie się ten film bardzo podobał i polecam go osobom, które nie widziały!
Praga…
…na kartce ucieszyła me oko. Ucieszyłam się, że ją dostałam (została wysłana 2 maja, więc szła megaszybko;), ale zgłupiałam, to co z tym strajkiem poczty? Nie lubię takiego przeciągania liny.
Tak, czy siak, Ekolozcee dzięki piękne za kartkę, bo od razu nastroiła mnie na jakoweś podróże;)
to jest to miejsce, w…
…którym możecie się ze mnie pośmiać a propos moich zdolności do zmian wszelakich. Tak, można powiedzieć, że jestem najwyraźniej cholerną tradycjonalistką. Tak się za kotem stęskniłam, że jako córa marnotrawna powróciłam do niego;) Howgh.
Cieszcie się, że oprócz takich typów dawno dawno temu były i inne. Inaczej ciągle na obiad szamalibyście mamuta i malowali malowidła w jaskini Lescaux;)
matura, brrr…
Tyle lat minęło,a mnie na myśl o maturze robi się zdeczka słabo. Nie, nie wspominam tego czasu miło i wielka mnie radość ogarnia, że tego typu wynalazek zdaje się jednak na ogół raz w życiu. Niemniej jednak do dziś dnia męczy mnie co jakiś czas sen (pisałam o nim kiedyś), w którym jestem tak z trzy, dwa miesiące przed maturą i zdaję sobie sprawę, że się na nią już nie nauczę. Brrr….
Szczerze mówiąc, to ogarnia mnie straszna radość, że to nie ja się teraz muszę męczyć do końca miesiąca. Wiem, jestem wstrętna:)
Z maturą mam właściwie jedno jedyne miłe wspomnienie, otóż zostałam podczas niej skomplementowana przez chłopaka, który szalenie mi się podobał przez pół szkoły…i to tyle w ramach pozytywnych wspomnień…
A Wy? Jak wspominacie swoje matury? Podejrzewam, że lepiej, niż ja…
minął, jak lubię…
…Imieninowy dzień, czyli spokojnie i bez fajerwerków. Ja w zasadzie nie obchodzę, ale życzenia oczywiście przyjmuję, ale żadnej imprezki nie robię. Tak więc dostałam miłe prezenty od P., poszliśmy na długaśny spacer, mimo wyjątkowo niesprzyjającej w tym roku aury (zawsze na Imieniny miałam ładną pogodę, w tym roku niezbyt, ale przynajmniej nie lało), a potem na obiad do włoskiej restauracji niedaleko nas. Mniam! Rozpieściłam podniebienie, nie ma to tamto;)
Wieczór też spokojny miałam, obejrzałam sobie "Poszukiwaczy zaginonej Arki" (tak, byłam chyba jedyną osobą, która wcześniej tego filmu nie widziała:), i zaczęliśmy "Trzy dni Kondora", dziś wypadałoby skończyć.
Miło mi było, bo parę osób pamiętało i złożyło smsowe życzenia, szczególnie dziękuję Reginie i Spacerkowi;) Regino, kota jest śliczna!
Miłej niedzieli Wam życzę…
Ja zaczęłam teraz "Lato polarne" Anne Sward, znów książka z Północy…brzmi ciekawie…
„Karambol”. Hakan Nesser.
Pewnego wieczoru mężczyzna wychodzi ze spotkania w gronie znajomych. Jest pijany. Tak naprawdę, chociaż sam przekonuje się, że już zdarzało mu się siadać za kierownicą po paru kieliszkach, tym razem jest bardziej pijany, niż zwykle. Co niestety ma swoje konsekwencje. Potrąca on i zabija idącego poboczem drogi szesnastolatka, który wracając od dziewczyny spóźnia się na ostatni autobus.
Kierowca zdaje się trzeźwieć w tym momencie. Zdaje sobie sprawę z tego, co się stało i zamiast zadzwonić po pomoc ucieka z miejsca wypadku przekonany, że późna naprawdę już nocna pora plus nieciekawa aura zapewnią mu fakt bycia przez nikogo na miejscu wypadku niezauważonym.
I tak się zdaje, do czasu, kiedy otrzymuje on anonimowy list, w którym ktoś daje mu do zrozumienia, że wie, co ów mężczyzna zrobił i podaje konkretną cenę za swoje milczenie w tej sprawie. To tylko początek zdarzeń. Jak tytułowy "Karambol" zapoczątkuje to dalsze poczynania mężczyzny, który do niedawna przecież, jak potem powie "był zwykłym człowiekiem". Tu okaże się, że człowiek tak naprawdę może mieć o sobie całkiem konkretne zdanie, które z dnia na dzień, co ja mówię, z chwili na chwilę, zmieni się całkowicie, nieodwracalnie i radykalnie. Na zawsze. Bez wybaczenia.
Ile zbrodni jest w stanie popełnić człowiek aby zapewnić sobie wątpliwe poczucie spokoju? Czy jest w stanie żyć z tym i jak bardzo jest w stanie zniszczyć to, nad czym przez całe dotychczasowe życie pracował, bo po prostu najpierw wpadł w panikę?
Ciekawy był to kryminał, bowiem oprócz właśnie kryminalnej ścieżki, miał on warstwę psychologiczną, która nie pozwalała przejść obok niego obojętnie, a zmuszała do zastanowienia się i refleksji.
Mnie się podobał, polecam!
Zespół Reprezentacyjny, „Kumple to grunt”.
Moje absolutne odkrycie muzyczne maja. Ja wiem, wiem, P. ciągle mi o tym zespole swoim ulubionym opowiadał, ale jakoś się nie złożyło. Nie słuchałam, nie znałam, no nie. I oto nabyłam mu ich nową płytę i jakoś tak się złożyło, że odsłuchaliśmy jej razem. I wsiąkłam. Powaliło mnie pozytywnie. Lubię takie klimaty. Po pierwsze, jak ja lubię, kiedy tłumaczenia są daleko bardziej, niż dobre. Według mnie dobre tłumaczenie, to 80 jeśli nie więcej % na udaną piosenkę. A na ich płytach są z tego, co się orientuję, głównie tłumaczenia piosenek barda francuskiego, czyli Georges’a Brassens’a.
Cała płyta jest rewelacyjna, w tłumaczeniach Gugały i Filipa Łobodzińskiego udało się zachować całą ironię , to niezwykłe postrzeganie świata przez Brassens’a, z czym, że od razu mówię, że chyba bardziej podobają mi się tłumaczenia Łobodzińskiego.
Każda praktycznie piosenka na płycie jest swoistą perełką a to zabawną, a to rubaszną a to łzawą i wzruszającą. Nie jestem tylko pewna, czy nadaje się ona dla każdego. Mnie odpowiada całkiem i właśnie urządziłam sobie przesłuchanie płyt ZR, jakie ma P. w swojej płytotece.
A dla Was jedna z piosenek, sztandarowa piosenka ZR, niemniej jednak tu w nowym wykonaniu. I jak tu nie stwierdzić, że Brassens to był Ktoś.
Z pozdrowieniami…
oczywiście pogoda się…
…musiała popsuć…hm, może jutro będzie lepiej?
Bilans czwartku? Plan założony wykonany a nawet lepiej (sąsiedzi z góry okazali się byli wyjechać, więc hurrra, cisza i spokój na cztery dni gwarantowane, bezcenne;))…
Wyprawa do Ogrodu Botanicznego okazała się traumatycznym przeżyciem, zbyt wielkie tłumy jak dla mnie, ale chciałam skorzystać z ostatnich dni magnolii…ale zbyt tłoczno dla mnie było, naprawdę. Sądzę, że to dlatego, że w związku z tym, że sklepy w święta są pozamykane nową ustawą, naród musiał ruszyć tyłek w kierunku innym, niż supermarket, więc wybrał coś z klasyki…..czyli łono natury…….
Tradycyjnie okazało się, że słońce potraktowało mój nos z należytą powagą, co sugeruje pamiętanie o kremie z filtrem przed następnymi tego typu wyprawami.
Balkon został odgruzowany i sprzątnięty a narobiliśmy się przy nim jak dzikie osły, ale już jest fajnie, szkoda tylko, że wczoraj nie udało się jeszcze na nim zjeść obiadu a dzisiaj z kolei, jak by już można, jest za zimno.
Włosy zrobione, film na podstawie Mankella obejrzany (nie zachwycił mnie, ale i nie rozczarował jakoś specjalnie, więc nie było źle).
Weekend trwa…
Czytam rewelacyjny kryminał psychologiczny "Karambol", autorem jest Hakan Nesser. Podobno najlepsza powieść nordyckakryminalna roku 2000. Coś jest na rzeczy, ponieważ jest naprawdę dobra…
Tak poza tym, to właśnie okrutnie się zachmurzyło i przewiduję burzę…oj, nie nie nie…nie lubię.
