Costa del Sol!

Hmmm! Ależ ciepło się rozniosło po pokoju, kiedy na spokojnie cieszyłam się pocztówką przysłaną mi przez Aisog (wielkie dzięki!). Urocze wąskie uliczki Malagi, osiołki, palmy a wszystko to na kilku obrazkach, składających się na rozsłoneczniony kolaż, jak sama Aisog to nazwała. Piękne widoki i jeszcze większa chęć, aby kiedyś tam się wybrać.

Moje kartki z Paryża zostaną wysłane dopiero z Polski. Mam nadzieję, że dla nikogo to nie będzie stanowiło problemu.

„Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”. Haruki Murakami.

Książka, którą, jak pamiętacie, wzięłam ze sobą na wyjazd. I chociaż ją czytałam już po angielsku, to z prawdziwą przyjemnością przypomniałam ją sobie w jak zawsze, świetnym tłumaczeniu (baaardzo mi pasują tłumaczenia pani Anny Zielińskiej-Elliott.
"Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" to zbiór 24 opowiadań, z których praktycznie każde na nowo mnie urzekło.
Jak Wiecie, mimo swego uwielbienia do prozy Murakamiego, trudno jest mi zawsze o niej pisać, ze względu na to, że po prostu wiele uroku mają w niej słowa, ich konstrukcja, proste zdania, które jak magiczna szkatulka, kryją w sobie drugie dno, jakiś podtekst, sens.
Jednym więc słowem, śmiało mogę polecić tym, którzy jej nie czytali, aby zdecydowali się po nią sięgnąć, na pewno nie będzie to czas stracony!

takie tam parę…

…obserwacji poczynionych w Paryżu. Uprzedzam, jest to moje jak najbardziej subiektywne zdanie, ktoś inny może zupełnie inaczej to miasto odbierać, a szczerze mówiąc, w jakieś zawiłe dyskusje nie mam zamiaru się wdawać, więc weźcie na wszelki wypadek pewien margines na owe wynurzenia;)

Co mnie zachwyciło w ubiorze tamtejszych? Nie , nie wszechobecna moda, bo wcale nie jest tak, że blichtr, pieniądz i haute couture widać na każdym kroku. Spodobało mi się natomiast coś zupełnie innego. Fakt, że tam każdy ubiera się, jak chce. Nie ma, jak w Polsce "obowiązujących" trendów, których, jak nie założysz, to w ogóle nie istniejesz. Ponadto, zlewka ze strony innych, co masz na sobie. Widziałam w gorący dzień kobiety w sandałkach i w ocieplanych botach i nikt się tym nie szokuje. Twoja sprawa, co zakładasz, byle by Ci było dobrze, wygodnie, czy jak tam sobie chcesz. Dla mnie plus!

Obowiązujący kanon buziakowy w Paryżu, to dwa buziaki w policzek. Pamiętam ze swojego wyjazdu w czasach licealnych, że w tamtejszym liceum poza stolicą zdecydowanie obowiązywały trzy buziaki;)

Prawdziwa Paryżanka nie ruszy się z domu bez papierosa w ręku i szala na szyi. Bez dwóch zdań. Co do pierwszego, jak Wiecie, nie zachwyca mnie to, co do drugiego wręcz odwrotnie, tym bardziej, że sklepów z rozmaitymi szalami jest pełno i na każdą kieszeń i można sobie nabyć coś cudnego, co też, oczywiście uczyniłam, bo u nas tego jakby brak.

Jeśli zaś chodzi o papierosy, to hurrra! nie można palić w knajpkach i restauracyjkach (jeśli, to na zewnątrz). Wiem, że po wprowadzeniu zakazu palenia Niemcy narzekają, że im się goście wypłoszą, no coś ciekawego, w Paryżu absolutnie tego nie widać. Knajpki są zatłoczone od rana do wieczora, a palacze po prostu na chwilkę wychodzą na papierosa i wracają na miejsce i dramat żaden się nie odbywa.

Czy ktoś , kto tam był dłużej , może mi wyjaśnić KIEDY oni pracują?:) Bo nie zauważyliśmy. Ja wiem, że jedzenie jest ważne, ale faktycznie tłok w przybytkach jedzeniowych trwa od petit dejeneur, aż przez lunch i oczywiście wczesną kolację aż po wieczór. W bistrach ludzie w garniturach, elegancko ubrani, i oczywiście turyści, ale zastanawiam się, kto i kiedy tam pracuje. Panuje tam niewątpliwie inny rodzaj pracoholizmu, niż u nas;))

Po kolejne, miasto tym razem wydało mi się potwornie tłoczne i jak dla mnie za tłoczne, za gwarne i za szybkie. Wiem, to ogromna metropolia, ale nie odczułam tego tak , kiedy byłam tam mając 20 lat. Może się zestarzałam ??

Kolejna sprawa. Miasto to zdecydowanie nie jest przystosowane dla osób niepełnosprawnych i matek z dziećmi. To nie Niemcy, gdzie linia metra nie dość, że świetnie skomunikowana, to jeszcze wszędzie są windy. Nie. Tu, nie wyobrażam sobie szczerze mówiąc, jak osoba niepełnosprawna może się z łatwością poruszać po mieście. Nie jest to miasto dla osób na wózku zdecydowanie;( A tak się mówi, że na Zachodzie dbają o tego typu sprawy. No więc najwyraźniej nie wszędzie.

Od gwaru , ruchu i hałasu miasta można odpocząć. Jest trochę miejsc zielonych, wypielęgnowane parki. My najbardziej zachwyciliśmy się cmentarzem Pere Lachaise i Cmentarzem na Montparnasse. Tym, którzy będą tam na dłużej, polecam koniecznie obie wyprawy i odnajdowanie grobów znanych osób. Zdecydowanie jedne z najciekawszych wypraw!

Moje obawy co do porozumiewania się w języku angielskim na szczęście się szybko rozwiały. Na każdym kroku widać tam nie tylko turystów, ale i mieszkających tam na dłużej Amerykanów i Anglików i widać, że i miejscowi się do tego przyzwyczaili i dostosowali. Jednak, kiedy się dało, staraliśmy się przynajmniej trochę mówić po francusku.

Nie jest to miasto tanie. No, ale na to się nastawialiśmy. Z czasem udaje się poznać miejsca, gdzie kupi się coś zdecydowanie taniej, na pewno mieszkający tam dłużej, wiedzą, gdzie się nie zrujnuje, jednak przeciętny turysta, zanim je pozna (a przecież nie zawsze ma czas), musi liczyć się z wydatkami.

Po raz pierwszy podczas naszych wyjazdów zdarzyła nam się niemiła i niebezpieczna sytuacja. Nie chcę opisywać szczegółów, dość, że warto jest faktycznie stosować się do zaleceń polecanych na wszelakich turystycznych portalach, a mianowicie nie nosić przy sobie dokumentów, a jedynie ich kserokopię a z pieniędzy , niewielką sumę. Jednak nie przeczę, że mocno mnie ta sytuacja zdenerwowała i spowodowała , że zastanowiłam się, że jakoś w Rzymie, Lizbonie, Wiedniu, wszędzie, gdzie bywaliśmy, mieliśmy sporo farta albo zwyczajnie, jednak są to bezpieczniejsze miasta…

W sumie powiem teraz pewnie coś bardzo obrazoburczego dla miłośników tego miasta. Cieszę się, że tam mogłam wrócić, ale nie jest tak, że mam ochotę na kolejne powroty. To nie jest "moje" miasto.
I zdecydowanie poprawiła się moja opinia o Rzymie, który jak teraz patrzę, podoba mi się o wiele bardziej. Zresztą na opinię o RZymie miało wpływ pewne nieporozumienie hotelowe, które musieliśmy wyjaśniać na miejscu…a tak, to to jest fajne miasto.

Ot, garść refleksji na gorąco. Zdjęcia będą, ale jak P. się nimi zajmie technicznie. No i będę musiała powybierać, bo oczywiście, mamy ich znowu nieprzebraną ilość, coś ponad 2 tysiące;) Tak to jest, jak są dwie cyfrówki w rodzinie;))