napisać. To są właśnie te chwile, kiedy wydaje mi się, że przy próbie napisania
własnego wrażenia, uda mi się napisać zaledwie jakieś nieskładne i niezbyt
logicznie ze sobą powiązane zdania…Tak jest na przykład z książkami mojego
ulubionego autora Haruki Murakamiego, o książkach którego nijak pisać nie umiem.
Kiedy zaczynam werbalizować swoje uczucia, wydają się one być bardzo truistyczne
albo banalne.
Podobnie z niektórymi filmami, o których nie jest mi łatwo
cokolwiek napisać a chciałoby się, jako, że się podobały…
Tak jest właśnie
z filmem "Rekonstrukcja", który sprezentowała mi Regina.
Jest to film
niezwykły. Dla mnie dodatkowym plusem zdecydowanie była fakt, że jedną z
głównych ról grał aktor znany nam z ekranizacji kryminałów Henninga Mankella.
Przyjemnie było zobaczyć go w innej roli, niż rola komisarza Wallandera.
Ale
wróćmy do samego filmu.
Tak naprawdę jest to kolejny film, co do którego
trudno jest jasno określić czym jest, czy zapisem snu? zapisanym pomysłem autora
kolejnej książki o miłości? ewentualnością, jaka każdemu z nas w życiu może się
zdarzyć?
I chyba ta jego niepewność, możliwość tak naprawdę każdej z tych
wersji powoduje, że jest to film niebanalny, ciekawy, taki, który oglądając
powoduje, że nie chcemy aby coś nam oglądanie jego przerwało.
Poznajemy
bohatera, Alexa, który pewnej nocy ma sen, o tym, jak spotyka w barze obcą
kobietę i coś zaczyna się między nimi dziać. Alex ma dziewczynę Simone, z którą
spotyka się od dłuższego czasu, ale w owym śnie, jak mówi przyjacielowi,
bardziej bał się i martwił o dziewczynę ze snu, niż o Simone.
Pewnego
wieczoru Alex wracając z Simone metrem zauważa ową dziewczynę ze snu w tym samym
wagoniku metra, zaczyna się między nimi przedziwna gra, która doprowadza do
tego, że porzuca on dziewczynę i rusza za nieznajomą, aby w rezultacie spędzić z
nią niezwykłą noc…
I można by powiedzieć, opowieść, jakich pełno, czy to w
filmie, czy na kartach książek. Jednak tak
nie jest, gdyż w tym przypadku nic nie jest do końca jasne.
Alex wraca po nocy do domu i odkrywa, że drzwi do jego mieszkania nie istnieją. Wraca do swoich bliskich i orientuje się ze zdumieniem, że nikt z poprzedniego życia nie poznaje go. Po prostu nikt nie zna Alexa, ani przyjaciel, któremu z dziwnego snu zwierzał się raptem parę dni temu, ani jego ojciec, ani nawet Simone, co jest dla Alexa największym zaskoczeniem…
Alex zdaje się po prostu nie istnieć, a raczej jakby zaczął istnieć dopiero po owej nocy spędzonej z tajemniczą kobietą.
Ktoś tu z Alexem prowadzi jakąś wyśrubowaną grę. Ktoś tu również prowadzi jakąś niezwykłą grę z widzem, który już sam nie może być pewnym, co tak naprawdę się działo, co się dzieje, a co jest wymysłem autora książek, który, czego nie ukrywają autorzy filmu, jest w stanie wpływać na losy bohaterów.
I tak oto zaczyna się gra w miłość o niezwykłych niuansach, w której Alex zaczyna się odnajdować, czy jednak aby do końca?
Przedziwny film. Z gatunku takich, o których trudno jest do końca powiedzieć "o czym był" i wyjaśnić go sobie. Ale czy naprawdę trzeba sobie go wyjaśniać? Czy trzeba go analizować? Chyba nie…Wystarczy po prostu pozwolić, aby płynął po ekranie, podczas, kiedy my możemy pozwolić aby nasze emocje nami kierowały przy jego odbiorze. Bowiem może być tak, że w chwili, kiedy coś planujemy, wydaje nam się, że kontrolujemy nasze życie, jakiś demiurg właśnie szykuje dla nas niespodziankę. A czy jest to Bóg czy jest to autor książki, który z nas czyni właśnie kolejnego bohatera swojej kolejnej książki? Cóż, któż z nas wie do końca, czym tak naprawdę jest życie, które właśnie przeżywamy………..
Polecam!
