Do przeczytanych książek z kręgu autorów Północy doszła kolejna, tym razem jest to "Lato polarne" szwedzkiej autorki Anne Sward.
Książka "Lato polarne", to powieść niezwykła. Tak, jak tytuł, mrozi. Lato kojarzy się nam z ciepłem, z rozkwitem, bujnością, nawet w zimniejszych miejscach globu, jednak nie to lato, którego doświadcza pewna rodzina. Owszem, nie jest to rodzina, którą nazwalibyśmy "typową". Jest w niej mnóstwo czarnych chwil, tych grzechów przeszłości, które jednak teraz determinują życie obecne. Owszem, powiecie, w każdej rodzinie ma miejsce coś takiego, każdy z nas w ten czy inny sposób cierpi za błędy przodków, ale jednak w mniejszym czy większym stopniu…Tu zdecydowanie błędy się nawarstwiają, zbierają, mnożą, jak muchy zbierane przez jedną z bohaterek w słoikach, aby po pęknięciu słoika rozpostrzeć się na cały pokój, rozlecieć się po nim i zapełnić każdy skrawek.
W tej rodzinie nie ma mowy o cieple , w którym można schronić się w przypadku niepowodzeń, czy zmartwień. W tej rodzinie w jakiś sposób każdy w ten, czy inny sposób ma jakby zlodowaciałe serce. Serce, które paradoksalnie jednak pragnie ogrzania, miłości i ciepła. Wzajemnie jednak okazuje się, że członkowie rodziny raczej się ranią, niż to ciepło sobie dają.
Wydaje się, jakby rodzina przedstawiona w książce była kawałkami puzzle rozsypanymi na podłodze, o czym nawet może świadczyć jej forma, bowiem składa się z kolejno po sobie następujących opowieści poszczególnych jej bohaterów (widzimy więc sprawami przez pryzmat rozmaitych spojrzeń na nie), jednak w miarę , jak je zaczynamy układać, okazuje się, że obrazki zdają się nie pasować do siebie, jakby ktoś wymieszała kilka rozmaitych obrazków, z nadzieją,że jednak da się z nich złożyć jeden porządny obrazek. Nie, nie da się.
Książka jest niestety z gatunku przygnębiających, a może to na mnie tak zadziałała, ale dobra, więc mającym ochotę na taką literaturę-polecam.
