„Persepolis”. Reż. Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi.

Zamówienie sobie tego filmu w ramach prezentu imieninowego okazało się bardzo dobrym pomysłem. Muszę przyznać, że Ci z Was, którzy go chwalili przy okazji moich recenzji komiksów (zdaje się, że na blogu napisałam tylko recenzję do pierwszej części, ale drugą też czytałam, chyba nawet wydała mi się lepsza, niż pierwsza) mieli rację.
Film okazał się bardzo dobry. Jestem przyjemnie zaskoczona, bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jednak francuska szkoła filmowa szczególnie ekranizacji komiksów (a Asterixy?:) dała znać o sobie i okazało się,że ekranizacja komiksów jest jak najbardziej możliwa, bez utraty tego "klimatu", jaki czyta się i widzi na stronach komiksów Marjane Satrapi.
Nie będę się powtarzać, napiszę tylko, że w filmie poznajemy autorkę, i jej życie od dzieciństwa w ogarniętym rewolucją islamską a potem wojną Iranie, a następnie parę lat szkolnych, które przyszło jej spędzić w szkole w Austrii, do której została wysłana przez rodziców, którzy chcieli uchronić ją od okrucieństwa wojny.
Twórcy filmu moim zdaniem z zadania przeniesienia komiksu na ekran wywiązali się świetnie. Nie stracono , jak już pisałam, klimatu obecnego w książkach, czuć jest emocje bohaterki, która nie zostaje (co za szczęście) na potrzeby filmu wybielana, pozbawiana wad i gorszych cech.
Mnie się ten film bardzo podobał i polecam go osobom, które nie widziały!