„Karambol”. Hakan Nesser.

Pewnego wieczoru mężczyzna wychodzi ze spotkania w gronie znajomych. Jest pijany. Tak naprawdę, chociaż sam przekonuje się, że już zdarzało mu się siadać za kierownicą po paru kieliszkach, tym razem jest bardziej pijany, niż zwykle. Co niestety ma swoje konsekwencje. Potrąca on i zabija idącego poboczem drogi szesnastolatka, który wracając od dziewczyny spóźnia się na ostatni autobus.
Kierowca zdaje się trzeźwieć w tym momencie. Zdaje sobie sprawę z tego, co się stało i zamiast zadzwonić po pomoc ucieka z miejsca wypadku przekonany, że późna naprawdę już nocna pora plus nieciekawa aura zapewnią mu fakt bycia przez nikogo na miejscu wypadku niezauważonym.
I tak się zdaje, do czasu, kiedy otrzymuje on anonimowy list, w którym ktoś daje mu do zrozumienia, że wie, co ów mężczyzna zrobił i podaje konkretną cenę za swoje milczenie w tej sprawie. To tylko początek zdarzeń. Jak tytułowy "Karambol" zapoczątkuje to dalsze poczynania mężczyzny, który do niedawna przecież, jak potem powie "był zwykłym człowiekiem". Tu okaże się, że człowiek tak naprawdę może mieć o sobie całkiem konkretne zdanie, które z dnia na dzień, co ja mówię, z chwili na chwilę, zmieni się całkowicie, nieodwracalnie i radykalnie. Na zawsze. Bez wybaczenia.
Ile zbrodni jest w stanie popełnić człowiek aby zapewnić sobie wątpliwe poczucie spokoju? Czy jest w stanie żyć z tym i jak bardzo jest w stanie zniszczyć to, nad czym przez całe dotychczasowe życie pracował, bo po prostu najpierw wpadł w panikę?
Ciekawy był to kryminał, bowiem oprócz właśnie kryminalnej ścieżki, miał on warstwę psychologiczną, która nie pozwalała przejść obok niego obojętnie, a zmuszała do zastanowienia się i refleksji.
Mnie się podobał, polecam!