Zespół Reprezentacyjny, „Kumple to grunt”.

Moje absolutne odkrycie muzyczne maja. Ja wiem, wiem, P. ciągle mi o tym zespole swoim ulubionym opowiadał, ale jakoś się nie złożyło. Nie słuchałam, nie znałam, no nie. I oto nabyłam mu ich nową płytę i jakoś tak się złożyło, że odsłuchaliśmy jej razem. I wsiąkłam. Powaliło mnie pozytywnie. Lubię takie klimaty. Po pierwsze, jak ja lubię, kiedy tłumaczenia są daleko bardziej, niż dobre. Według mnie dobre tłumaczenie, to 80 jeśli nie więcej % na udaną piosenkę. A na ich płytach są z tego, co się orientuję, głównie tłumaczenia piosenek barda francuskiego, czyli Georges’a Brassens’a.
Cała płyta jest rewelacyjna, w tłumaczeniach Gugały i Filipa Łobodzińskiego udało się zachować całą ironię , to niezwykłe postrzeganie świata przez Brassens’a, z czym, że od razu mówię, że chyba bardziej podobają mi się tłumaczenia Łobodzińskiego.
Każda praktycznie piosenka na płycie jest swoistą perełką a to zabawną, a to rubaszną  a to łzawą i wzruszającą. Nie jestem tylko pewna, czy nadaje się ona dla każdego. Mnie odpowiada całkiem i właśnie urządziłam sobie przesłuchanie płyt ZR, jakie ma P. w swojej płytotece.
A dla Was jedna z piosenek, sztandarowa piosenka ZR, niemniej jednak tu w nowym wykonaniu. I jak tu nie stwierdzić, że Brassens to był Ktoś.
Z pozdrowieniami…

oczywiście pogoda się…

…musiała popsuć…hm, może jutro będzie lepiej?
Bilans czwartku? Plan założony wykonany a nawet lepiej (sąsiedzi z góry okazali się byli wyjechać, więc hurrra, cisza i spokój na cztery dni gwarantowane, bezcenne;))…
Wyprawa do Ogrodu Botanicznego okazała się traumatycznym przeżyciem, zbyt wielkie tłumy jak dla mnie, ale chciałam skorzystać z ostatnich dni magnolii…ale zbyt tłoczno dla mnie było, naprawdę. Sądzę, że to dlatego, że w związku z tym, że sklepy w święta są pozamykane nową ustawą, naród musiał ruszyć tyłek w kierunku innym, niż supermarket, więc wybrał coś z klasyki…..czyli łono natury…….
Tradycyjnie okazało się, że słońce potraktowało mój nos z należytą powagą, co sugeruje pamiętanie o kremie z filtrem przed następnymi tego typu wyprawami.
Balkon został odgruzowany i sprzątnięty a narobiliśmy się przy nim jak dzikie osły, ale już jest fajnie, szkoda tylko, że wczoraj nie udało się jeszcze na nim zjeść obiadu a dzisiaj z kolei, jak by już można, jest za zimno.
Włosy zrobione, film na podstawie Mankella obejrzany (nie zachwycił mnie, ale i nie rozczarował jakoś specjalnie, więc nie było źle).
Weekend trwa…
Czytam rewelacyjny kryminał psychologiczny "Karambol", autorem jest Hakan Nesser. Podobno najlepsza powieść nordyckakryminalna roku 2000. Coś jest na rzeczy, ponieważ jest naprawdę dobra…
Tak poza tym, to właśnie okrutnie się zachmurzyło i przewiduję burzę…oj, nie nie nie…nie lubię.