innego symbolu Paryża, jakim jest ów czerwony wiatrak? Znak rozrywki i rozpusty (jak na czasy, kiedy rozpoczynał działalność ów kabaret, oczywiście, teraz możemy się jedynie uśmiechnąć;).

innego symbolu Paryża, jakim jest ów czerwony wiatrak? Znak rozrywki i rozpusty (jak na czasy, kiedy rozpoczynał działalność ów kabaret, oczywiście, teraz możemy się jedynie uśmiechnąć;).

…Amelia tego dnia chyba miała wolne, wklejam fotę kawiarni miłośnikom filmu. "Załapałam się" nawet na fotkę. Ja to ta osoba z prawej strony zdjęcia;)


…prawdopodobnie w ten dzień pracowała w "Deux Moulins":)

Na początek symbol Paryża. I pomyśleć, że jej historia zaczęła się od wybrzydzania na nią i narzekania, a co poniektórzy nadkładali ponoć drogi, aby to "szkaradzieństwo" ominąć;) A teraz, niech mi ktoś powie, że nie kojarzy się z byciem symbolem tego miasta?
Jak dobrze, że ominęła ją burza i została, bo robi naprawdę imponujące wrażenie!
Byliśmy na trzecim poziomie. Nawiasem mówiąc, cała wyprawa trwała kilka dobrych godzin, bowiem ponad godzinę stoi się aby kupić bilet a potem jeszcze prawie drugie tyle na drugim poziomie stoi się do windy, aby wjechać na poziom trzeci. Ale warto!
Hmmm! Ależ ciepło się rozniosło po pokoju, kiedy na spokojnie cieszyłam się pocztówką przysłaną mi przez Aisog (wielkie dzięki!). Urocze wąskie uliczki Malagi, osiołki, palmy a wszystko to na kilku obrazkach, składających się na rozsłoneczniony kolaż, jak sama Aisog to nazwała. Piękne widoki i jeszcze większa chęć, aby kiedyś tam się wybrać.
Moje kartki z Paryża zostaną wysłane dopiero z Polski. Mam nadzieję, że dla nikogo to nie będzie stanowiło problemu.
Książka, którą, jak pamiętacie, wzięłam ze sobą na wyjazd. I chociaż ją czytałam już po angielsku, to z prawdziwą przyjemnością przypomniałam ją sobie w jak zawsze, świetnym tłumaczeniu (baaardzo mi pasują tłumaczenia pani Anny Zielińskiej-Elliott.
"Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" to zbiór 24 opowiadań, z których praktycznie każde na nowo mnie urzekło.
Jak Wiecie, mimo swego uwielbienia do prozy Murakamiego, trudno jest mi zawsze o niej pisać, ze względu na to, że po prostu wiele uroku mają w niej słowa, ich konstrukcja, proste zdania, które jak magiczna szkatulka, kryją w sobie drugie dno, jakiś podtekst, sens.
Jednym więc słowem, śmiało mogę polecić tym, którzy jej nie czytali, aby zdecydowali się po nią sięgnąć, na pewno nie będzie to czas stracony!
…obserwacji poczynionych w Paryżu. Uprzedzam, jest to moje jak najbardziej subiektywne zdanie, ktoś inny może zupełnie inaczej to miasto odbierać, a szczerze mówiąc, w jakieś zawiłe dyskusje nie mam zamiaru się wdawać, więc weźcie na wszelki wypadek pewien margines na owe wynurzenia;)
Co mnie zachwyciło w ubiorze tamtejszych? Nie , nie wszechobecna moda, bo wcale nie jest tak, że blichtr, pieniądz i haute couture widać na każdym kroku. Spodobało mi się natomiast coś zupełnie innego. Fakt, że tam każdy ubiera się, jak chce. Nie ma, jak w Polsce "obowiązujących" trendów, których, jak nie założysz, to w ogóle nie istniejesz. Ponadto, zlewka ze strony innych, co masz na sobie. Widziałam w gorący dzień kobiety w sandałkach i w ocieplanych botach i nikt się tym nie szokuje. Twoja sprawa, co zakładasz, byle by Ci było dobrze, wygodnie, czy jak tam sobie chcesz. Dla mnie plus!
Obowiązujący kanon buziakowy w Paryżu, to dwa buziaki w policzek. Pamiętam ze swojego wyjazdu w czasach licealnych, że w tamtejszym liceum poza stolicą zdecydowanie obowiązywały trzy buziaki;)
Prawdziwa Paryżanka nie ruszy się z domu bez papierosa w ręku i szala na szyi. Bez dwóch zdań. Co do pierwszego, jak Wiecie, nie zachwyca mnie to, co do drugiego wręcz odwrotnie, tym bardziej, że sklepów z rozmaitymi szalami jest pełno i na każdą kieszeń i można sobie nabyć coś cudnego, co też, oczywiście uczyniłam, bo u nas tego jakby brak.
Jeśli zaś chodzi o papierosy, to hurrra! nie można palić w knajpkach i restauracyjkach (jeśli, to na zewnątrz). Wiem, że po wprowadzeniu zakazu palenia Niemcy narzekają, że im się goście wypłoszą, no coś ciekawego, w Paryżu absolutnie tego nie widać. Knajpki są zatłoczone od rana do wieczora, a palacze po prostu na chwilkę wychodzą na papierosa i wracają na miejsce i dramat żaden się nie odbywa.
Czy ktoś , kto tam był dłużej , może mi wyjaśnić KIEDY oni pracują?:) Bo nie zauważyliśmy. Ja wiem, że jedzenie jest ważne, ale faktycznie tłok w przybytkach jedzeniowych trwa od petit dejeneur, aż przez lunch i oczywiście wczesną kolację aż po wieczór. W bistrach ludzie w garniturach, elegancko ubrani, i oczywiście turyści, ale zastanawiam się, kto i kiedy tam pracuje. Panuje tam niewątpliwie inny rodzaj pracoholizmu, niż u nas;))
Po kolejne, miasto tym razem wydało mi się potwornie tłoczne i jak dla mnie za tłoczne, za gwarne i za szybkie. Wiem, to ogromna metropolia, ale nie odczułam tego tak , kiedy byłam tam mając 20 lat. Może się zestarzałam ??
Kolejna sprawa. Miasto to zdecydowanie nie jest przystosowane dla osób niepełnosprawnych i matek z dziećmi. To nie Niemcy, gdzie linia metra nie dość, że świetnie skomunikowana, to jeszcze wszędzie są windy. Nie. Tu, nie wyobrażam sobie szczerze mówiąc, jak osoba niepełnosprawna może się z łatwością poruszać po mieście. Nie jest to miasto dla osób na wózku zdecydowanie;( A tak się mówi, że na Zachodzie dbają o tego typu sprawy. No więc najwyraźniej nie wszędzie.
…w domu najlepiej. Tego zdania nie powtarzam chyba jedynie po powrocie z Grecji, w każdym innym przypadku jednak okazuje się, że tęsknię za własnym domem, a raczej mieszkaniem, i nawet myśl o koszmarkach z góry mi niestraszna;)
Tradycyjna prośba do Was. Nie zdążę poczytać wszystkich blogów z ostatnich 10 dni, jeśli więc czujecie, że w Waszym życiu w dniach, kiedy mnie nie było, zdarzyło się coś, o czym chcecie mi powiedzieć, podzielić się tym ze mną,to proszę, napiszcie w komentarzach.
Kurczaki, ledwo mi się pisze na klawiaturze. Zdecydowanie przydaje się odwyk od kompa;) ale literówek natrzaskałam pisząc te parę zdań!;))
I za Wami też się stęskniłam:)
, że się chwilowo mówię Wam "do usłyszenia". Jutro po południu wylatujemy do miasta Amelii. Może uda mi się ją spotkać na moich ścieżkach? Bardzo bym chciała…
Walizki spakowane. Ciekawe, czy bardzo się wygniotą rzeczy, bo kilka razy przepakowywaliśmy w rozmaite konfiguracje walizkowe.
Lektura na wyjazd wzięta, będą to opowiadania "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" Haruki Murakami. Czytałam ją już po angielsku, jak pamiętają niektórzy czytelnicy mojego bloga, bowiem Chihiro sprezentowała mi ją na Gwiazdkę, ale chcę porównać moje odczucia z tłumaczeniem polskim.
W ramach relaksu w międzyczasie obejrzana "Maria Antonina" Sofii Coppoli. BARDZO mi się podobał. Ja nie jestem wielką miłośniczką filmów kostiumowych a ten mnie bardzo przyjemnie zaskoczył. Ku mojej radości, bo recenzje miał takie sobie. A mnie się bardzo podobał. Kirsten Dunst w roli tytułowej świetna. Tym, którzy nie widzieli polecam, może przyjemnie Was film zaskoczy, jak i mnie.
Trochę więc mnie tu nie będzie. Nie wiem, czy będę zaglądać, ale jak nie, to do usłyszenia za jakiś czas!
Powrót z wieczornego spaceru.
Zdegustowana stoję przed lustrem i podziwiam ogromnego bąbla pyszniącego się na moim czole.
Ja -"Zainaugurowałam sezon letni, użarł mnie w czoło komar".
P. -"Letni, to byś zainaugurowała, jakby cię użarł w tyłek".
Kurtyna;)
Recenzje, Fakty i wiele innych...
nie tylko o książkach
Czytelnicze okno z widokiem na morze
Życie w Irlandii, Podróże po Irlandii i Europie, Tarot
Książki, kawa, święty spokój