…zawsze to powtarzam.
Wczoraj przez chwilkę myślałam, że trafiłam do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, i że "to się nie dzieje". Otóż, jakiś czas temu P. zmienił auto służbowe. Jak się okazało, poprzednia właścicielka nie oddała auta na przegląd a termin się zbliżał, więc my je oddaliśmy. Okazało się, że jest problem, auto można odebrać, ale teoretycznie w każdej chwili można spodziewać się popsucia. I w przyszłym tygodniu być może naprawią. Być może, bo serwis Forda nie wie, czy firma, z którą firma P. współpracuje zgodzi się na tę naprawę. Co mnie rozbawiło już, bo jak się nie zgodzi, to znaczy co? Mamy jeździć niesprawnym, aż zatrze się silnik, bo w tym problem i co? No, hm, podpisaliśmy oświadczenie, że nas o tym poinformowano i wyjechaliśmy z warsztatu. To znaczy tak nam się wydawało bo niestety, po ujechaniu może półtora kilometra a może i mniej, okazało się, że auto nie jeździ. Żeby było śmieszniej, nie szwankuje to, co oni ostrzegali, tylko coś zupełnie innego. Czyli wyszło na zasadzie, że oddaliśmy auto do przeglądu i wzięliśmy z czymś nowym spieprzonym.
Auto stanęło i nie chciało współpracować. Pan z warsztatu Forda też nie był do współpracy chętny. Podał tylko numer do holownika na zasadzie "Pan zadzwoni, żeby pana sholowali (zholowali?? jak to się do nędzy pisze?)…Utknęliśmy więc na pipidówie z nieczynnym autem i usiłowaliśmy dodzwonić się do holownika, którego numer rzucił w słuchawkę facio z serwisu Forda. Jak się dodzwoniliśmy, to pan nie był pewien , kiedy by po nas mógł przyjechać. Marzliśmy i stwierdziliśmy, że w takim razie poszukamy coś sami. P. widział lawetę nieopodal, więc ruszył w ich kierunku i załatwił, że nas sholowali. W międzyczasie zadzwonił łaskawie tamten pierwszy holownik, który powiedział, że może i nas sholuje, ale płatnie, bo firma za to nie płaci. Czyli sam sobie płać. Powiedzieliśmy mu, że już sobie coś zorganizowaliśmy.
Przyjechał pan w holowniku (też chcę miec takie auto z wyciągnikiem i jeździć na sygnale świetlnym po Warszawie:), jest super;))…zaczepił nas , my wpakowaliśmy się do niego do kabiny i ruszyliśmy. Dotarliśmy do serwisu Forda, w którym pan , który nas obsługiwał, nie wiedział, że w sobotę i niedzielę nie są w stanie, jak zapewniał wcześniej, dostarczyć nam auta zastępczego. Kolega obok musiał mu wyjaśnić, że niepotrzebnie wciska nam kit, bo zwyczajnie w weekend nie mają. Super. I tak oto, nie dość, że zostaliśmy bez auta na weekend a mamy ważne sprawy do załatwienia, to w dodatku wyszliśmy z poczuciem i przekonaniem, że w Polsce nie zmieniło się właściwie nic. To znaczy dalej możesz wyjechać z serwisowanego punktu i odkryć, że mechanik albo nie zakręcił miski olejowej albo w ogóle oleju nie wlał. Ja się może na autach nie znam, technikum samochodowego nie kończyłam, ale zdaje tak mi się cosik, że to jakaś w miarę podstawa przy przeglądzie, czy też za dużo od nich wymagam?
A Wy? Kiedy ostatnio oddaliście swój dobrze jeżdżacy samochód do warsztatu? Bo może raczej nie warto, skoro zakończyć się to może w ten sposób…
