„Kobiety na skraju załamania nerwowego”. Reż. Pedro Almodovar.


Wreszcie i za niego się zabrałam…Został nabyty pewnie z rok temu i leżał sobie na tak zwane lepsze czasy i nadeszły. Po "Volverze", który mnie zachwycił, trochę bałam się zetknięcia z filmem , który opowiada o kobietach (założyłam, ze tak ma być, skoro "kobiety" są w tytule). Jak się okazało, niepotrzebnie. Film jest zupełnie inny, niż "Volver" i raczej nie ma co porównywać obu filmów. Nie pobił mojego zachwytu nad "Volverem", ale i tak mi się bardzo spodobał.
Pełen charakterystycznego poczucia humoru Almodovara film zaczyna się od chwili, kiedy pracująca w dubbingu Pepa zostaje porzucona przez swego kochanka, Ivana. Pepa nie chce już z nim być, ale bardzo chce o czymś ważnym z niewiernym kochankiem porozmawiać…nie udaje jej się to. W przypływie chwilowej rozpaczy Pepa decyduje się na pewien krok, zdobywa środki nasenne i przyrządza niezwykłe gaspacchio,które wzbogaca właśnie o owe środki nasenne aby w nieco przyjemniejszy sposób przenieść się na lepszy ze światów.  Jak się potem okaże, nie ona będzie się nim w rezultacie rozkoszować i smakować go;)
W filmie znowu występuje galeria kobiet. Jest więc porzucona ale nie bezradna i w rezultacie bardziej wściekła na Ivana niż załamana Pepa, naiwna i nieco zbyt łatwowierna przyjaciółka Pepy, która wdaje się w ognisty romans z terrorystą, także żona Ivana, od lat z nim się nie kontaktująca. Jest też młodziutki Banderas w roli syna Ivana (ależ się zmienił przez te lata!;) i jego niespełniona erotycznie narzeczona o niezwykłym profilu.
Tak, czy siak, przygotowanie sennonośnego trunku to dopiero początek pełnej humoru i zwrotów wydarzeń akcji filmu, który zdecydowanie nie nudzi.
Nie jest to dla mnie tak ważny film , jak "Volver" ale bardzo mi się podobał i również polecam go tym, którzy do tej pory tego filmu nie widzieli.