„Hotel Starfish”. Reż. John Williams.

Kolejny film obejrzany przeze mnie w kolekcji "Przeboje kina Azji". Tym razem film, o którym piszą na okładce, iż odwołuje się a raczej utrzymany jest w klimacie filmu "Donnie Darko", co mnie nic kompletnie nie mówi, bo nie widziałam ww, a więc podeszłam z czystym kontem do obejrzenia;) Jeśli już miał mi się kojarzyć z jakimkolwiek reżyserem, to z Lynchem.
Jak piszą na okładce "Tajemnicza, mistyczna opowieść, w której zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją"…lubię tego typu filmy, być może dlatego, że od pewnrgo momentu czuję się sama, jakbym w tego typu eksperymenice uczestniczyła…

Powróćmy jednak do samego filmu. Otóż poznajemy mężczyznę, który pracuje jako urzędnik w którejś z korporacji. Pewnego dnia wraca on do domu i nie zastaje w nim żony. Nic dziwnego, jednak szybko okazuje się, że kobieta nie wyszła po zakupy czy do kina ze znajomą, ale zniknęła z domu.

Mężczyzna zaczyna jej szukać a usilnie pomaga mu w tym/ przeszkadza? dziwny stary facet łażący po ulicy z ulotkami i ubrany w strój obleśnego, przerażającego zająca.

Nasz bohater trafia do tajemniczego domu schadzek, do którego zdają się prowadzić wszystkie tropy…poznaje detektywa, który zdaje się mieć o nim sporo informacji a w rezultacie odkrywa, że wszystko to ma powiązanie z jego ognistym romansem, w jaki wdał się czas jakiś temu…

W tle, ciągle słyszymy o książkach pewnego autora i już zdaje nam się niekiedy, że to wszystko właśnie okazać się musi fabułą jednej z książek, którą pisze ów pisarz…

Film faktycznie tajemniczy, z nieustannie skręcającymi gdzieś wątkami, ale mnie się podobał, lubię takie zakręcone, niejasne kino, które niby o czymś tam opowiada, a w rezultacie nie do końca.
Mnie się podobało, mogę polecić miłośnikom takiego kina dość nietypowego.

pokonała mnie…

nie za często mi się to zdarza, ale zdarza. Pokonała mnie książka. Zaczęłam czytać Noblistę, Pamuka, jego książkę "Nowe życie" i…utknęłam. Niestety, książka kompletnie mnie nie wciągnęła, nie przekonała do siebie, dotarłam nawet nieźle, bo do połowy mniej więcej, ale stwierdziłam, że jest mi szkoda samej siebie na czytanie czegoś, co tak nie idzie. Trudno, raz na kiedy zdarzają się takie książkowe "wtopy", porzucam ją więc dzisiaj i zacznę coś nowego. Jeszcze nie wiem, czy sięgnę po prezent od Judytty, od Chihiro, a może po coś jeszcze innego, ale na pewno męczyć się nad czymś, co nie idzie, nie zamierzam. A Wy? Zostaliście wymęczeni i pokonani przez jakąś lekturę ostatnio??