…partia przesyłek, tym razem książka od Judytty, książka, której recenzja na blogu Judytty zwróciła moją uwagę, o tutaj http://judytta.blog.onet.pl/2,ID297168918,index.html
czyli lektura z kręgu, który jest mi praktycznie nieznany, bo z regionu Bałkanów tak mało przecież znam literatury ( i nie to, żebym się z tego cieszyła…), miły list do książki dodany. Także od Raspberry-swirl otrzymany film Kar Wai Wonga, jak tu nie wierzyć w miłe zbiegi okoliczności, skoro dzień wcześniej jeden film tegoż reżysera od Malej_mi, a wczoraj następny? Dziękuję…
Wczoraj wieczorem podczas spaceru utknęliśmy na dłuższy czas w takim miejscu, gdzie nie świeci się jedna latarnia a już las niedaleko, więc miasto nie oświetla i gapiliśmy się w gwiazdy. Jak kiedyś natkniecie się na parę, która stoi z zadartymi w górę głowami albo pokazuje sobie wyciągniętymi łapami w górze konkretne gwiazdy, to pewnie my jesteśmy. Uwielbiam wpatrywać się w gwiazdy. W ogóle, to jestem zwolennikiem teorii innego świata, na którym stoi sobie podobna do nas para i też zastanawia się "czy jesteśmy sami na świecie?"…wczoraj udało mi się dojrzeć jedną spadającą, oczywiście pomyślałam życzenie;)
Tak mi te gwiazdy utkwiły w głowie, że w nocy podobno (wiem z opowieści P.) obudziłam go gadając o gwiazdach…:)
Po Świętach wspólna wizyta u lekarza. P. wczoraj chyba trafił wreszcie na kogoś dość kompetentnego (trzymajcie kciuki). Po raz kolejny potwierdził teorię, że pewne sprawy wynikają właśnie z tego. Opadły mi łapy. Okazuje się, że pewne nasze poczynania mogły potoczyć się zupełnie, zupełnie inaczej, gdyby tylko lekarze, którzy teoretycznie powinni się znać i którym sygnalizowaliśmy pewne sprawy wcześniej przyłożyli się do roboty. Opadło mi ostatnio wszystko, co może opaść kobiecie, serio…taki mnie stupor dopadł…po prostu nie przerabiam…
Ale nic to, bo znowu usłyszę, że smutek życia itd, więc nie ciągnę tematu (a w dodatku są kolejne problemy ze sprzętem agd, "pięknie")…
