…ten dzień, czyli jak w życiu. Na poczatku dnia udało mi się nieporozumieć z kimś, kto teraz się pewnie nadął i obraził. Trudno. Wyciągałam dłoń, starałam się zatrzeć kiepskie wrażenie, ze swojej strony zrobiłam, co mogłam, niepotrzebnie tylko znowu okupiłam całą sytuację nerwami, bowiem, jak się mówi, mleko już się wylało i nie ma co gdybać itd. Jak to mówią, wszystko zależy od zależności i stopnia relacji, w rodzinie jak mawiała Shlirley Valentine, większość nieporozumień urasta do rangi konfliktów bliskowschodnich hehe.
Tak, czy siak, bez sensu się dzisiaj zdenerwowałam, bo wpływu już na to większego nie mam. Wyszło jak wyszło i nie mam co rozpamiętywać w nieskończoność.
Za to po południu miła niespodzianka w skrzynce (czyżby w tym tygodniu dzień prywatnej korespondencji a nie rachunków wypadł w środę? ), bowiem dotarł film od Ekolozkii i mini liścik, a od Reginy22 dwie kartki. Jedna z Bawarii z owym bajecznym Zamkiem Neuschwanstein (na tle zimowych lasów , jeziora i gór wygląda wręcz zjawiskowo!), a druga ze Szwajcarii, z Greifensee, które ma rozmiar całkiem sporawy;)
Dziękuję za pamięć;)
„Kair, historia pewnej kamienicy”. Alaa Al Aswany.
O niefajnym (według mnie) tytułem książki, która w oryginale nosi tytuł "The Yacoubian building" już pisałam. Nie, nie podoba mi się zabieg, który jak mniemam miał przyciągnąć więcej czytelników do książki. Ja rozumiem, że Egipt jest jednym z najbardziej obleganych kierunków wakacyjnych, chociażby przez niską cenę, i że można zarobić na tym, ale nic na to nie poradzę, że mam ochotę popastwić się nad niezręcznością tytułu polskiego wydania. Tak mi zgrzyta jakoś, że oj! No, dobra, popastwiłam się, teraz do rzeczy, czyli o książce.
Hmmm…powiem a raczej napiszę tak. Nie spodziewałam się po niej jakichś fajerwerków i zdecydowanie ich tam nie zastałam. Książka opowiada o grupie osób zamieszkujących jedną z kamienic Egiptu. Jak to bywa, walczą oni z przeciwnościami losu, których w książce zdaje się być wyjątkowe nagromadzenie. Ja rozumiem oczywiście, że to ze strony autora zabieg celowy, ale odniosłam wrażenie, że wyszło to trochę tak jakby do jednego worka wsadził za jednym zamachem zbyt wiele postaci ze zbyt wielką ilością kłopotów i problemów.
Być może dlatego, że chciał za jednym zamachem obalić rozmaite strereotypy, które panują na temat kultury muzułmańskiej i rozbić pewne tabu funkcjonujące w przekonaniach na jej temat. Dlaczego jednak odnoszę wrażenie, że tak naprawdę to można śmiało powiedzieć, że gdyby nie fakt, że właśnie rzecz dzieje się w Egipcie, to byłaby to książka jakich wiele? O zdradach, prostytuowaniu się dla zysków bądź z biedy, o fanatyźmie, miłości i nienawiści opowiada wszak tak wiele innych książek.
Nie mogę napisać, że to zła książka, bo nie, opowiada o wielu ważnych sprawach. Ale muszę stwierdzić, że nie jest to książka, która rzuca mnie na kolana. Bo chyba nie jest tak, że jej jedyną innowacją ma być fakt, że opowiada o tym, że również w państwie muzułmańskim panuje zakłamanie, szczególnie wśród środowisk opiniotwórczych czy religijnych. Naiwnością było by chyba stwierdzenie, że to coś nowego.
Niemniej jednak chętnym na poznanie literatury współczesnej z temtego zakątku świata mogę ją polecić.
jako dyżurne…
serduszko na dłoni (osoby w tym momencie zanoszące się ironicznym śmiechem proszone są o odłożenie tego, co w danej chwili piją lub jedzą, coby się nie zadławiły:) postaram się wziąć udział w zabawie netowej, w którą "ustrzeliła mnie" Chilu. Jakby nie było , maniaczką łańcuszków nie jestem i nie zmieni mi się, ale sześć rzeczy, które mam o sobie napisać, nie przekraczają granic moich możliwości.
Voila, do dzieła.
Najpierw jakieś obowiązkowe dane na temat owej gry, a więc ustrzeliła mnie pani z blogu http://iqdesign.blox.pl/html czyli Chilu,
podobno trzeba zacytować na blogu reguły a brzmią one tak, iż ma się podać na sześć nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat, i ustrzelić następne sześć osób, a więc ja zwalę grę, bo nie umiem tak wybierać, to raz, a dwa, mam wrażenie, że moi niektórzy znajomi już w to grali.
No, więc tak…
1. Pierwszy zawód miłosny i zerwane zaręczyny przeżyłam w czasach przedszkolnych…kiedy to "narzeczony" odebrał mi plastikową bransoletkę wcześniej mi podarowaną w dowodzie dozgonnej miłości. Cóż, gorycz pierwszych rozczarowań w związkach poznałam już za młodu;).
2. Namiętnie zbieram podczas podróży i wyjazdów przedmioty mające przynosić bądź zatrzymywać szczęście i nieustannie odnoszę wrażenie, że mój fart zyciowy zaczyna być odwrotnie proporcjonalny do ilości owych posiadanych przeze mnie.
3. Czytać nauczyłam się w wieku 4 lat i nie przestałam do dziś.
4. W związku z powyższym jedno z pytań, które najbardziej mnie irytuje, to to "kiedy ty to wszystko czytasz??" , autentycznie zaczynam mieć szczękościsk, kiedy je słyszę.
5. jestem przekonana, że istnieje raj dla zwierzaków i mam nadzieję, że po własnej śmierci spotkam tam wszystkie swoje zwierzaki, które ode mnie odeszły…
6. Czytam plotkarskie pisemka w stylu pudla i innych takich;) a niech tam, przyznaję się;)
Hmmmm……nie było tak najgorzej, aczkolwiek sama nie wiem, jak to wyszło;))
