podróż tematyczna…

…mróz i śnieg za oknem nastroił mnie podróżowo..Nie ukrywam, że również pocztówki od Engi tak na mnie wpłynęły. A ponieważ nic tak nie poprawia mi humoru, jak dobra książka albo myśli o zwiedzeniu ciekawego miejsca, zaczęłam dumać, co bym sobie najchętniej w tym roku zwiedziła. Grecję, oczywiście, ale i chętnie wróciłabym się do Lizbony. Już teraz na spokojniej zwiedzilibyśmy to, czego wtedy nie udało się zwiedzić. No i jak zawsze miły czas spędzilibyśmy w knajpkach…Fado koniecznie…
A Paryż? Tak mnie ta kartka natknęła, że kawałek Amelii sobie obejrzałam i stwierdziłam, że tym razem, gdybym tam pojechała, właśnie odbyłabym podróż śladami Amelii. Wiem, że są biura, które organizują takie trasy zwiedzania Paryża, ale pewnie z pomocą netu i dobrych ludzi, można większość tych miejsc samemu znaleźć i zwiedzić je sobie.
Odbyliście kiedyś taką podróż tematyczną? Śladami ulubionej postaci literackiej? Autora? Aktora? Albo nie wiem, podróż z degustacją wina?

„Wlatcy Móch” …dzwonki…

ponieważ widzę, że sporo osób w ostatnim czasie trafiło do mnie li i jedynie szukając dzownków z Wlatców Móch, więc niech tam, podam jeden z adresów, gdzie możecie coś z tego znaleźć.
A jest to:
http://www.czesiulek.pl/
i tam po lewej traficie do dźwięków sms itd.
Miłego używania:)

miniony rok…

…jednak mimo najszczerszych chęci, żeby ten miniony jakoś zepchnąć w niepamięć, ciągle mi się jeszcze kłębi pod postacią jakichś rozważań, podsumowań jednak. I stwierdziłam wczoraj jedno, że udała mi się jednak jakaś rzecz w zeszłym roku. Odkryłam dwóch dobrych lekarzy. Trafiłam na dwie osoby, które mają taki stosunek do pacjenta, o którym można sobie marzyć. Wydają się być kompetentne, ale jednocześnie są miłe i nie stwarzają wrażenia, że przyjmują cię z łachy, nawet jeśli to ty im płacisz, a nie odwrotnie, niestety:)
To cholercia, cokolwiek mi się udało;)
A takie miałam myśli po wczorajszej wizycie u jednej z tych osób właśnie. Wreszcie, w pewnej kwestii, mam wrażenie, że ktoś się mną chce zająć, że chce pomóc, że zaopiekuje się mną. I jakoś poczułam wielką ulgę, odetchnęłam spokojniej i chyba nieco jaśniej zerknęłam na pewne sprawy.
Dobra, lecę odpukać w niemalowane, żeby nie zapeszyć tych zachwytów;)

jednak takie małe…

…maluśkie postanowionko noworoczne wykluło mi się w głowie…Sama go zwerbalizować do końca nie umiem, ale dotyczy, a jakżeby inaczej, relacji ogólnoludzkich. I tak, w tym roku postaram się być mniej empatyczna. Bardzo mi przykro, wyjdę na jędzę, ale dlaczego jest tak, że to ja mam brać na siebie te problemy, o których słyszę dookoła i się nimi przejmować? Wszyscy ci ludzie, którzy wylewają je na moją głowę (w moje uszy?) , o dziwo, prędzej, czy później doskonale się miewają, a mnie to w głowie siedzi, stresa dodaje. Nie znaczy , że będę zimna jak lód, ale w tym roku zamierzam dobrze się zastanowić, zanim kimś się przejmę (haha, już to widzę). I żeby nie było tak, że ktoś, kto w zeszłym roku wylewał mi żale w okolicach świąt, teraz nie mógł nawet zadzwonić po prostu z życzeniami świątecznymi. Czyli co, jak jest dobrze, to Chiarę odstawiamy w kąt, coby się kurzem pokryła? A to Chiara serdecznie dziękuje* za taką postawę.
Poza tym, omijać zamierzam pewne postawy i nastroje. Ponieważ zbytnia agresja źle na mnie działała od pewnego czasu, zamierzam plasować się w okolicach osób o charakterze łagodniejszym (co nie znaczy, że nie umiejących być asertywnymi, ale wierzcie mi, da się obie postawy pogodzić). Może tenże spokój spłynie i na mnie.
Na koniec, muszę pamiętać, że Wujek Staszek naprawdę często pomaga i mimo może jego kolokwializmu (niektórzy stwierdziliby wprost, że wulgaryzmu), jest to czasem jedyna forma obrony przed zbytnimi namolnościami dnia codziennego, szczególnie ze strony osób, które na codzień mają mnie w odwłoku. Howgh. A jak będzie? Zobaczymy…

*wersja ocenzurowana , prawdziwie brzmi troszku inaczej:)

co tam panie w…

…kulturze minionego roku u mnie było?
Ot, naszło mnie na małe podsumowanie. Z dziedziny najbezpieczniejszej, czyli nie doprowadzającej do rozterek czy smutnych nastrojów, bo z dziedziny kultury.
I tak, na FK i w paru innych miejscach już krążą pytania o "najważniejszą książkę roku 2007". U mnie nie umiem nazwać konkretnej tą najważniejszą. Było kilka takich, które zapamiętam z różnych powodów na dłużej.

I tak na pewno "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" Aglaja’i Veteranyi’i (tak to się odmienia?), za nastrój, który w niej panował. I za to, że mimo, że nie pocieszyła a wręcz odwrotnie, to śniła mi się w nocy czyli zrobiła na mnie wrażenie.
"Wesele Anny" Natachy Appanah za niezwykłe przedstawienie relacji matka-córka. Treściwe, konkretne i bardzo prawdziwe.
"Rebeliantka o zmarzniętych stopach" Johanny Nilson, za spotkanie z literaturą szwedzką jakże zdawałoby się inną, niż znane mi kryminały Mankella a jednak w paru punktach tak zbieżną.
Fabicka za jej cykl o Rudolfie, za humor i poprawienie go zdecydowanie;)
"Drugie ciało" Milorada Pavica, za to, że miała klimat a także za to, że była to książka, w istnienie której po drodze podczas poszukiwań zwątpiłam kilkakrotnie;)
"Postrzyżyny" Hrabala, za klimat, za humor (ale sceny z psem i tak Maryni nie daruję;).
"Brzemię rzeczy utraconych" Kiran Desai. Za całokształt. I za zrozumienie wielu aspektów życia na emigracji. Podobnie, w "Imienniku" Jhumpy Lahiri.
"My sister’s keeper" Jodi Picoult za to, że to była moja pierwsza po angielsku przeczytana książka, za tematykę i za to, że poruszyła mnie do łez szczerych.
"Cena wody w Finistere" Bodil Malmsten, za niesamowity klimat i za uświadomienie, że o marzenia trzeba walczyć, nawet jeśli czasem nam samym wydają się one nic nie warte lub nie do spełnienia…
"Moje drzewko pomarańczowe" Jose Mauro de Vasconcelos, za to, że mimo smutku bijącego z treści, pokazał mi, że świat to również dobrzy ludzie, którzy mają wiele serca dla smutnych i opuszczonych.

To z książek, a z muzyki, odkryciem okazała się Sam Philips, której płytę "A boot and a shoe" przysłała mi Monoli…i Amy Winehouse, którą odkryłam dopiero pod koniec roku.

Z filmów, to w kreskówkach rządzą zdecydowanie, a jakże by inaczej, "Wlatcy Móch", których też odkryłam dopiero pod koniec roku.
Z tych niekoniecznie kreskówkowych, "Rzymska opowieść", "Biegnij, Lola, biegnij", "Dzień świra", "Volver", "Ukryte pragnienia" (chyba jeden z lepszych filmów, jakie w ogóle widziałam!), "Labirynt Fauna", "Transamerica" (za to, że to film amerykański, który klimatem jest zbliżony do kina europejskiego, jakie lubię)…

Nieźle, uważam;) sporo tych odkryć i zachwytów było w minionym roku..
.

A jednak Paryż…

…się sam do mnie wprosił. Na pocztówce, którą w Sylwestra otrzymałam. Paryż i Lizbona, ach…!
Moja przyjaciółka jechała przed Świętami do Paryża i nawet poprosiłam o pocztówkę, że może na lotnisku, no, ale widać się nie złożyło i oto ze skrzynki wyjęłam obie w sepii, ujęcia obu tak magicznych , niezwykłych miast. Nie od przyjaciółki mojej ,a od kogoś , kto mnie tu odwiedza. Dzięki;)
 W obu miastach byłam. Do Paryża chętnie bym wróciła, bo to już więcej, niż 10 lat, jak byłam…pewnie spojrzałabym na niego zupełnie innym okiem, niż wtedy. Przyjemnie byłoby skonfrontować swoje ówczesne doznania z dzisiejszymi…

Hmmm…jedyne, co mnie odstrasza, to moja nieumiejętność posługiwania się językiem francuskim i dobra pamięć, która wciąż przywodzi mi scenę, w której na francuskiej poczcie urzędniczka zaczęła na mnie krzyczeć (sic!;) , za to, że według niej nie dość dobrze o coś tam poprosiłam.
I nie ukrywam, że takie coś mnie zraziło na dłuższy czas. Jakoś nie przepadam, że w miejscu, w którym ja zostawiam pieniądze, ktoś na mnie się wydziera.

Paryż i Lizbona stoją sobie teraz na półce i cieszą oko…

Mam nadzieję na wiele pięknych pocztówek w Nowym Roku…A co?! Pomarzyć sobie mogę;)

Z Nowym Rokiem…

…nowym krokiem;)
Oby nam się itd…
Z Nowym Godom, jak mawiają w Rosji;)

Wczorajszy wieczór bardzo sympatyczny nam wyszedł. Domyślam się, że dla większości wydałby się nudnawy, dla mnie po końcówce roku z silnymi emocjonalnymi doznaniami, był akurat.
Obejrzeliśmy parę odcinków "Włatców Móch", co za tym idzie, pośmialiśmy się.
Północ przywitaliśmy winem musującym (bardzo smacznym, nawiasem mówiąc), pomyślałam sobie o Was o północy;), pograliśmy w scrabble i pogapiliśmy się trochę na fajerwerki.
Sądząc po tym, że w tym roku zaczęły się wyjątkowo wcześnie i było ich strasznie dużo, ludzie w jakiś silny sposób chcieli odegnać miniony rok. Albo może ja to sobie tak tłumaczę.

Kalendarze zostały zdjęte a na ich miejscu pojawiły się nowe. Monoli, ten śliczny od Ciebie z kwiatami wylądował w rezultacie w kuchni, obok tego z widokami greckimi, wyspami tropikalnymi i misiami;)

W komputerowym pokoju jest ten z widokami Alaski, jaki otrzymaliśmy od rodziny stamtąd…

I oto znowu , tradycyjnie mam nadzieję, że Nowy Rok okaże się dla mnie łaskawszy. Że trochę rozpieści. Spełni jakieś marzenia. Nie poskąpi zdrowia. Że będzie szczęśliwy dla mnie i moich bliskich…

To niech się darzy!