halny warszawski…

…czyli wichury wczoraj w nocy i dziś…wczoraj autentycznie w nasze okna walił wiatr. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Zwiększone latającymi nad głową samolotami podchodzącymi do lądowania na Okęciu…latają tak zawsze, kiedy jest silny wiatr i coś tam nie tak jest z lądowaniem na lotnisku. Po katastrofie lotniczej, jakoś zwiększyło się to i tak nieprzyjemne uczucie. Pisałam już kiedyś o tym, że oczywiście wiedzieliśmy o tym, że co pewien czas latać nam nad głowami będą, ale co tu dużo kryć, nie polubiliśmy tego i nie przywykliśmy. W ogóle, to mam wrażenie, że nasze lotnisko, to co najmniej O’Hare, taka częstotliwość jest…Wiatr na pewno nie wspomógł mojego nastroju. Nie cierpię wiatru szczerze mówiąc, a odkąd kiedyś tam usłyszałam, że w czasie takiego silnego wiatru ludzie się wieszają, wiem, to bzdura, ale nic na to nie poradzę, że od tej chwili zawsze mam takie właśnie skojarzenie…
Na pociechę wyszłam z Empiku obładowana rozmaitościami, bo i do Vivy dodany był horror "Klucz do koszmaru", który właśnie oglądam, nabyłam też "PANIĄ", bo tam z kolei takie walentynkowe książkowe coś dodane, czyli "Listy Proroka", a z kolei do "Poradnika Domowego" dodana "Kuchnia erotyczna", też nabyłam, a co?:)
No i oczywiście najnowszy Harry Potter…mam zaczęte dwie książki, ale pewnie teraz poczytam Harrye’go;)
Oby jutro już wiatr się uspokoił!