Po mojej fazie na Afrykę ,jaką w największym nasileniu miałam na przełomie lat 2006 i 2007, zauważyłam, że teraz interesują mnie problemy społeczno kulturowe, ale z Afganistanu właśnie…Być może wpływ na to mają również wydarzenia chociażby związane z polskim wojskiem tam stacjonującym, a być może po prostu mam takie "fazy" filmowo-literackie. Tak, czy siak, "Księgarz z Kabulu" był wręcz obowiązkowym punktem w tym poznawaniu.
Książka, to efekt pobytu wiosną 38 letniej dziennikarki z Norwegii u jednej z rodzin w Kabulu. Konkretnie, u rodziny księgarza z Kabulu. Jak we wstępie do książki pisze autorka, rodzinę wybrała nie ze względu na jej reprezentatywność (na pewno nie jest to przeciętna afgańska rodzina, chociażby ze względu na fakt posiadania pieniędzy i wykształcenia), ale dlatego, że ją zainspirowała.
Seierstad wdziała więc na siebie afgańskie ubrania, które to nawiasem mówiąc oceniła jako bardzo wygodne, i zamieszkała wraz z rodziną Sułtana Chana w jego i tak zatłoczonym i niewielkim mieszkanku. Często wdziewała też na siebie burkę , chociażby po to, aby poczuć się tak, jak czują się w niej żyjące tam kobiety i trzeba przyznać, że dopiero jej opis we wstępie, pokazał mi dokładnie, jak niewygodny i uwłaczający godności kobiety jest ów kawał materiału.
Co mi się w tej ksiąźce podobało, to fakt, że rzeczywiście widać tu pióro dziennikarki, reporterki, a więc brak tu jej emocjonalnych wtrętów, naginania faktów do wygodnej w danym momencie fikcji literackiej, a właśnie jest to opisane konkretnie i przez to bardzo prawdziwie, bo takim okiem pozbawionym zbędnych emocji. A właśnie przez to książka staje się być bardzo prawdziwa i wiarygodna.
To książka niezwykła, bowiem autorce udało się w niej zamieścić bardzo dużo historii, obserwacji, losów ludzkich splatających się, jak nitki w materiale, a mimo to udało jej się uniknąć natłoku i zbędnych dodatków.
Nie ukrywam, że mnie osobiście najbardziej w książce interesowały losy kobiet (wiecie przecież, że ostatnio ten "temat kobiet" również zaprząta moją uwagę). Nie ukrywam też, że czytając ją musiałam wziąć pod uwagę, że nasza (czyli moja i ich) mentalność jest tak niesamowicie różna, że raczej punktów wspólnych będzie niewiele (co nie znaczy, że żadnych). No i dochodza uwarunkowania kulturowe.
Moje drogie, czytające to teraz panie, oprzyjcie się jeszcze wygodniej o oparcie krzesła komputerowego na biurku i pomyślcie, jak naprawdę szczęśliwe jesteście. Wykształciłyście się i to w większości przecież świetnie, właśnie dlatego, że nie przyszło nam żyć w kraju, w którym dziewczyna, kobieta jest mało znaczącym elementem rodziny, który przychodzi na świat tylko po to, aby zostać wydaną szybko za mąż, co równa się szybkiemu opuszczeniu rodzinnego domu i urodzeniu jak największej ilości synów (córki nie sprawiają radości). Możecie realizować się zawodowo, albo nie, ale wybór należy do Was, nie do waszych ojców, czy mężów, którzy po zamążpójściu , sprawują nad wami całkowitą kontrolę.
Spójrzcie więc na swoje obrączki ślubne, te błyszczące i te matowe, albo na fotografie waszych partnerów czy to na biurkach czy to w portmonetkach. I zastanówcie się, jak miłą świadomością jest fakt, że to my wybrałyśmy sobie tych a nie innych partnerów. I jeśli ci panowie nie okazują się ideałami, to ewentualne pretensje możemy mieć li i jedynie do siebie samych ale nie do ojców, braci, kuzynów i matek, które wydały nas za mąż w wieku lat piętnastu na przykład.
Krzepi, prawda?
Nie powiem, że ta książka pokazała mi coś, o czym bym nie wiedziała, bowiem w ten czy inny sposób kulturą muzułmańską się interesowałam już wcześniej. Nie zdziwiłam się opisom linczów na dziewczętach, których jedynym przewinieniem była rozmowa z nieznajomym mężczyzną…Nie zdziwiłam się , niestety, bowiem słyszałam o takich wypadkach, sytuacji, kiedy własna rodzina ZAMORDOWAŁA jedną z młodziutkich mężatek, o której poszła plotka, że spotyka się z kimś, a dowodem na jej niewierność okazały się mgliste opowieści policjantów i pozostawiony telefon komórkowy. Nie zdziwiłam się, ale nie powiem, żeby wciąż mnie to nie przerażało i nie ukazywało, jak inna jest to kultura i jak inne są wartości, którymi tam się ludzie posługują.
Bardzo smutno opisana jest tam sytuacja kobiet, które faktycznie nie mają żadnej, ale to żadnej możliwości decydowania o sobie samych, od narodzin aż do śmierci praktycznie.
Autorka starała się przedstawić sytuację obiektywnie i mam wrażenie, że jej się udało, za co ją podziwiam, wiem bowiem, że ja ów obiektywizm z pewnością bym utraciła pisząc potem swoje wspomnienia.
Dodam jeszcze, że po opisaniu afery ze stolarzem do końca znielubiłam głowę rodziny, owego tytułowego księgarza. Nie to, żebym darzyła do sympatią od początku książki, jednak po opisie sytuacji ze stolarzem odczułam do księgarza autentyczną nienawiść…
To książka, którą polecam wszystkim tym, którzy chcą zobaczyć, jak żyje się w kraju, w którym praktycznie od zawsze trwa wojna, w którym ludzie mimo wszystko starają się jakoś żyć, zawierać związki małżeńskie, zakładać rodziny, kształcić siebie i dzieci. To książka, którą polecam tym, którzy chcą, aby migawki w wiadomościach z Afganistanu, przestały być takie anonimowe i zdawkowe.