i uprzedzam od razu, pewnie wyjdzie mi długi…
Czy ja muszę mieć takie emocjonalne doznania, tak silne, od jakiegoś czasu? I to takie górki dołki? Chwilowo jestem w górce i wolałabym , żeby tak pozostało na dłużej…
Kolejny więc raz dam ujście swoim emocjom, które od wczoraj wieczorem, a praktycznie już nocy , we mnie siedzą.
Zacznę tak, że "odszczekuję" wszystko to, co ględziłam na naszą -klasę;)
Hehe, żartuję trochę. Dalej uważam, że to serwis pełen tych, którzy po czereśniacku chcą udowodnić, że im się teraz żyje bajecznie i, że w ogóle jest cool, a Nowak, co im w podstawówce dawał dzień w dzień fangę w nos, teraz może się bujać, i dalej wiem, że gdzieś tam miga twarz naszej świadkowej, o której zawsze, kiedy myślę, a fota to potwierdziła, przychodzi mi na myśl cytat z "Zawieście Czerwone Latarnie" (Chihiro, pewnie już się domyślasz), czyli "twarz Buddy a serce skorpiona"), ale…no właśnie.
Ale wczoraj odczułam chyba pierwszy raz pozytywny skutek tegoż serwisu. I to taki z niezłym fajerwerkiem…Otóż, ponieważ jak Wiecie, albo nie, w końcu sama się tam zarejestrowałam (tym samym wytrącam broń tym, którzy śmieli się ze mnie, że zaglądałam tam ze strony przyjaciółki), i od paru dni buszuję w poszukiwaniu bliższych czy dalszych znajomych. Na razie mam też dodanych trochę blogowiczów;) Tak, czy inaczej, znalazłszy na przykład mojego dentystę (przępiekny dom w miejscowości podwarszawskiej, czy to też dzięki mnie wybudowany? hehe), poszukałam ludzi, którzy kiedyś przewijali się w moim życiu bardziej na poważnie. I tak natrafiłam na koleżankę z bloku, tą samą, która z siostrą pożyczała mi sukienkę na studniówkę. Uważni czytelnicy moich wpisów , a szczególnie komentarzy, bo tam się to pojawiło, wiedzą, że właśnie opisywałam Mardze, jak to w tym momencie poczułam siłę kobiet, tego wsparcia bez żadnych oczekiwań na rewanż. Po prostu, takiego ludzkiego. Tropem znajomej podążyłam na stronę jej siostry, (w której wtedy, niestety sukienkę się nie wbiłam, bowiem była jeszcze szczuplejsza ode mnie, mimo, że i ja nie uważałam się za grubasa wtedy;), i oto nagle zdałam sobie sprawę, że ja ją znam. Nie, no, nie z przeszłości, to tak, ale że "znam" ją teraz, z …blogosfery……I tak oto okazało się, że ni mniej ni więcej, ale Gofer73 jest właśnie moją sąsiadką z bloku, osobą, z którą niejeden wieczór się przegadało…
Szok, szok, to jedyne, co mogłam wczoraj powiedzieć. Ja wiem, że świat jest mały, to takie truistyczne, no, ale właśnie, sprawdzające się…Świat jest mały i właśnie mogłam się o tym przekonać…
Wczoraj , nie powiem, popłynęło trochę łez, takich z emocji właśnie, kiedy przypomniałam sobie nasze rozmowy we trzy, kiedy to byłyśmy takie młode, takie pewne siebie, że świat za tę miłość, jaką go obdarzamy, zrewanżuje nam się tylko tym najlepszym…Po drodze nasze kontakty się urwały i nie wiem, jak im, mnie życie pokazało, że różnie tam z jego miłością do mnie…i że niekoniecznie da mi tylko to, co najlepsze, najfajniesze itd. Ale nieważne.
Wczorajszą sytuację odebrałam jako dobry znak…
To, że jakiś czas temu Gofer natrafiła na mój blog, nie wiedząc przecież, że to mój. Że dodała mnie do czytanych. Że ja dzięki statystykom (niech żyją statystyki!), zobaczyłam, że ktoś taki w ogóle do mnie zagląda…ciekawe, przypadek, zrządzenie losu? przeznaczenie, aby po latach spotkać się ponownie w zupełnie innym miejscu?
Bardzo ciekawa sprawa……..Jestem osobą, która wobec takich sytuacji, "znaków" nie przechodzi obojętnie…
I teraz tak od wczoraj tylko dumam, ileż też z osób, z którymi mijam się na necie, to jacyś mniej lub bardziej, ale znajomi…….
