Mówiłam, że to była mniam lektura? Uwielbiam książki, które czytam w sposób jakbym je jadła po dłuższej przerwie a więc wręcz łakomie, zachłystując się nimi! To właśnie jest jedna z nich.
Od razu uprzedzam, jak to u Stasiuka, żadnej akcji tu państwo nie znajdziecie. To nie książka z nie wiedzieć, jak wyśrubowaną fabułą i tajemniczymi postaciami;)
I dobrze…
To książka prawdziwa. Tak szczerze opisująca emocje, skryte pod słowami, pod opisami , których dokonuje autor, wreszcie pod tym, co wyłania się z jej na każdej niemal stronie, w głodzie podróży w zapomniane już części Europy.
"Jadąc do Babadag", to wspomnienia, refleksje z kilkudziesięciu podróży autora do krajów, a raczej inaczej, krain już zapomnianych. Stasiuk odwiedza nasz kraj, ale także Rumunię, Węgry, Ukrainę, Mołdawię, a wszystkie te kraje poznaje nie przez zwiedzanie ich stolic wraz z muzeami i tym, co jest eksponowane, a poprzez odwiedzanie ich jak najbardziej zdawałoby się zapomnianych miejsc.
Podróż Stasiuka opisana w książce, to nic innego, jak jeden wielki, wspaniały sen. Sen, który zapoczątkowany został przez jedno niepozorne zdjęcie, niewidomego skrzypka i jego małego towarzysza…Czy nikt z Was nigdy nie doznał czegoś w rodzaju nieznanego dotąd impulsu, który skłonił Was do działań , impulsu, który pojawił się właśnie pod wpływem obejrzenia jakiegoś zdjęcia, jakiegoś miejsca, usłyszenia jakiejś wypowiedzi?
I tak oto, zdjęcie daje początek poszukiwaniom i odkryciom, jakich podczas swoich podróży dokonuje autor. Nie odkrywa on żadnych skrytych przed oczami ludzi skarbów. Odkrywa on to, co wydaje się być pokryte kurzem z ubitych dróg, którymi się porusza. Odkrywa to, co wydając się być niezmienne, jednak powoli, pomału, odchodzi w niebyt…z tego doskonale zdaje sobie sprawę Stasiuk i to chce zachować w pamięci, w swojej głowie, pod postacią wyobrażeń i wspomnień.
Przechowuje on zdjęcia, na których nie ma ludzi, przechowuje on monety, jakby tymi sposobami chciał zachować od wiecznej niepamięci coś, co za czas jakiś zniknie z powierzchni ziemi.
Bardzo polecam!
Na zakończenie, tradycyjnie wypisuję parę zdań z mojej książki (Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2004).
"Znałem tę opwoieść, ale znów słuchałem z zapartym oddechem, bo jest coś pięknego w tym, że odjeżdżamy tak daleko od domu, a tak niewiele się zmienia".
"Być może wyrusza się w podróż po to, by nieść ocalenie faktom, by podtrzymywać ich wątły, jednorazowy błysk".
"Było tak pięknie, że zastanawiałem się, czy przypadkiem nie umarłem".
I moje ulubione zdanie na zakończenie cytatów:
"Zawsze wychodzę na idiotę, ponieważ jak zwykle wygrywa rzeczywistość".
