To druga książka, jaką w angielskim języku przeczytałam w czasie ostatnich trzech miesięcy. Tu okazało się to dla mnie dodatkowym wyzwaniem, bo nie wiedziałam, jak prozę Murakamiego będzie mi się czytać. O dziwo, okazało się, że dobrze i chyba uniknęłam jakichś większych pułapek językowych.
"Blind Willow, Sleeping Woman" okazało się zbiorem 26 opowiadań, z których większość mi się podobała. I tak oto znowu mamy do czynienia ze światem autora, który zwykłym zdawałoby się miejscom, ludziom, wydarzeniom, nadaje jakiś niesamowity klimat, aurę tajemniczości. Często odsłania to coś, co chowamy na dnie serca, czy duszy, nie chcąc tego czegoś w nas samych dopuścić do głosu.
Ukryte pragnienia, zapomniane lub może inaczej, zepchnięte w niepamięć wydarzenia, czy obietnice, a wszystko to zdarza się wydawałoby się zwykłym ludziom z sąsiedztwa. Czy to oznacza, że świat każdego z nas dla innych może z pozoru zwyczajny, posiada takie sekrety, tajemnicze wejścia, którymi tylko niektórzy mogą dostać się do naszej głębi? Hmmm…prawdopodobnie…
Opowiadań, jak wspomniałam, jest trochę. Kilka z nich zrobiły na mnie szczególne wrażenie, wynotuję Wam ich tytuły, może ktoś kto sięgnie po tę książkę też odniesie wrażenie, że owo opowiadanie z tych, czy innych przyczyn i jego dotknęło.
Opowiadanie, które najbardziej mi się podobało i które zapamiętam na zawsze, to "Birthday girl", zawierające "groźbę", tak, groźbę możliwości spełnienia się naszych marzeń. Jest to jakby ostrzeżenie, abyśmy z wypowiadaniem życzeń uważali, bo nie wiemy, kiedy się one spełnić mogą. A może ja je tak odebrałam? Kończy się owo opowiadanie zdaniem "But you had beter think about it carefully, my lovely young fairy, because I can grant you only one". In the darkness somewhere , an old man wearing a withered-leaf-coloured tie raises a finger. "Just one. You can’t change your mind afterwards and take it back".
Drugie opowiadanie, niby zwyczajne, a niezwyczajne, o odkryciu czegoś, co tkwi w nas samych, a do czego nie chcielibyśmy się przyznać, do owego drugiego ja? A jest to opowiadanie "The Mirror".
Jest również rewelacyjne opowiadanie o wyobcowaniu, o tym, jak możemy wplątać się w związek, w którym utkwimy, w którym nie ma już nic, oprócz "Bieguna Południowego"…a może to jednak tylko opowiadanie o Człowieku Lodu? Tytuł, to "The Ice Man"…
Parę innych tytułów, które z tych, czy innych przyczyn bardziej mnie przyciągnęły, to "Man-Eating Cats", "Nausea 1979", "The Seventh Man", "Firefly", "Chance Traveller", "Hanelei Bay", "Where I’am likely to find it", "A Shinagawa Monkey".
Podsumowując, ja czytając te opowiadania dałam się porwać literackiemu (czy na pewno tylko fikcyjnemu?) światu Murakamiego i miałam wielką przyjemność czytając je…Cóż mogę dodać oprócz tego, że polecam?
„Las Quarter Moon”, Chiara Civello.
Nie wiem, jak Wam, ale mnie zdarza się "przegapić" u siebie samej w domu dobrą książkę, czy płytę, którą na nowo "odkrywam" po jakimś czasie…Tak było zdecydowanie z Chiarą i tą jej płytą, którą owszem, słuchałam, ale wtedy może nie trafiła w mój odpowiedni czas, albo sama nie wiem,co…Natomiast odsłuchana niedawno, zdecydowanie wysunęła się na prowadzenie wieczorów zimowych…Hmmm…i w dodatku zachwyciła mnie naprawdę większość utwórów na niej…super. Jakoś do tej pory z włoskich piosenkarek liczyła się dla mnie tylko Laura Pausini, a od paru dni zdecydowanie nie tylko ona. Jak się cieszę, że znalazłam tę płytę, odsłuchałam jej i powracam do niej…
Mówię o tej płycie:
http://merlin.pl/frontend/browse/product/4,393810.html
