powiedział Bartek, że dziś Tłusty Czwartek;)

no, to ile pączusiów zostało wrąbanych przez szanownych państwa? Przyznawać się bez bicia;))
Ja właśnie pożeram trzeci. Ten jeden, jedyny dzień roku uważam, że liczenie kalorii powinno się rzucić w kąt:) Oczywiście, nie jem dwudziestu pączków, ale o tym, ile na tych trzech mi przybędzie, pomartwię się, jak Scarlett, czyli…jutro;))

„Harry Potter i Insygnia Śmierci”. J.K.Rowling.

Czyli cykl o młodym czarodzieju za mną.
Jak pisałam, niestety, ta książka mnie nie wciągnęła za bardzo. Wydała mi się w ogóle najmniej ciekawą, wbrew oczekiwaniom, z całego cyklu…Czytając ją odnosiłam wrażenie (mam nadzieję, że błędne), że autorka ma przyobiecaną kasę za daną ilość…Pewnie jestem jedną z nielicznych osób, które się tą książką nie zachwycą, ale cóż, to moje zdanie i takie właśnie je mam.
Przeczytałam ją dlatego, że chciałam już móc sobie powiedzieć, że ten cykl cały znam i wtedy sobie narzekać ewentualnie (wiecie, że nie znoszę, jak ktoś czy to nie znając książki, czy jakiegoś kraju, ocenia i wydaje prawdy oświecone na temat, ja więc staram się coś poznać, żeby móc opiniować). Teraz przejmie ją P., ciekawe, czy mu się spodoba. Jako, że w naszym domu miłośnikiem fantasy jest raczej On, ja zaś jeśli już, to od pewnego czasu (od czasu Lema konkretnie) zagustowałam raczej w sf, domyślam się, że P. może mieć na temat tej książki bardziej "ciepłą" opinię.

W ostatnim cyklu z serii o Harrym Potterze nie odwiedzimy już Hogwartu, a przynajmniej nie w celu podjęcia tam nauki.

Za to Harry i jego przyjaciele, Hermiona i Ron, będą się starali wypełnić misję, a raczej Harry będzie chciał wypełnić coś w rodzaju słownego testamentu pozostawionego mu przez Dumbledore’a, a przyjaciele, jak zawsze niezawodni, będą chcieli mu w tym pomóc. Jak się okazuje i co oczywiście łatwe było do przewidzenia, nie będzie im lekko.

Niestety, książka mnie zbyt wymęczyła, nawet, wynudziła nieco, jest według mnie zbyt długa. Czytając ją odnosiłam wrażenie, że gdyby autorka pokusiła się jednak o kontynuację cyklu, to następna część składałaby się już chyba z dwóch książek, bowiem jednej nie dałoby się już utrzymać w ręku, a tak naprawdę, treść równie dobrze można było zapisać w książce mniejszej o połowę…

Na biblionetce dostała ode mnie ocenę "dobra" głównie z sentymentu dla cyklu, który się kończy , ale uczucia na jej temat mam mocno mieszane.
Jednak wiem, że prawdziwch fanów Harryego to nie zniechęci i dobrze, niech każdy sam przekonuje się, jak mu się owo zakończenie cyklu spodoba.
Miłej lektury zatem!

Nie obrażaj krokodyla, zanim…

nie znajdziesz się na drugim brzegu. (przysłowie afrykańskie).

Czyli z cyklu przysłowia. Wiecie, albo i nie, że bardzo lubię przysłowia, można powiedzieć, że kolekcjonuję sobie przysłowia z innych krajów. I tak oto, natknęłam się na kolejną przydatną stronę z między innymi przysłowiami właśnie, którą polecę, może ktoś też sobie zajrzy. A jest to:


http://www.mysli.com.pl

co łączy Indie, Nagoję i Neapol?

Ano obecność (dzisiejsza) pocztówek z tych miejsc na świecie w mojej skrzynce pocztowej. Dziękuję baaardzo za pocztówkę z New Delhi, ukłon w stronę Aggny zasyłam, Ciekawej_swiata za super pocztówkę z picia herbaty i śliczny wachlarzyk, który wzbogaci moją kolekcję japońszczyzny, a Wildrose za uroczy nocny widok Neapolu! Ach, wszystkie te miejsca takie różne, a każde przecież na swój sposób nęci, kusi, zachęca do tego, aby kiedyś je zobaczyć!

W ogóle, to dzisiaj potwierdziła się nasza teoria, że pocztowcy nasi zbierają pocztę z kilku dni a może i tygodni i dostarczają hurtem jednego dnia, bowiem oprócz pocztówek były też rachunki, prenumerowane pismo, więc chyba jest, jak nam się wydaje. Najważniejsze, że doszły!

mam nadzieję, że ten tydzień…

…okaże się lepszy, niż miniony. Miniony, mimo dwóch pozytywnych akcentów z gabinetów lekarskich, okazał się generalnie nieprzyjemny i szczerze się cieszę, że się zakończył…
Zaczęłam "Harry’ego…", na razie szczerze mówiąc, jakoś specjalnie mnie nie "porwał"…może jeszcze tak się stanie a może się już nim znudziłam, nie wiem, zobaczę w dalszym czytaniu…
Odezwała się do mnie znajoma z klasy podstawówkowej, której zostawiłam wiadomość na nk. I bez nk po latach się spotkałyśmy, kiedy to 7 lat temu, zadzwoniła do mojej Mamy z prośbą o kontakt ze mną, bo chce się pożegnać przed wyjazdem do Stanów, emigrowała bowiem do Chicago. Pierwszy raz coś takiego mi się wtedy zdarzyło i nie powiem, że nie było mi miło…Spotkaliśmy się z nią więc, pogadaliśmy, powspominałyśmy dawne beztroskie czasy podstawówki, a potem też się jakoś kontakt urwał. Kiedy więc zobaczyłam ją na nk, skrobnęłam do niej email i odpisała mi dzisiaj. No i przyjęli mnie do grupy rodu, z którego się wywodzę, więc jestem cała happy;)

halny warszawski…

…czyli wichury wczoraj w nocy i dziś…wczoraj autentycznie w nasze okna walił wiatr. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Zwiększone latającymi nad głową samolotami podchodzącymi do lądowania na Okęciu…latają tak zawsze, kiedy jest silny wiatr i coś tam nie tak jest z lądowaniem na lotnisku. Po katastrofie lotniczej, jakoś zwiększyło się to i tak nieprzyjemne uczucie. Pisałam już kiedyś o tym, że oczywiście wiedzieliśmy o tym, że co pewien czas latać nam nad głowami będą, ale co tu dużo kryć, nie polubiliśmy tego i nie przywykliśmy. W ogóle, to mam wrażenie, że nasze lotnisko, to co najmniej O’Hare, taka częstotliwość jest…Wiatr na pewno nie wspomógł mojego nastroju. Nie cierpię wiatru szczerze mówiąc, a odkąd kiedyś tam usłyszałam, że w czasie takiego silnego wiatru ludzie się wieszają, wiem, to bzdura, ale nic na to nie poradzę, że od tej chwili zawsze mam takie właśnie skojarzenie…
Na pociechę wyszłam z Empiku obładowana rozmaitościami, bo i do Vivy dodany był horror "Klucz do koszmaru", który właśnie oglądam, nabyłam też "PANIĄ", bo tam z kolei takie walentynkowe książkowe coś dodane, czyli "Listy Proroka", a z kolei do "Poradnika Domowego" dodana "Kuchnia erotyczna", też nabyłam, a co?:)
No i oczywiście najnowszy Harry Potter…mam zaczęte dwie książki, ale pewnie teraz poczytam Harrye’go;)
Oby jutro już wiatr się uspokoił!

syndrom dziecka peerelu…

peerel, jaki był, większość z moich piszących w miarę pamięta. Owszem, ja też nie pamiętam wyraźnie tego, że na półkach niewiele było, chociaż jakieś tam strzępki wspomnień w pamięci są. Pamiętam kolejki i pamiętam, że faktycznie, jak już coś się wystało, to to był powód do dumy. I z dziecięcego punktu widzenia, pamiętam doskwierający mi brak słodyczy. Jako dzieciak byłam ewenementem zachwycającym znajomych, bowiem czekolady, które podsyłała ciotka ze Stanów mnie i swoim dzieciom , u tychże znikały jeszcze tego samego dnia w paszczy, ja zaś dzieliłam ją sobie na kosteczki i zjadałam ratami, przez całe tygodnie.
Ostatnio otrzymaliśmy piękny prezent, zaległy świąteczny. Kolorowe, tak zwane ekologiczne, ręcznie robione mydełka. Znajoma, która nam je przysłała to nawiasem mówiąc ta dziewczyna, o której już kiedyś pisałam, której mąż po urodzeniu się bliźniaków wymagających licznej i dość angażującej opieki medycznej odżeglował w tak zwaną inną bezpieczniejszą dla "biedaka" przystań u innej pani, gdzie nikt nie wymaga od niego odpowiedzialności i dzielności. Rzecz dzieje się w Stanach, więc na szczęście nasza znajoma radzi sobie pewnie i tak lepiej, niż radziłaby sobie w polskich realiach,no, ale to tytułem dygresji.
Tak więc, otrzymaliśmy od niej komplet kolorowych mydełek, w pięknej, ręcznie robionej skrzyneczce, z których to każde mydełko nosi inną obiecującą nazwę, jak Galapagos Green Tea, czy Nepali Natural i każde pachnie wprost obłędnie a sam cel sprzedaży jest szczytny, bowiem idzie na rzecz krajów mających problemy z wodą.
Wszystko pięknie, tylko kiedy tak siedziałam ostatnio nad tą skrzyneczką przeglądając owe mydełka (mieszczą się mniej wiecej w kobiecej dłoni) i wąchałam każde z nich z osobna zdałam sobie sprawę z faktu, że jeśli się zdecyduję na ich użycie, to będzie to z mojej strony okropne wyrzeczenie się. Nie, nie, od razu wyjaśniam. Myję się;)) mydło używam itd, ale…te są takie śliczne i  takie oryginalne, takie kolorowe…….
I tak mi ich szkoda zużyć! Powiedziałam do P. , że moim zdaniem cierpię na syndrom dziecka peerelu, kiedy to śliczne i funkcjonalne rzeczy były taką w Polsce rzadkością, że zdobycie ich graniczyło z takim cudem, że potem z kolei aż szkoda było używać.
I faktycznie, zauważyłam u siebie niechęć do spalenia świeczek w ładnym kształcie (i tak stoją i kurzą się na półce!), i właśnie takie dylematy przy ewentualnym użytkowaniu mydełek…w szafce już dawno przestały nadawać ładny zapach mydełka przywiezione z Grecji…
Tak naprawdę samą mnie to u mnie śmieszy i chętnie bym to zwalczyła, ale…jakoś nie mam pomysłu, jak;)

Berlin na pocztówkach…

…poczta dostarczyła od Engi, dziękuję, (tych z Indii ciągle niet, Aggna, ale uzbroiłam się w cierpliwość;). Na pocztówkach Berlin kusi. Kusi też w najnowszym numerze "Podróży", jakie zamiast "Voyage" dostarcza nam w prenumeracie biuro podróży. W Berlinie nie byłam, a to miasto, które "chodzi za mną" od jakiegoś czasu. Ze względu na muzea, na sklepy, na atmosferę, o której się nasłuchałam…W artykule w "Podróżach" zdjęcia współczesnego Berlina, P. tylko przecierał oczy ze zdumieniem, bowiem jego obraz tego miasta pochodzi sprzed dobrych kilku lat, a teraz podobno to plac budowy, na którym ciągle coś się dzieje.
Byliście w tym mieście? Jest godne polecenia? Chihiro, wydaje mi się, że najwięcej to Ty będziesz tu miała do napisania…