…nie znacie…czyli dzisiaj dostałam od Ekolozkii pocztówkę z wspaniałym dziedzińcem Collegium Maius UJ…Patrząc na nią , gdybyśmy nie wiedzieli, co to za miejsce, pewnie niejedna osoba pomyślałaby, że to jakaś zagranica, Anglia, albo Hiszpania…a to nasza Polska. Mamy tyle pięknych miejsc , czasem tak blisko, pod nosem…Czy doceniamy to? Czy umiemy się zachwycić? Sama lubię wyjeżdżać poza Polskę, ale z radością stwierdzam, że i u nas jest wiele naprawdę pięknych miejsc , którymi możemy się zachwycić i z przyjemnością zatrzymać je w kadrze…
żyjemy w kraju…
,w którym czasem zastanawiam się, jak spory procent ludzi kupuje sobie prawo jazdy. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że dla pewnych osób ustąpienie miejsca pieszym na przejściu dla nich nie oznacza faktu zatrzymania się??
I tak oto, kolejny kłopot, dziś rano P. miał niegroźną , na szczęście! (z jego kręgosłupem bardzo się tym zmartwiłam mimo wszystko) stłuczkę, kiedy zatrzymał się przepuścić pieszych a pan za nim najwyraźniej uznał, że po pieszych lepiej by po prostu przejechać i wjechał w bagażnik. "Fantastycznie!"…Nie można by lepiej;/ jestem wściekła na pana gapę, nie ma co. Pewnie również dlatego, że na Kabatach też u nas przejście przez ulicę stanowi wyzwanie w stylu hardorce reality show, czyli ilu osobom się uda i w jakim czasie przedostać się na drugą stronę.
Z drugiej strony, może ci, co nie zatrzymują się na widok pieszych, to doświadczeni wcześniej przez takich mądrych, co to właśnie wjeżdżali im w bagażniki?
Tak, czy siak, auto trzeba będzie znowu wieść do ubezpieczyciela na ustalenie szkód, potem znowu na ileś dni do warsztatu. "Super", naprawdę.
W sumie, najważniejsze, że skończyło się tylko na tym, ale , że kłopot teraz mamy, to inna sprawa…
A miał być wpis dekadzie, czyli o tym, że dziś mija równo 10 lat odkąd się z P. znamy…
Tiaaaa…
Jestem zła. Chwilowo naprawdę lepiej się do mnie nie odzywać.
