wczoraj zdarzyło…

…mi się coś interesującego. Mianowicie spotkałam w restauracji osobę, którą "znam", celowo w cudzysłowiu, bo na oczy się nie widziałyśmy, jedynie w sieci, na pewnym forum…Jako, że wymieniałyśmy zdjęcia, a i osoba jest bardzo charakterystyczna, od razu ją poznałam.I nie mogłam nie zareagować i przywitałam się.:) Obie byłyśmy tym niezwykłym spotkaniem zaskoczone, ale myślę, pozytywnie…Bardzo niezwykłe zdarzenie. Które przypomniało mi o tym, jak kiedyś w innej knajpce, włoskiej, jakaś dziewczyna wyraźnie pokazywała mnie swojemu chłopakowi i o mnie rozmawiała, a mnie przez cały obiad, który wtedy stawał mi w gradle, zastanawiałam się, czy ona zna mnie skądś, że tak mnie wytyka palcem czy też może kogoś jej przypominam, czy też jeszcze coś innego…

I czy na obchodach Święta Niepodległości zawsze jest taki dziki tłum narodu?
Bo chcieliśmy skupić się głównie na obejrzeniu parady (zapomnijcie, taki tłum;) i potem sprzętu wojskowego na Nowym Świecie. Dotarliśmy do Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie, mimo, że już było jak na Święto, dość późno, też niezły tłumek był…naród lubi świętować. Akurat w przypadku tego Święta , uważam, że dobrze…