czuję się rozpieszczona;))

totalnie i przez los (jednak doszły wszystkie przesyłki , na które czekałam!) i przez nadawców owych przesyłek. I tak, doszła zaległa przesyłka od Patekku z super magnesem na lodówkę;) następnie nastrojowa pocztówka od Spacerka z jej miastem, bardzo ładnie przedstawionym, list od penpal z Litwy, tej samej od pocztówki z Góry Krzyży, płyty , folder wystawy , list i trzy nagranki od Monoli (będziem słuchać i dawać znaki dymne, jak nam się podoba, ale na spokojnie chcemy wysłuchać;)), i niesamowita przesyłka od Engi, z licznymi (hurrrrraaaa! skaczę z radości) pocztówkami z Aten, mydełkiem, magnesem , który już zdobi lodówkę i uwaga, uwaga, super magnetyczną zakładką do książki z Aten! Piękna jest i będzie na pewno w użyciu!!! W dodatku kartki, pocztówki opisane przez Engę, co jak wcześniej pisałam do Dublinii, dodaje im smaczku.
Nadawcom wielkie dzięki i naprawdę, niech Wam los wynagrodzi, w czym tylko chcecie (wiadomo, każdemu brak czegoś tam innego)…
Chwilowo mam poczucie mnogości i nie mogę ogarnąć kilku stosików, które cieszą oko na stole w pokoju;)
I jeszcze małżeński dialog związany z przesyłkami, które zostały odebrane na poczcie przez P.
Ja, widząc, że ma masę paczek ze sobą, plus plecak z laptopem, jednym słowem sporo: "Co Ty tak dygasz wszystkiego?"
P: "Nie moja wina, że tyle Ci przysłali".
Ja:"Kto?"
P: "Wszyscy".
Ja: "Wszyscy?czyli kto?"
P" Ludwik Dorn, Pies Saba".

Kurtyna;)

blogi a aspekt edukacyjny;)

czyli robię Wam reklemę, darmową;))
A serio pisząc, tak sobie ostatnio pomyślałam, że blogi oprócz tego, że są po prostu ciekawą rozrywką, to niosą ze sobą jeszcze jedną funkcję, traktowaną w mniej lub bardziej poważny sposób, ale jednak. A mianowicie , edukacyjną.
A sprowokowały mnie do tych rozważań wpisy u Pyzy, o Davidzie Lachapellu http://www.latajacapyza.blox.pl

i u ShyJa, o niejakiem Banksy’m, adres jej bloga http://www.shyja.blog.onet.pl

Obie dziewczyny przybliżyły czytelnikom sylwetki na pewno bardzo nietuzinkowych i konkrowersyjnych artystów? hmm…oto jest pytanie…Tak, czy siak, przyznaję się, że obu panów nie znałam, a dzięki ich blogom poznałam, zaciekawiły mnie i voila, nowa wiedza zdobyta.
I nie tylko w ich blogach znalazłam ciekawe dla mnie nowinki i wzmianki o czymś, o czym nie słyszałam, a chętnie zapoznałam się…
Fajnie jest z Waszych blogów również czegoś się nauczyć…

„Rury”. Etgar Keret.

Przyznaję się, że to moje pierwsze literackie spotkanie z tym autorem. Ale coś zdecydowanie czuję, że nie ostatnie. Bardzo bowiem pozytywna ta znajomość literacka się okazała.

"Rury", to zbiór kilkudziesięciu opowiadań autora z Izraela. Właściwie powinnam napisać "opowiadanek", jako, że są one naprawdę krótkie. Zdarzyło się i takie na jedną stronę.
Jednak w tym przypadku, potwierdza się stare powiedzonko, że nie ilość a jakość, tu można by stwierdzić, że nie objętość a zawartość.

Nie jest mi łatwo powiedzieć, co tak naprawdę zachwyciło mnie w owych formach literackich. Na pewno styl, jakimi zostały napisane, problemy, często wydawało by się, że banalne, jakie porusza Keret, a które pod jego piórem przeobrażają się w niezwykłe sytuacje, na pewno specyficzne poczucie humoru.

Opowiadania są takie , nazwałabym to, "życiowe", czyli mamy wśród nich i takie, które rozbawią nas do łez (rewelacyjne opowiadanie "Szuni", o facecie, który po tym, jak odeszła od niego dziewczyna, zaczyna spotykać się z krasnoludkami), ale i takie, które skłaniają do refleksji lub do łez (chociażby "Julia").

Praktycznie każde z nich czymś zachwyca. Wydawałoby się, że wśród tak licznego zbioru, będzie można powiedzieć o pewnej nierówności , tu jednak każde z nich trzyma swój poziom, każde odkrywa przed nami swoją pointę czy też zwyczajnie, powoduje uruchomienie takich a nie innych emocji, całych ich wachlarz, od rozbawienia, poprzez śmiech , irytację, nawet złość…

Podczas lektury kołatała mi się wciąż jeszcze jedna myśli, a mianowicie, że jednak ludzie wychowani w sytuacji wojny, o wojnie w ten, czy inny sposób będą pisać. Konflikt izraelsko-palestyński przewija się w opowiadaniach bardzo widocznie i , co stanowi dla mnie pozytywne zaskoczenie, autorowi doskonale udało się uniknąć porównań czarno-biało i stanięcia po stronie jednej, konkretnej strony barykady. Wielka to umiejętność i z tego, co wiemy, mało przez ludzi wykorzystywana. Jednym słowem, obiektywizm wielkiego kalibru.

Ze zbioru opowiadań, które jak piszę, wszystkie w ten, czy inny sposób mi się podobały, podam kilka tytułów, które szczególnie czymś mnie zainteresowały, zachwyciły, rozbawiły, przyciągnęły do siebie.
Są to wspomniane wyżej opowiadanie "Szuni", "Kochi", "Julia", "Ja i Anette pierdolimy się w piekle", "Rachamim-Litość i człowiek od robaków-złośliwa opowieść", "Arkadij Hilve jedzie piątką", "Pisarska zawiść", "Tajemnicze zaginięcie Alona Szemesza", "Ja i Ludwig zabiajmy Hitlera bez powodu (albo wiosna berlińska)", "Wesołe kolory", "Katzenstein", tytułowe "Rury" i "Szalony klej"…

Tak naprawdę, jak już wyżej wspomniałam, wszystkie czymś mnie zainteresowały, ujęły…

Zdecydowanie jedne z lepszych opowiadań, jakie w ogóle zdarzyło mi się czytać a nazwisko autora zapisuję, żeby zapoznać się z czymś innym jego jeszcze.
Polecam!