…na tak zwane święte nigdy do przeczytania. Czyli w sumie , do nieprzeczytania.
Jakiś czas temu zrobiłam maluśki porządek na jednej z półek książkowych, a to dlatego, że chciałam wrócić do jednej z książek, które zaczęłam czytać,a nie dokończyłam. Jest to "Regulamin tłoczni win" Irvinga…Nie pamiętałam już, czemu książka powędrowała na półkę zaczęta ale nieskończona.
Postanowiłam dać jej drugą szansę. Czasem tak bowiem robię i w ten sposób po dwóch chyba latach raz jeszcze zmierzyłam się i to z sukcesem z "Miłością w czasach zarazy" Marqueza, która za tym drugim razem zachwyciła mnie totalnie.
Pomyślałam, że zobaczę, jak tam będzie z "Regulaminem…" no i niestety, już wiem, że to jednak będzie książka przeze mnie nieskończona. Pokonała mnie. Tematyka aborcji, w dodatku tak, a nie inaczej przedstawiona…nie, dziękuję, nie dla mnie to temat, nie mam ochoty. Do 107 strony mojego wydania przeczytałam o przedstawionych dość realistycznie trzech czy czterech zabiegach lub okolicznościach im towarzyszących i odkładając książkę bałam się autentycznie o to, co mi się będzie śniło w nocy.
Tak więc, z regulaminem pożegnam się ostatecznie…Cóż, bywa.
Nie mam wiele książek, które zaczęłam i nie dokończyłam ich lektury. Jedną z nich była "Pasja Życia", Stone’a, cudowna biografia Van Gogha. Cóż z tego, kiedy w miarę czytania odnosiłam wrażenie, że zaczynam szaleć podobnie, jak Van Gogh? Serio mówiąc, atmosfera narastającego szaleństwa działała na mnie tak przygnębiająco, że mimo, że bardzo chciałam ją skończyć, nie byłam w stanie.
A czy Wy macie dużo takich zaczętych kiedyś książek, które czekają na swoją drugą szansę bądź nigdy się jej nie doczekają??
Pomyślałam, że zobaczę, jak tam będzie z "Regulaminem…" no i niestety, już wiem, że to jednak będzie książka przeze mnie nieskończona. Pokonała mnie. Tematyka aborcji, w dodatku tak, a nie inaczej przedstawiona…nie, dziękuję, nie dla mnie to temat, nie mam ochoty. Do 107 strony mojego wydania przeczytałam o przedstawionych dość realistycznie trzech czy czterech zabiegach lub okolicznościach im towarzyszących i odkładając książkę bałam się autentycznie o to, co mi się będzie śniło w nocy.
Tak więc, z regulaminem pożegnam się ostatecznie…Cóż, bywa.
Nie mam wiele książek, które zaczęłam i nie dokończyłam ich lektury. Jedną z nich była "Pasja Życia", Stone’a, cudowna biografia Van Gogha. Cóż z tego, kiedy w miarę czytania odnosiłam wrażenie, że zaczynam szaleć podobnie, jak Van Gogh? Serio mówiąc, atmosfera narastającego szaleństwa działała na mnie tak przygnębiająco, że mimo, że bardzo chciałam ją skończyć, nie byłam w stanie.
A czy Wy macie dużo takich zaczętych kiedyś książek, które czekają na swoją drugą szansę bądź nigdy się jej nie doczekają??
