Taką sobie stworzyłyśmy z Judyttą nową , świecką tradycję (parafrazując tekst z Misia), że wysyłamy sobie książki. Zapoczątkowała to Judytta wysyłając mi "Rebeliantkę o zmarzniętych" stopach, ja podjęłam i…jest fajnie;) Myślę, że to dobry pomysł, bo w ten sposób wymieniamy się książkami nie czytanymi przez nas a w ten sposób też nie wydajemy pieniędzy na nowe pozycje książkowe.
Dzisiaj przyszła do mnie od niej książka "Krajobraz Miłości", Sally Beauman, a ja wysłałam jej kryminał (nie chcę pisać co, bo to ma być niespodzianka;)…
Podoba mi się ten pomysł…
nie cierpię jesieni i zimy…
nie cierpię tego ni to śniegu ni to deszczu ohydnego, zimnego, mokrego oblepiającego człowieka dokładnie i spływającego po twarzy , który własnie za oknem się rozszalał. Nie cierpię tego, że mimo, że zima w Polsce bywa z okrutną regularnością, to pierwsze poważne opady śniegu, zapowiadane oczywiście wcześniej przez meteorologów, zawsze zaskoczą drogowców.
Brrr….byle do wiosny! Jeszcze "tylko" cztery miesiące albo cztery i pół do w miarę ludzkich temperatur…
