Skończyłam…Czytałam ją , jak Wiecie w oryginale, ale i tak jak na pierwszą książkę czytaną w angielskim, uważam, że szybko się uwinęłam. Pewnie dlatego, że książka bardzo dobra.
Jak wspominałam, została ona wydana w Polsce i nosi tytuł "Bez mojej zgody".
Jednak uprzedzam. Ci, którzy mają ochotę na coś zabawnego, czy lekkiego, nie mają czego szukać sięgając po tę książkę. Zryczałam się przy niej na końcu, jak bóbr, niestety i to serio. Dawno tak się nad książką nie spłakałam……
Akcja książki zaczyna się w momencie, kiedy 13 letnia Anna decyduje się wytoczyć proces swoim rodzicom o uzyskanie niezależności medycznej (nie wiem, jak to prztłumaczyć.) Mówiąc po prostu, Anna chce, aby to ona mogła decydować o procedurach medycznych dokonywanych na jej ciele w przyszłości, a nie jej rodzice.
Życie Anny bowiem zostało zapoczątkowane w dość niezwykły sposób. Nie została ona poczęta z wielkiej miłości ani też nagłej namiętności, kiedy to człowiek musi a nie ma przy sobie zabezpieczenia na wypadek ciąży, nie została poczęta, bo ktoś wypił za dużo ani też dlatego, że ktoś spłodził dziecię podczas podróży poślubnej.
Nie. Życie Anny zostało zaplanowane i to dosłownie, począwszy od decyzji o jej narodzinach a skonczywszy na tym, że została ona poczęta w wyniku in vitro, aby stać się najdoskonalszym dawcą szpiku kostnego i organów dla jej o dwa lata starszej siostry, Kate.
Lata mijają, Anna oddała szpik kostny siostrze i przeszła kilka innych zabiegów, które miały uratować życie Kate. I nagle pewnego dnia dziewczyna nie wytrzymuje. Staje się to po tym, jak jej rodzice zwracają się do niej z prośbą o to, aby oddała starszej siostrze nerkę, bowiem nerki Kate zaczynają odmawiać posłuszeństwa…
Do procesu dochodzi a w międzyczasie dowiadujemy się poprzez opowieści postaci z książki, o przeszłości, o tym, jak doszło do samego procesu.
Książka ta stawia przed nami wiele rozmaitych pytań o to, co jest etyczne, a co nie. Co jest właściwe a co nie. I czy w każdej sytuacji umiemy w ogóle dać sobie odpowiedź na tak postawione pytania.
Książka dotyka problemu, czy można uciec się do metody sztucznego zapłodnienia modyfikowanego w ten sposób, aby stworzyć nowe życie mające być czymś w rodzaju żyjącego dawcy organów…
Książka dotyka też innej sprawy. Na ile rodzice chorego dziecka są w stanie zaniedbać dzieci zdrowe na korzyść tychże chorych. Czy jest możliwe dopilnowanie i wychowanie dzieci zdrowych, czy jednak uwaga skupia się głównie na tych chorych? I czy w ogóle jest możliwe utrzymanie w miarę możliwie sprawnie funkcjonującej w tej sytuacji rodziny?
Autorka według mnie utrzymała obiektywizm. Nie oceniała i nie stawiała gotowych tez, czy oskarżeń. Stworzyła sytuację bardzo możliwą do zaistnienia, tym bardziej, że proces o możliwość stworzenia dziecka do celów wspomożenia starszego rodzeństwa już gdzieś się podobno odbył.
Ta książka nie pokazuje świata czarno białego. I dobrze, bo on faktycznie nigdy takim nie jest.
Ta książka zmusza nas do zastanowienia się, ile człowiek jest w stanie zrobić, aby uratować kogoś, kogo bardzo kocha i bez kogo nie wyobraża sobie życia.
Tak naprawdę, to nie jest tylko książka o uzyskiwaniu przez Annę niezależności i swoistej suwerenności, a jest to książka o sile miłości, rodzicielskiej, siostrzanej, miłości w rodzinie…
I ta książka pokazuje, jak czasem z pozoru twarda, silna konstrukcja, narażona jest na upadek i zrujnowanie przez coś, co latami narasta by wreszcie pęknąć.
Mnie ta książka, mimo, że na pewno nie optymistyczna i nielekka, bardzo się podobała. Chcącym zmierzyć się niełatwymi sprawami, polecam…
Akcja książki zaczyna się w momencie, kiedy 13 letnia Anna decyduje się wytoczyć proces swoim rodzicom o uzyskanie niezależności medycznej (nie wiem, jak to prztłumaczyć.) Mówiąc po prostu, Anna chce, aby to ona mogła decydować o procedurach medycznych dokonywanych na jej ciele w przyszłości, a nie jej rodzice.
Życie Anny bowiem zostało zapoczątkowane w dość niezwykły sposób. Nie została ona poczęta z wielkiej miłości ani też nagłej namiętności, kiedy to człowiek musi a nie ma przy sobie zabezpieczenia na wypadek ciąży, nie została poczęta, bo ktoś wypił za dużo ani też dlatego, że ktoś spłodził dziecię podczas podróży poślubnej.
Nie. Życie Anny zostało zaplanowane i to dosłownie, począwszy od decyzji o jej narodzinach a skonczywszy na tym, że została ona poczęta w wyniku in vitro, aby stać się najdoskonalszym dawcą szpiku kostnego i organów dla jej o dwa lata starszej siostry, Kate.
Lata mijają, Anna oddała szpik kostny siostrze i przeszła kilka innych zabiegów, które miały uratować życie Kate. I nagle pewnego dnia dziewczyna nie wytrzymuje. Staje się to po tym, jak jej rodzice zwracają się do niej z prośbą o to, aby oddała starszej siostrze nerkę, bowiem nerki Kate zaczynają odmawiać posłuszeństwa…
Do procesu dochodzi a w międzyczasie dowiadujemy się poprzez opowieści postaci z książki, o przeszłości, o tym, jak doszło do samego procesu.
Książka ta stawia przed nami wiele rozmaitych pytań o to, co jest etyczne, a co nie. Co jest właściwe a co nie. I czy w każdej sytuacji umiemy w ogóle dać sobie odpowiedź na tak postawione pytania.
Książka dotyka problemu, czy można uciec się do metody sztucznego zapłodnienia modyfikowanego w ten sposób, aby stworzyć nowe życie mające być czymś w rodzaju żyjącego dawcy organów…
Książka dotyka też innej sprawy. Na ile rodzice chorego dziecka są w stanie zaniedbać dzieci zdrowe na korzyść tychże chorych. Czy jest możliwe dopilnowanie i wychowanie dzieci zdrowych, czy jednak uwaga skupia się głównie na tych chorych? I czy w ogóle jest możliwe utrzymanie w miarę możliwie sprawnie funkcjonującej w tej sytuacji rodziny?
Autorka według mnie utrzymała obiektywizm. Nie oceniała i nie stawiała gotowych tez, czy oskarżeń. Stworzyła sytuację bardzo możliwą do zaistnienia, tym bardziej, że proces o możliwość stworzenia dziecka do celów wspomożenia starszego rodzeństwa już gdzieś się podobno odbył.
Ta książka nie pokazuje świata czarno białego. I dobrze, bo on faktycznie nigdy takim nie jest.
Ta książka zmusza nas do zastanowienia się, ile człowiek jest w stanie zrobić, aby uratować kogoś, kogo bardzo kocha i bez kogo nie wyobraża sobie życia.
Tak naprawdę, to nie jest tylko książka o uzyskiwaniu przez Annę niezależności i swoistej suwerenności, a jest to książka o sile miłości, rodzicielskiej, siostrzanej, miłości w rodzinie…
I ta książka pokazuje, jak czasem z pozoru twarda, silna konstrukcja, narażona jest na upadek i zrujnowanie przez coś, co latami narasta by wreszcie pęknąć.
Mnie ta książka, mimo, że na pewno nie optymistyczna i nielekka, bardzo się podobała. Chcącym zmierzyć się niełatwymi sprawami, polecam…
