to moja ukochana uliczka na świecie…Tak, podróżowałam wiele i wiele urokliwych uliczek widziałam a ta zawsze na myśl mi przychodzi, kiedy myślę o Gdańsku moim ukochanym. I wczoraj otrzymałam piękną pocztówkę z tą uliczką właśnie…W sepii…bardzo nastrojową.
Niesamowite ujęcie. Niezwykłe jest to, jak wielkim talentem jest talent fotograficzny, który pozwala fotografującemu z pozoru zwykłe miejsce czy rzecz przedstawić o wiele, wiele bardziej nastrojowe i urokliwe…
Spacerku, wielkie, wielkie dzięki;)
„Fado”. Andrzej Stasiuk.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Stasiuka, ale jestem przekonana, że nie ostatnie…Książka wciągnęła mnie bardzo. Jej klimat, styl, nieco przypominał mi (nie wiem, czy słusznie) "Lapidaria" Kapuścińskiego…Trochę podobny styl patrzenia na świat, na ludzi. Także chyba podobne u obu panów, spojrzenie i zainteresowanie się marginesem, czymś, co jest w świecie spychane na bok, jako za mało popularne, za mało spektakularne.
Tytuł początkowo wydał mi się dziwaczny. Przypomnijmy bowiem, cóż to jest Fado. http://pl.wikipedia.org/wiki/Fado
Jednak w miarę czytania "Fado" zrozumiałam, że dla tej książki autor nie mógł wymyśleć lepszego tytułu.
Książka bowiem przypominała mi bowiem owe tęskne pieśni Fado, jakie przecież mogliśmy wysłuchać na żywo w Lizbonie czy też na koncercie Misi w Polsce…Pieśni, które niosą ze sobą saudade, tęsknotę za czymś, co było, minęło , często nie wróci, ale co nas ukształtowało. Bez czego nie można by żyć. Bo na przeszłość swą uwagę zwraca Stasiuk, chociażby pisząc "Pamięć jest niepodległa. Wyrzec się pamięci o sobie samym, to mentalne samobójstwo". I także "Amnezja jest formą pogardy dla samego siebie".
Jako, że i ja należę do osób, dla których wspomnienia są ważne, osobą, która wie, że przeszłość, jaka by ona nie była, jest dla niej ważna, książkę tę odebrałam bardzo osobiście, bardzo mnie te jego słowa, które gdzieś tam w mojej głowie do tej pory się kryły, dotknęły i w jakiś sposób wzruszyły.
Sądzę, że nie jest to książka dla każdego. Na pewno nie dla kogoś, kto w danej chwili potrzebuje beletrystyki, czy sensacji. Ot, taki zbiór myśli, przemyśleń, bardzo wielu osobistych wspomnień.
Mnie się bardzo spodobał i nabrałam chęci na poznanie chyba najbardziej znanej książki Stasiuka, a przynajmniej tej, o której słyszałam wiele, a mianowicie "Jadąc do Babadag"…
Szukającym spokoju i mądrej refleksji mogę śmiało polecić.
jeszcze raz dziękuję…
Wam wszystkim za ciepłe, serdeczne słowa.
Co do samej Rocznicy, to wyszliśmy z domu.
Mieliśmy w planach włoską knajpkę na Kabatach, specjalnie w poniedziałek poszliśmy zarezerwować konkretny stolik, jedyny, przy którym, kiedy jest włączona klima w lokalu (a w lecie włączali ją niestety dość mocno, nie wiem, jak teraz, ale mam uraz) nie wieje i nie zawiewa. Co przy tym, jak ja się od klimy już kiedyś zaziębiłam a P. ma te kłopoty z plecami, nie było bez znaczenia.
I nie wiem, jak to jest, że nam się zawsze taki zdolny inaczej ktoś trafi. W poniedziałek o tej porze były dwa stoliki zajęte, ten "nasz" wolny, a wczoraj, jak podeszliśmy, prawie cała knajpka zajęta i oczywiście ten, który zarezerwowaliśmy…zajęty. Okazało się, przynajmniej tak powiedziała obsługa, że kolega źle zapisał. Czemu jak mu powiedzieliśmy następny dzień, zapisał na 30? Może zrozumiał następny tydzień? nie wiem. Fakt, faktem, że stolika nie było, a sprawdzać, jak nas klima owieje ochoty nie mieliśmy. Na szczęście na Kabatach jest teraz małe zagłębie restauracyjne, co uratowało sytuację i poszliśmy sobie do innej restauracyjki, w której nie dość, że w sali dla niepalących , było mało osób, to jeszcze zjedliśmy dobre dania i wieczór przebiegł sympatycznie.
Wracaliśmy do domu w rześkim powietrzu wieczornym i zawarliśmy całkiem przypadkowo nową przyjaźń;) otóż nagle na nasz widok mała biała kula zaczęła wykonywać nieskoordynowane ruchy, które wyraźnie prowadziły do tego, żeby się z nami wymiziać!
A był to przedstawiciel tej rasy:
http://pl.wikipedia.org/wiki/West_Highland_White_Terrier
Na zdjęciu dorosły osobnik, nas zaczepił 10 miesięczny. Wiem, bo najpierw wypytałam panią, czy można pogłaskać pieska, a dowiedziawszy się, że oczywiście , zaczęliśmy się z nim bawić. Muszę uczciwie przyznać, że piesek zdecydowanie bardziej ukochał sobie na tę chwilę zabawy P. Kleił się do niego, jak nie wiem, co. Otrzymał solidną porcję pieszczot, jak drapanie za uszkiem, pod bródką i na brzuszku;)) słodziak był (piesek;).
Mnie na pociechę, że niezbyt się mną zainteresował, jak już zwrócił uwagę na mą postać , piesio na pociechę oparł się o kolana, spojrzał w oczy i wylizał rękę.Ciekawe, jakie wcześniej truchło na osiedlowym trawniku wylizywał z zapałem hehe;))
Bardzo fajny piesek i taki towarzyski. Sądzę, że jest szansa spotykać go podczas naszych spacerów, coś czuję, że mamy na osiedlu nowego przyjaciela...
