pewien premier…

…mało fajny zresztą, powiedział kiedyś, że "prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy"…wulgarnie to wtedy zabrzmiało i mało elegancko, ale patrząc na wywiad z Jarosławem Kaczyńskim właśnie dopiero co, to powiedzenie cisnęło mi się na usta.

Cóż, nie wszyscy umieją przegrywać. Ja zwracam na to uwagę, jak ludzie przegrywają. Po tym poznaje się klasę człowieka.

radość;)))))

popłakałam się z radości. Tak.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy dzisiaj poszliście na wybory i zachowaliście się odpowiedzialnie…pokazując, że los Polski nie jest Wam obojętny.

Dziękuję Polonii, która ruszyła tak tłumnie do urn i stała godzinami często, aby oddać swój głos.
Pokazaliście, że gdzieś tam, na obczyźnie, myślicie tu o nas.

Oby wyniki pozostały przynajmniej tak świetne, jak teraz a nawet lepsze:)
I do zobaczenia w spokojniejszej, mniej brutalnej Polsce!
Jutro? jutro będzie lepiej.

„Stacja Cold Flat Junction”. Martha Grimes.

Jest to druga część z trylogii o dwunastoletniej (prawie trzynastoletniej;) Emmie, małej samorodnej detektyw, z totalnie zapyziałej prowincji Stanów Zjednoczonych, mieszkającej w mieścinie o nazwie Spirit Lake.
Emma w pierwszej części, noszącej tytuł "Hotel Paradise" zaczęła prywatne śledztwo dotyczące morderstwa popełnionego na córce Bena Queen’a, Fern. Ben wyszedł właśnie dopiero co z więzienia, gdzie odsiadywał karę za zamordowanie swej żony.
Emma twierdzi, że nie on jest sprawcą mordów i chce dowiedzieć się, kto tak naprawdę stoi za tą zbrodnią…
Mało tego, przy okazji morderstwa Fern, Emma dowiaduje się o tajemniczej śmierci małej dziewczynki, jaka miała miejsce 40 lat temu…
I również tą zbrodnią zajmie się mała detektyw.
Powiem, a raczej napiszę tak: pierwsza część trylogii mnie wynudziła. Wątek kryminalny zdawał mi się tam na marginesie, podczas, kiedy autorka skupiała się raczej na opisie społeczności. I jest tak, że dalej , w drugiej części wątek kryminalny toczy się niespiesznie, a autorka skupiła się raczej na opisie obyczajowości prowincji. Tylko po drodze mnie się zmieniła koncepcja i teraz właśnie bardzo chętnie przeczytałam tą książkę, jako, że wspaniale odnosiła się do mojej potrzeby poznania amerykańskiej prowincji.
Mały cytat:
"Cold Flat Junction. To jedna z tych miejscowości, na których widok człowiek wyglądający z okna pociągu myśli :"Boże, dzięki Ci, że tu nie mieszkam, cóż to za nudne miasteczko, cóż za pustkowie". Bo to jest pustkowie i może nawet czasami nudne, ale moim zdaniem ten, kto je omija, popełnia błąd; powinien wysiąść z pociągu i zostać na chwilę, tak jak ja zostałam"

I tak jest. Emma krąży po najbliższej okolicy, swojej mieścinie ale i sąsiedniej Cold Flat Junction, dokąd już w pierwszej części skierowała swe kroki, krąży i prowadzi swoje śledztwo.

W tym wszystkim podoba mi się sposób prowadzenia narracji w pierwszej osobie. Autorce , według mnie, oczywiście, udało się wspaniale oddać sposób myślenia inteligentnej i wrażliwej młodziutkiej Emmy. Dziewczynki, opuszczonej przez najbliższych, opuszczonej  przez matkę, która kompletnie nie zwraca uwagi na swoje dzieci, brata, który nie ma z siostrą żadnej praktycznie więzi. Dziewczynki, której jedynymi bliskimi wydają się niektórzy mieszkańcy jej miejscowości.

Książka podobała mi się, bowiem spełniła moje oczekiwania względem poznania zapomnianej przez świat i ludzi prowincji amerykańskiej, a poza tym, wątek kryminalny, mimo, że dalej się wlokący, jednak zaczyna się powoli rozwiązywać, więc na pewno przeczytam i trzecią część książki.

Nie wiem, czy miłośnikom klasycznego kryminały mogę polecić, ale mnie ta część druga podobała się bardziej, niż pierwsza, którą jednak warto przeczytać wcześniej, bo jednak jest to kontynuacja.

Ankieta na niedzielę;)

Czyli dziś pytanie z cyklu, jaki macie sygnał w telefonie komórkowym? To znaczy, co Wam dzwoni, kiedy ktoś do was się odzywa.
U mnie w starej Nokusi miałam przyszykowane kilka utwórów dla różnej grupy osób.
W nowej Nokusi, którą cieszę się od kilku miesięcy (jednak z Samsungiem się nie polubiliśmy) , mam też takie możliwości i powinnam albo coś sobie wgrać albo wybrać z tego, co dali, ale nie mogę, bo uzależniłam się od jednego sygnału, Safari się to nazywa i dosłownie muszę się bić po łapach, żeby odebrać, jak ktoś dzwoni, tak mi się podoba. Nie jest zbyt praktyczny, bo trochę trudno go słyszeć, kiedy hałas w tle, ale autentycznie przenosi mnie w afrykańskie klimaty podróży i …no właśnie;)
A Wy? Macie jakieś ulubione dzwonki? Wgrywacie sobie coś sami? Czy też macie w nosie tego typu gadżety?

czy tyle nas wyemigrowało?

Czy też po prostu Polonia, jak zawsze zawstydzi Polaków w kraju?
Tak sobie to czytam i zastanawiam się, jak to jest, że w USA było około 80% głosujących, a w Polsce, jak ostatnio wyczytałam na gazecie, do godziny 16.30 tylko 35.8%……tak się zastanawiam, że Polacy ciągle nie dorośli do demokracji, jak słowo daję.
Nawiasem mówiąc, na Kabatach, a naszym lokalu, gdzie głosowaliśmy około 15.35 , po cudownym spacerze do lasu, zauważyłam, jak zawsze, niezły tłumek głosujących, jak zawsze z dziećmi (brawo, rodzice, w ten sposób uczycie dzieci właściwej postawy obywatelskiej, niech się wdrażają od małego w to, że na głosowanie się IDZIE a nie olewa a potem narzeka).
A artykuł, o który mi chodzi jest tu:

http://wiadomosci.onet.pl/1627286,11,item.html