Caroline Graham, „Duch w machinie”.

Czyli, według mnie, oczywiście, najlepszy, z wydanych do tej pory w Polsce, kryminałów Caroline Graham.
Dosłownie nie mogłam się od niego oderwać!
Wciągnął mnie intrygą, portretami rozmaitych postaci, jak zawsze ciekawym opisem prowincji (angielską zaciekawiłam się podobnie, jak tą amerykańską), wciągnął i nie chciał puścić.
Książka ma te parę stron, dlatego trochę się ją czyta, ale jest to w tym przypadku zdecydowanie na jej plus.

Zaczyna się może banalnie. Mallory Lawson zostaje spadkobiercą zmarłej ciotki. W testamencie hojna ciotunia zostawia jemu ni mniej ni więcej, ale dom na wsi. Czy może być coś bardziej kuszącego? Szczególnie, iż Mallory jest ostatnio sfrustrowany i zmęczony swoim dotychczasowym życiem, przechodzi coś w rodzaju kryzysu. W danej chwili nic lepszego nie mogło się mu przydarzyć!
Jego żona z radością przystaje na propozycję wyniesienia się z Londynu, jako, że dorosła córka Polly opuściła już domowe pielesze a sama Kate marzy o otwarciu wreszcie własnego interesu, chce założyć małe wydawnictwo.

Wygląda na to, że życie Lawsonów zmieni się na korzyść. Ponadto są oni zaprzyjaźnieni z mieszkającą z ciotką i mającą pozostać na terenie posiadłości Benny i przyjacielem Benny, Dennisem.

Ma on nietypowe hobby, jakim jest kolekcjonowanie machin wojennych, które trzyma na terenie swojej posiadłości…I właśnie jedna z owych machin stanie się zaczątkiem tragedii.

Oprócz tego mamy tu wspaniałą galerię rozmaitych postaci. Są więc więksi i mniejsi życiowi nieudacznicy, ale i ci, których los nagle postanowił rozpieścić i po latach trudu pomóc im. Jest sympatyczna Karen, córka bardzo niesympatycznej matki, Avy, która jest medium występującym na spotkaniach Kościoła Bliskich na Wyciągnięcie Ręki…Jest Roy, który również budził moją sympatię.
Jest, jak w życiu, słodko gorzko, trochę dobra i trochę zła. Jak w życiu.

Książka ujawnia sekrety i tajemnice dosłownie do ostatnich jej stron, odwraca sytuacje i sprawia, że to, co uważaliśmy za oczywiste, zupełnie takim nie jest.
A stąd, blisko już do stwierdzenia przeze mnie, iż jest to jeden z lepszych kryminałów, jakie ostatnio czytałam.
Polecam!