O Murakamim jest wiele różnych opinii. Często spotykam się z dość negatywnymi, oskarżającymi autora o powtarzalność głównego bohatera (co nie jest prawdą, trzeba poczytać jego opowiadania albo właśnie "Po zmierzchu" czy , rzadko kiedy w Polsce wspominanej, czyżby przez skomplikowany tytuł "Koniec świata i Hard-Boiled wonderland), o to, że "we wszystkich książkach występuje ten sam bohater itd". Na szczęście , ja pisząc o książce nie muszę się stresować. Nie jestem krytykiem literackim a na swoim blogu wyrażam jedynie subiektywną opinię na ten czy ów temat.
Dzisiaj o "Po zmierzchu" Murakamiego, na którą to książkę wyczekałam się od…kwietnia, kiedy po raz pierwszy wyczytałam, że ma się następna książka jego ukazać. Nie zawiodłam się…
"Po zmierzchu" nosi tytuł, który od razu narzuca mi pewne skojarzenie…Wiecie, "kiedy rozum śpi, budzą się potwory" itd…Po zmierzchu bowiem kończy się jakiś czas a zaczyna inny, w którym to, co za dnia nie mogło wyjść na światło dzienne powoli zaczyna wypełzać na powierzchnię. I to właśnie po zmierzchu w naszych umysłach pojawiają się te a nie inne myśli, po zmierzchu miasto zmienia swe oblicze i z przyjaznego staje się bardziej tajemnicze i niekiedy drapieżne, po zmierzchu pewne sprawy wbrew logice stają się zdawać bardziej wyraziste i jasne, bo bardziej bolesne.
Tym razem zabrakło tak krytykowanego przez niektórych bohatera głównego a pojawiło się ich kilkoro. I tak w pewnej chwili splątane zostają losy kilku osób, dla których noc jest bezsenna, a mianowicie studentki Mari władającej językiem chińskim, której siostra zapadła w nietypową śpiączkę, również losy muzyka studenta Takahashiego, byłej zapaśniczki Kaoru, która prowadzi love hotel i pobitej przez brutalnego klienta chińskiej prostytutki.
Nie umiem opowiadać o książkach Murakamiego. Nie umiem wyjaśnić, co dokładnie mnie w nim zachwyca do tego stopnia. To jak z miłością. Kiedy ktoś pyta się nas, dlaczego kogoś kochamy, właściwie nie bardzo umiemy to zwerbalizować. Ja uwielbiam jego książki, co zawsze podkreślam za to, że odnoszę wrażenie, że bardzo dużo jego myśli , refleksji, to moje własne, które on zdaje się wyjmować z mojej głowy i przenosić je na papier…
To na zakończenie tej refleksjo-recenzyjki, parę zdań z książki. Dla porządku dodam, że ukazała się ona właśnie niedawno, w 2007, w wydawnictwie MUZA.
******************
"(…) i nagle ogarnęło mnie przygnębienie. Jak to określić? Poczułem się tak, jakby na całym świecie spadło napięcie. Wszystko stało się o stopień ciemniejsze, o stopień chłodniejsze". str.100.
"Gdybyśmy się spotkały w innym miejscu, w innym czasie, myślę, że na pewno byśmy się zaprzyjaźniły. Zwykle nie odczuwam tego w stosunku do ludzi. A raczej nie zwykle, tylko n i g d y". str. 131/132.
"I chociaż widziałyśmy się tak krótko i prawie nie rozmawiałyśmy, mam teraz niejasne wrażenie, że ona we mnie zamieszkała. Jakby stała się częściąmnie. Nie bardzo potrafię to wyrazić". str. 132
"(…) zdaje się nam zwykle, że mamy solidny grunt pod nogami, ale coś niewielkiego może spowodować, że spadniemy aż na sam dół. I jak się raz spadnie, to koniec. Już się nie da wrócić. Pozostaje tylko żyć samotnie w tym mrocznym świecie na dole". str. 159
**********************
Tym, których zachęciłam do lektury życzę dobrego czytania…
„Telefon”, reż. Byeong-ki Ahn.
Już myślałam, że na poprzedniej serii filmów "Horrory Świata" się skończy moje poznawanie ich a tu w sobotę miła niespodzianka w Empiku. P. wypatrzył mi, że zaczęli drugi sezon, czyli kontynuację i hurrra, przejrzałam zapowiadane tytuły, wygląda na to, że większość, to horrory Wschodu, czyli takie, jakie lubię! Super. Nie epatujące krwią i obrzydlistwem amerykańskie teksańskie piły (chociaż akurat "Krzyk" czy "Koszmar minionego lata" albo "Blair Witch Project" mi się podobały) ale straszący głównie atmosferą i tym, czego zaczynamy się domyślać filmy.
Tym razem obejrzeliśmy "Telefon", który, muszę przyznać, jest jednym z lepszych horrorów wschodnich, jakie widziałam. Obiektywnie bowiem przyznaję, że nie wszystkie podobały mi się tak samo, a ten i owszem.
Główną bohaterką jest dziennikarka Ji-won, która pisze artykuł na temat przestępstw seksualnych , narażając się komuś w ten sposób i otrzymując przedziwne telefony o rozmaitych porach dnia i nocy.
Aby temu zapobiec, pozbywa się swego telefonu i nabywa nowy telefon. Od tego momentu zaczyna się już na całego, a ściśle mówiąc, kiedy przedziwny telefon odbiera ukochana córeczka najlepszej przyjaciółki Ji-won.
Akcja zaczyna nabierać tempa, zaczynają wychodzić na jaw przeróżne tajemnice i sekrety skrywane miesiącami…
Film trzyma w napięciu i sądzę, że miłośników horrorów nie zawiedzie. Mogę śmiało polecić.
