Czyli, kolejny dobry dokument, jaki udało nam się obejrzeć. Dokument leciał na dwójce w późnych godzinach nocnych w czwartek, więc nagraliśmy i zobaczyliśmy wczoraj. No i naprawdę , nie mogliśmy się oderwać.
Został on wyprodukowany przez BBC i pokazywał kilka kobiet, które udały się do lekarza, który prowadzi badania nad tym syndromem, zdiagnozował go i tak właśnie nazwał. Sprawa dotyczy japońskich kobiet, które po całych dziesiątkach lat, kiedy są praktycznie same, gdyż oddani pracy mężowie w firmie spędzają każdy wolny czas (wliczamy w owo oddanie firmie wieczorne kolacje z kolegami z pracy, po których do domu dociera się późną nocą) zaczynają chorować w momencie, kiedy ich mężowie przechodzą na zasłużoną emeryturę.
Niektóre z nich nie wyobrażają sobie owego powrotu męża do domu do tego stopnia, że namawiają ich na przedłużenie czasu pracy albo właśnie zapadają na rozmaite choroby, których podłoże ma właśnie tło nerwowe. Jednym słowem, myśli o mężu w domu powoduje u nich nerwice natręctw czy też inne choroby…smutne to.
Pokazali kilka par, każda inna. W jednej mężczyzna wydawał się nie do końca rozumieć, o co chodzi, ale przynajmniej trochę próbował sytuację zmienić i polepszyć, szczególnie, od kiedy dowiedział się, że jego żona była tak zdesperowana, że zamierzała popełnić samobójstwo.
Drugi z nich był bardzo otwarty na współpracę i pomoc i stosował się do rad zalecanych przez terapeutę i , przyznam się, ten wzbudził we mnie najwięcej sympatii.
Trzeci zaś nie. Był to facet, który olał sprawę. Kupił sobie domek pod górą Fuji i stwierdził, że wynosi się tam. Mimo, że podobno w tej grupie wiekowej rozwody są w Japonii wciąż źle widziane, ich sytuacja nie różniła się w mojej opinii od sytuacji rozwodników, bowiem ich życie przestało mieć jakiekolwiek punkty wspólne, on w tym domku, ona w ich starym domu czy mieszkaniu w mieście.
Ten wyglądał mi na takiego, którego sytuacja wręcz cieszy, który sam chętnie uniknął dalszego życia z żoną.
Nawet mój Mąż oglądał ze mną ten dokument, mimo, że w planach miał ciekawą książkę, ale jak sam powiedział, nie był w stanie czytać, tak go to zainteresowało. Dokument bowiem był ciekawy.
Najlepsze jest, że nie można zwalać winy na tych mężów, nie, nie. To byłoby za proste.
Cała sytuacja w Japonii jest po prostu na tyle , dla nas, dziwna i skomplikowana, że prowadzi do powstawania właśnie owej sytuacji i wystąpienia "syndromu męża na emeryturze".
Kiedy bowiem ich europejscy rówieśnicy spędzali wolny czas w swoim małżeństwie, wychowując wspólnie dzieci, czy wyjeżdżając na wakacje, czy też spędzając czas ze znajomymi, tu praktycznie to nie istniało. Mąż w Japonii zarabiał na rodzinę, a więc oddawał się firmie a żona zostawała w domu, wychowywała dzieci, otrzymywała pieniądze, którymi rozporządzała. Nie widywała jednak zbyt często swojego męża, co doprowadzało, że poślubiony facet (często o czym autorzy filmu nie wspomnieli, są to zaaranżowane śluby) stawał się jej bardziej obcy, niż sprzedawca marchewki czy jabłek na rynku, na którym codzień robi zakupy.
Poza tym, popatrzyliśmy na nich ze smutkiem…Obserwujemy emerytów z różnych stron świata na naszych wyjazdach i widać, że ci ludzie w większości przypadków lubią się, lubią ze sobą przebywać, lubią spędzać ze sobą czas. Ale może właśnie dlatego, że i wcześniej mieli ów wspólny czas , jak również może czasem są dla siebie kolejnymi partnerami, po rozwodach właśnie…
Tak więc uwarunkowania narzucone z góry (czy mogę nazwać je uwarunkowaniami kulturowymi?? antropologicznymi??) doprowadzają w Japonii do wytworzenia się takiej sytuacji, która z kolei u niektórych powoduje ów syndrom.
Co ciekawe, powiedzieli na końcu, że w niedalekiej przyszłości ma zmienić się prawo rozwodowe i żony będą otrzymywały sporą część mężowskiej emerytury, nawet w przypadku rozwodu i przewidują, że wtedy jednak sądy zaczną mieć sporo pracy.
Jak będzie? Czas pokaże…
Dokument naprawdę był ciekawy i poruszający. Dobrze, że mogłam go obejrzeć.
