„Bar McCarthy’ego”. Pete McCarthy.

Właściwie dla porządku odnotowana książka, bo zachwycałam się nią we wcześniejszym wpisie. Hucznie polecam tym, którzy mają ochotę książkowo przewędrować rozmaite zakątki pięknego, zielonego tajemniczego wciąż lądu, jakim jest Irlandia.
Książka nie dość, że zajmująca, bo o ciekawej podróży, to jeszcze okraszona fantastycznym poczuciem humoru. Nie do czytania na nudnym wykładzie, czy zebraniu z przynudzającym szefem, jako, że niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane;)
Polecam!

nie chcę pokusić się o…

wnioski, bowiem mam wrażenie, że mogłabym trącić dramatycznym tonem w stylu "historia ostrzega – w każdym z nas tkwi potwór"…żeby nie polecieć w bardziej hardcorowe "i ty możesz stać się bestią"…dlatego , tylko polecam link do artykułu w Gazecie, który , przyznaję, niezmiernie mnie dzisiaj zainteresował…….przejmujące są te stare fotografie, pokazujące właśnie nie bestie, nie potwory, a zdawałoby się, zwykłych ludzi…gdybyśmy nie posiadali historycznej wiedzy i nie znali mundurów, a pokazano by nam zdjęcia (można by też wykadrować mundury), to patrząc na twarze stwierdzilibyśmy, że widzimy zwyczajnych, młodych ludzie, jedynie sprzed kilkudziesięciu lat…Ale obiektywnie przyznajcie, żadna z tych twarzy nie nosi znamion potwora, prawda? Mógłby to być ktoś nam dobrze znajomy, taki, "każdy"…???

I takie kłębowisko myśli przez głowę przebiega…czy konkretne okoliczności są w stanie wydobyć to zło tkwiące w człowieku każdorazowo? czy jest możliwe, aby tego wydobycia się zła uniknąć? Miejmy nadzieję, że tak, że udaje się uniknąć…ale na ile to możliwe? Pamiętacie mój wpis na temat "Eksperymentu"? Tam też o tym była mowa, jak bardzo pozycja po konkretnej stronie kraty jest w stanie uwarunkować nasze zachowanie.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,4509892.html