prorocze. Po raz kolejny wiem, że jak śni mi się pewna osoba, dobrych wiadomości spodziewać się nie mogę. Dzisiaj dowiedzieliśmy się o poważnym wypadku kogoś, kto niby jeszcze nie w rodzinie, a już w rodzinie praktycznie…Bardzo się zmartwiłam. W poniedziałek zobaczy się, co orzekną lekarze i czy tę osobę czeka poważna operacja. Mam nadzieję, że nie…ale nastrój od razu klapł…
Matki Polki Umęczonej…
…jest li w kalendarzu takowe święto, czy też może nowa władza je wprowadzi? (Jak "dobrze" pójdzie, to spodziewam się czegoś w ten deseń;)).
Tak mnie naszło na refleksje jakiś czas temu a dzisiaj pewna wypowiedź wyczytana w necie, sprowokowała do wpisu na blogu.
Zastanawia mnie cholernie, jak to jest, że nawet krąży pojęcie "matka Polka"…i tak , rozumiem, że w zamyśle tych, którzy je w obieg puścili, ma mieć ono pozytywny wydźwięk. Niestety, przyznam się, że na mnie owo określenie działa osłabiająco i ma jak najbardziej wydźwięk pejoratywny. Bo za ową matką (swoją drogą czemu nie ma matka-Francuzka, czy matka-Belgijka?) wlecze się, jak smród za wojskiem podkreślenie, jaka to ta matka jest skłonna do wyrzeczeń i umęczenia siebie samej w ramach idei bycia matką Polką idealną. Taką, co to się o niej pierdolnie poemacik w ramach hołdu, jeno równie szybko zapomni i nie doceni w żaden inny sposób.
Pokolenie naszych matek, niestety, często oscyluje w te kręgi…widzę to po rodzinie (nie całej , na szczęście), i bliższych , czy dalszych znajomych. Matki te oddawały swe życie mężusiom i dziecięciom ( z większym naciskiem na dziecięciom). Pozwalały wleźć sobie na łeb, a w mniej skrajnych przypadkach, po prostu rozpuściły towarzystwo , jak dziadowski bicz, a same zajęły się wszystkim…z tym, że w tym właśnie zagubiły się one same. Stąd potem zdziwienie pokolenia naszych rodziców, którzy dziwią się, że "jakaś kobieta pojechała do SPA i nie wzięła ze sobą mężusia i dzieciąt" albo "wiesz, zostawiła ich i wyjechała na wyjazd służbowy" (biedactwa, zapewne podczas tygodnia nieobecności mamuni mężuś i dzieciątka padły z głodu, bo ile można zamawiać pizzę?).
Wiem, że na szczęście, pokolenie moich rówieśniczek odchodzi od tej zmitologizowanej i wywyższonej na siłę roli i zaczyna uświadamiać sobie, że szczęśliwa matka i żona, to taka, która realizuje się zawodowo (jeśli ma na to ochotę), zajmuje się jakimś hobby lub pasją, ma czas czasem tylko i wyłączenie dla siebie, czy swoich przyjaciółek…
Nie, nie podziwiam matek Polek umęczonych, budzą we mnie raczej poczucie żalu, że dały wbić się w taką rolę, aczkolwiek , podkreślam, jeśli one same nie odczuwają przy tym beznadziei, to właściwie tylko cieszyć się trzeba, bo są w jakimś tam swoim sensie zadowolone z życia.
Miłego weekendu wszystkim;)
po Alasce…
…wczoraj sporo "powędrowałam". Naszło mnie zapoznać się ze stanem, w którym jak pisałam wcześniej, za chwilę będą żyć członkowie naszej rodziny. Dla niego, to nie nowość, spędził tam sporą część zawodowego życia. Dla niej, wychowanej w ciepłym kraju, dla której już przeniesienie się do kraju, w którym są 4 pory roku było wyzwaniem, to nowość będzie. Życzę im, żeby się poukładałao. Może Alaska nie należy do najcieplejszych miejsc na świecie, za to widoki rekompensują te braki! Możliwość oglądania spadających gwiazd,(w końcu nie bez przyczyny na fladze Alaski widnieje ni mniej, ni więcej, tylko Wielki Wóz), gór, lodowców, lasów nieprzebranych. Mam też nadzieję, że ludzie okażą się dla nich przyjaźni. No i żyją tam zupełnie inni ludzie, niż ci, którzy mieszkali w ich poprzenim stanie, bowiem są tam Indianie…Myślę, że to będzie ciekawy rozdział w ich życiu. W zapale wyszukiwałam wczoraj informacji na temat okręgu, w którym przyjdzie im się osiedlić, a także znalazłam stronę miejscowości konkretnie, na której wyczytałam między innymi koszty utrzymania się tamże …jako, że znalazłam też stronę miejscowego agenta nieruchomości, stwierdziłam, że niektóre domy są sporo tańsze, niż wypasione mieszkania w Warszawie….Hmmm….może też się wynieść?:)
Wieczorem spacer, a potem zajrzeliśmy na spotkanie "kabatczyków". Była, jak to jest na ogół, kiedy trafiam, stała ekipa, co mi nie przeszkadzało. Pogawędziliśmy więc chwilkę z ludźmi, napiliśmy się herbaty i oto dzień zakończył się w ten sympatyczny sposób.
Szkoda tylko, że w nocy męczyły mnie jakieś sny;/
