"Uwaga, faceci" (Men in trees). Właśnie, że tak;) Miałam ochotę na coś lekkiego, śmiesznego i voila. W dodatku akcja dzieje się na Alasce, a to ze względu na to, że za chwilę będziemy mieć tam członków rodziny (właśnie przedzierają się przez odludzia Kanady w kierunku ww), z tym większym zainteresowaniem oglądam. I , jak to było w przypadku "Przystanku Alaska" wygląda na to, że te małe alaskańskie społeczności potrafią się ze sobą trzymać. Mam nadzieję, że to nie tylko "do filmu".
W ogóle, to nie wiem, czy wiecie, pewnie ci, co czytają bardziej moje książkowe wynurzenia, ale w Ameryce pociąga mnie właśnie prowincja…Im bardziej pipidówkowo, tym bardziej mnie kręci…Nie wiem, coś jest takiego, że Nowy Jork, czy Chicago mnie nie kręci jak takie właśnie małe miasteczko, miejscowość raczej, z dwiema uliczkami na krzyż, przy których mieszczą się miejscowy bar knajpka, sklep spożywczy i fryzjer. Pamiętacie "Stalowe Magnolie"? no właśnie, takie klimaty lubię. Dlatego pewnie lubię wszystkie te filmy w stylu wyżej wymienionego, ale i "Obietnicę" z Jackiem Nicholsonem , "Bezsenność" z Alem Pacino, gdzie wątek kryminalny toczy się właśnie w małej, zamkniętej społeczności a przynajmniej właśnie w pozornie odciętej od wielkiego świata miejscowości, w której pozornie nie dzieje się nic, aż do tego typu sprawy, kiedy spokojne, nudnawe może nawet życie mieszkańców zostaje wywrócone do góry nogami.
Podobnie ma się rzecz z horrorami czy thrillerami Kinga, które właśnie uwielbiam za przedstawienie w niezykły sposób prowincji, zamkniętych małych społeczności.
"Przystanek Alaska" czy "Uwaga , faceci" jest raczej na wesoło, więc to jeszcze inna grupa filmów z prowincją amerykańską w tle.
A może przychodzi Wam do głowy jakiś film czy książka z amerykańską prowincją w tle? Chętnie zanotuję tytuły…