Egzotyki na pocztówkach ciąg dalszy…

…czyli dzisiaj otrzymałam pocztówkę z Kuala Lumpur (nie miałam w kolekcji!), ale także  z greckiej wyspy Nissyros, czym nadawcy (czynie?:) zrobiły mi wielką radość!
Także otrzymałam książkę od Judytty, zachwalaną na jej i Shalu blogu książkę "Jaskółka i Koliber" Santa Montefiore. Już sobie na nią ostrzę zęby;))

Poza tym, Engo, dostałam Twój email i wysłałam Ci również z gmailowego adresu  swój adres pocztowy, więc może mi ta kartka jednak będzie mi pisana;))

Jak nie dojdzie, to znaczy, że nie;))

Miłego wieczoru wszystkim…

a poczta siedzi i…

…chyba kur…a owija je w te sreberka. Czyli, narastająca frustracja związana z tą instytucją. We wtorek! wysłałam pocztówki do niektórych znajomych , z Monachium, ale wysłałam z Warszawy. Wysłałam do Polski. W środę za granicę (mala_mi, między innymi do Ciebie). I coś widzę, że chyba mogę stracić nadzieję, że w Polsce podochodzą. Bo ile mają iść??? W piątek Strega dostała, o czym mnie nie omieszkała poinformować. W sobotę do Anglii (tam poczta działa chyba najlepiej, z tego, co widzę), wczoraj do Japonii. A do Was nie…aaaaa! czy mam zacząć wyć??
Kurde, co oni robią z tymi listami, czy pocztówkami, które nie dochodzą? Jedzą?
Chociaż nie już wiem. Podobno zaczął się sezon opałowy i niektórzy, tak, moi drodzy, gromadzą sobie rozmaitości, którymi potem opalają w domkach…
Osłabia mnie sytuacja z instytucją i nieustanna walka z nią w podstawowych sprawach, jaką jest dostarczenie zwykłych kartek, czy listów…….

Przechwaliłam też naszego nowego listonosza. Mam wrażenie, że po okresie wdrażania się, zaczął chodzić z listami z rzadka. A potem się dziwią, że ludzie wybierają emaile. No logiczne, jak mają nie wybierać??

tak, jestem…

…strachajłem i tego typu akcje, które miały miejsce 6 lat temu w Stanach a potem w Madrycie i Londynie, nie czynią mnie twardej, a raczej bardziej przestraszoną. Nic na to nie poradzę, że ten dzisiejszy świat mnie przeraża.
I tak, przyznaję się, gdzieś pod skórą jest we mnie lęk podczas jazdy metrem (konieczność , kiedy mieszka się na wsi Kabaty). Lotu samolotem się nie boję, bo wiem, że tam , w przestworzach nigdy nic złego mnie nie spotka.
I tak, dokładnie pamiętam, co robiłam 6 lat temu, są takie dni, które z tych, czy innych przyczyn zapamiętuje się na długo. Pamiętam, że byliśmy na pięknej Krecie, słońce grzało niemiłosiernie, cykady cykały, lazurowe morze kusiło swym ciepłem i to, co wydarzyło się tyle tysięcy kilometrów dalej wydawało się prawie niemożliwe. Tylko fakt, że ktoś nas o tym poinformował i po 10 dniach wakacji włączyliśmy odbiornik telewizyjny (nigdy nie oglądamy TV podczas wyjazdów), i na każdym kanale widzieliśmy ten sam przerażający widok, uświadomił nam, że to prawda. Pamiętam, że moją pierwszą myślą było to, że zacznie się wojna a my tu utkwiliśmy i że chciałam jak najszybciej być w domu, z bliskimi…
Świat stał się od wtedy dla mnie dużo mniej przyjazny, chociaż nigdy do najbardziej przyjacielskich nie należał…